Lodowisko, czyli salon

"Ożenek" - reż. Walerij Fokin - Teatr Aleksandrinski z Sankt Petersburga

Teatr piórem Temidy

Gdy światło rozjaśnia scenę, widzimy leżącego na łóżku Podkolesina (Igor Wołkow), jednego z bohaterów Gogolowskiego "Ożenku" - przedstawienia przywiezionego z Sankt Petersburga. Podkolesin trochę przysypia, trochę czyta. Niewielka przestrzeń symbolizuje mieszkanie, którego tylna ściana - jak się potem okaże, gdy scena obrotowa odwróci się o 180 stopni - jest zarazem kolistą ścianą otaczającą lodowisko. A więc przestrzeń należącą do Agafii Tichonownej (Julia Marczenko), panny na wydaniu. Mamy więc dwie przestrzenie, dwa miejsca gry, dwa różne światy przedzielone ścianą.

Tuż nad łóżkiem Podkolesina znajduje się okno, dość nietypowe. Bo to tylko otwór bez szyb, przez który bohaterowie będą wchodzić do pokoju bohatera, jak jego służący Stepan (Iwan Parszyn), przyjaciel Koczkariew (Dmitrij Łysienkow), swatka Fiekła (Maria Kuzniecowa). Osobiście wolę wchodzić przez drzwi, więc ta kombinacja z oknem początkowo nie bardzo przypadła mi do gustu. Potem, w miarę rozwijania się akcji, jakoś przywykłam i zgodziłam się na zabawną konwencję. Tak zresztą jak w przypadku nadmiernie tu wyeksponowanej charakterystyczności w grze aktorskiej, za czym nie przepadam. Gogol wystarczająco już w tekście narysował wyrazistą, pogrubioną kreską postaci swoich bohaterów, więc pogrubianie jeszcze bardziej tego satyrycznego rysunku za pomocą środków aktorskich, jak w przypadku Stepana, służącego Podkolesina, czy Fiekły, wydaje mi się przesadą. Potem jednak przywykłam i przyjęłam to. Tak jak z tym oknem. Dopiero w ujęciu całości spektaklu widać konsekwentne uzasadnienie reżyserskie dla zastosowania takiej właśnie konwencji. I w tym kontekście nawet ów czerwony klownowski nos, jaki zakłada sobie Koczkariew, mieści się w owej charakterystyczności i rodzajowości. A przy tym wspomniane okno wizualnie jest tu także wspaniałym znakiem plastycznym, stwarza coś w rodzaju perspektywy stosowanej w malarstwie (przez tenże otwór publiczność widzi nadchodzące z daleka postaci).

Pomysł inscenizacyjny, by wprowadzić tzw. obrotówkę, umieścić aktorów na lodowisku i przypiąć im łyżwy, jest świetny, zarówno formalnie, jak i przesłaniowo. Dosłowność i metafora splatają się tutaj w jedno. Jazda aktorów na łyżwach ożywia spektakl, dynamizuje go. Podobnie jak rodzajowa scena z saniami, na których przyjeżdża Starikow (Arkadij Wołgin), kupiec, za którego ciotka chce wydać Agafię. Zamiast często używanej w rozmaitych inscenizacjach słynnej, przykrótkiej ławeczki w salonie, na której z trudem mieszczą się usadowieni rzędem zalotnicy do ręki panny Agafii, tutaj funkcję salonu pełni tafla lodowiska. A ławeczka też jest, i to nie jedna. Naprzeciw siebie, po obu stronach lodowiska, panie i panowie. Panowie to zalotnicy sprowadzeni tu przez Fiekłę, swatkę, którą dziś zastępują biura matrymonialne. Wszyscy panowie to oryginały same w sobie. Każdy w odmiennym stylu. Taki na przykład Jajecznica, egzekutor. Typowy materialista. Dla niego małżeństwo to transakcja handlowa, dlatego sprawdza, czy rzeczywiście panna w posagu dostanie wszystko to, co swatka zapowiedziała. A przy tym ten pięćdziesięcioletni grubas jest przekonany o niebywałej atrakcyjności swojej osoby jako narzeczonego (świetnie, dowcipnie gra tę postać Paweł Jurinow). Albo taki Anuczkim (Andriej Matiukow), o cieniutkich jak patyczki nogach, pragnie, aby kandydatka na jego żonę znała język francuski, choć on sam nie rozumie ani słowa. Żewakina (Walentin Zacharow), emerytowanego oficera marynarki wojennej, Fokin przedstawił jako kalekę bez nóg na wózeczku. Niepotrzebna, zbyt nachalna aluzja do współczesnych wojen.

Po przeciwnej stronie zaś panie: Agafia Tichonowna, ta najważniejsza, dla której wszyscy się zebrali, jej ciotka Arina (Kira Krejlis-Pietrowa) i swatka Fiekła. Ogromnie zabawne są relacje między postaciami, zwłaszcza że ich nieodłączną częścią jest jazda na łyżwach w rytmie tzw. duszoszczypatielnej piosenki. Figurowa jazda Agafii z miniakrobacjami jest prześmieszna. Tak zresztą jak i pozostałych wykonawców. Do najlepiej czujących się na łyżwach można zaliczyć Koczkariewa wykonującego nagłe zwroty i przyśpieszenia. Czekałam na piruety i trójskoki, ale to chyba nieco za trudne. Bardzo wyraziście poprowadził swoją rolę Dmitrij Łysienkow. Już samo rozwiązanie inscenizacyjne wnosi element humorystyczny. A łyżwiarski popis niektórych wykonawców wymaga niemałych umiejętności. Zwłaszcza w scenach parodiujących taniec z figurami. Oczywiście te łyżwiarskie sceny to wyraźna aluzja do dzisiejszej mody rozsławionej przez telewizję. Nie tylko u nas emituje się programy w stylu "Gwiazdy tańczą na lodzie", "Taniec z gwiazdami" itp. Ale lodowisko może być też metaforą braku uczuć. Wszyscy ci zalotnicy mają pewne oczekiwania w stosunku do panny, żaden z nich jednak jakoś nie kieruje się uczuciem miłości. Wprawdzie Podkolesin przez chwilę wydaje się być na drodze prowadzącej do uczuciowego zaangażowania, ale tuż przed ślubem, stchórzywszy, wieje przez okno. Podkolesin w interpretacji Wołkowa różni się od pozostałych postaci zasadniczo. Nie popisuje się akrobacjami na lodzie, jest życiowym niedołęgą, ledwo utrzymuje się na łyżwach. Ale ma swój własny świat fantazji, który nijak nie przylega do zewnętrznej rzeczywistości. Jest na pewno bogatszy osobowościowo od reszty, tej galerii pokracznych zalotników.

Zabawny, satyryczny, aluzyjny spektakl w stosunku do komercjalizacji współczesnego życia, a kultury zwłaszcza. Fokin harmonijnie łączy tradycję ze współczesnością. Pokazuje Gogola współcześnie, jeśli idzie o rozwiązanie inscenizacyjne, a zarazem zachowuje szacunek dla tradycji, nie ingerując w tekst Gogola, nie zmieniając autorowi przesłania, co dzisiaj jest już rzadkością, a u nas na pewno. A tekst aktorzy podają znakomicie. Tylko pozazdrościć. Wszystkie zadania aktorskie są czytelne po stronie widowni i - co najważniejsze - uzasadnione. Spektakl świetny reżysersko i aktorsko.
Temida Stankiewicz-Podhorecka

"Ożenek" Nikołaja Gogola, reż. Walerij Fokin, scenog. i kost. Aleksandr Borowskij, muz. Leonid Diesiatnikow, Teatr Aleksandrinski z Sankt Petersburga w Rosji, spektakl prezentowany na scenie Teatru Narodowego w Warszawie w ramach festiwalu Spotkanie Teatrów Narodowych.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
8 października 2009

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki