List otwarty

Co robić, skoro mleko się rozlało?

Szanowny Panie Piotrze, zwracam się do Pana jako człowieka bezwzględnie uczciwego i z tego powodu na lewicy - zdarzało się - wyszydzanego: ojca chrzestnego "teatru zarembistego" (Dariusz Kosiński) - po artykule "Tak, to dobra zmiana".

Sam wiem, że teatr może być albo dobry albo kiepski, ale "teatrały" obsiadłe posady zrobią wszystko, by prostą rzeczywistość zrelatywizować i roztrwonić aksjologicznie. Niestety, dotyczy to też ludzi Panu i mnie bliskich nie ze względu na koleżeństwo ale wyznawaną hierarchię wartości; im / nam jest mniej wolno!

Chcę, aby Pan wiedział, że "konkurs" na dyrektora Starego Teatru został przeprowadzony nieuczciwie i z pogwałceniem głoszonych zasad (nawet z niedotrzymaniem regulaminu odczytywanego kandydatom w kwestii zadawania pytań, dyskutowania programu i przynajmniej zachowywania pozorów dochowania zasady równych szans); wybór został dokonany przed konkursem w wyniku "konsultacji" (mam świadectwo uczestnika), co samo w sobie naganne nie jest, pod warunkiem nie maskowania tego udawanymi procedurami gwałcącymi prawo i podstawy demokracji. Jestem żywym świadkiem komedii jaką grała nieudolnie - dla profesjonalnego reżysera - komisja udająca, że nie wszystko jest "pozamiatane". Tak było... I nie chodzi o moje niezadowolenie, tylko o wstyd przed ludźmi i przeciw,skuteczność takiej "tekaemowskiej" metody niczym się nie różniącej od potępionych słusznie postępowań pokonanego w wyborach - ale i moralnych wymaganiach - politycznego przeciwnika.

Pana nie muszę przekonywać, że cel nie uświęca środków i zatrute drzewo rodzi tylko zatrute owoce. To kwestia czasu - pudrowania klęski!

I nie piszę o wyborze konkretnych osób, tylko o tym, że udawanie, iż odbyło się to konkursowo i z poszanowaniem innych jest kłamstwem - osłabiającym uczciwych, i przecież niezorientowanych w regułach tej gry oraz wzmacniającym poszkodowanego niewygodnego, którego prawo pozwalało zdymisjonować po ludzku. I mianować po konsultacjach. Bez konkursu.

Co robić, skoro mleko się rozlało? Ja wezwałem do powtórzenia konkursu transmitowanego w Internecie. I zawołałem na puszczy, minister już dał odpór: "to komisja" - jak w socjalistycznej restauracji na wezwanie kelnera...

Nic nie można zrobić? Ja zrobię co mogę w sensie programowym dla panów Mikosa i Gielety, by im się udało... Pana proszę o ... "co powinienem" w sprawie nazywania / nie przemilczania mechanizmu i alarmowania zainteresowanych, by się dowiedzieli od nie przeciwnika, że tak się nie robi.

Inaczej wszyscy obudzimy się z ręką...

Serdecznie pozdrawiam

Jacek K. Zembrzuski

Jacek Zembrzuski
Materiał nadesłany
19 maja 2017
Portrety
Jacek Zembrzuski

Książka tygodnia

Matkobójcy
Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego
Joanna Komorowska

Trailer tygodnia

Mewa
Jarosław Fedoryszyn
Po sukcesie, jaki odniósł plenerowy s...