Łódź - laboratorium przemian

Rozmowa z Grzegorzem Niziołkiem, jednym z dyrektorów artystycznych VII edycji Festiwalu Dialogu Czterech Kultur.
Festiwal potrwa od 5 do 12 września. Wydarzeniami teatralnymi będą: spektakl "Ojcowie" w reżyserii Alvisa Hermanisa, dyrektora artystycznego najważniejszego współczesnego teatru łotewskiego (Nowy Teatr w Rydze) i "HamletMaszyna" Heinera Müllera w wykonaniu Deutsches Theater Berlin. Zaplanowano także prezentację dokonań Tadeusza Kantora. Wśród projektów plastycznych mamy "Master & Monster" Magdaleny Ujmy, akcję Joanny Rajkowskiej i zbiorową wystawę "C.D.N." przygotowaną specjalnie na festiwal przez piętnastu artystów (m.in. Magdalena Moskwa, Paweł Hajncel, Kamil Kuskowski, Ryszard Waśko). Blok filmowy będzie reprezentować przegląd obrazów nonkonformistów rosyjskiego kina - Kiry Muratovej i Aleksieja Germana. Krzysztof Kowalewicz: Był Pan na którejś z wcześniejszych edycji Festiwalu Dialogu Czterech Kultur? Grzegorz Niziołek: Nie. Ponieważ? - Jakoś nie trafiłem do Łodzi. Nikt mnie nie zaprosił. Część wydarzeń, które tutaj miały miejsce, była mi już znana. Słyszałem oczywiście o tym festiwalu, bo miał świetną reklamę. Był obecny w telewizji. To marka Łodzi. Teraz jako dyrektor żyje Pan tym festiwalem? - Bardzo mocno. Codziennie. Niemal bez przerwy. Kiedy ma się do przygotowania taką imprezę, to inaczej czyta się gazety, książki, rozmawia z ludźmi. W ten sposób trafia się na ciekawe ślady, problemy i sprawdza, czy można je wpasować do naszego festiwalu. Wrześniową edycję zaczęliśmy programować bardzo późno. Skonstruowanie takiej imprezy w kilka miesięcy jest dużym wyczynem. Poznał już Pan Łódź? - Dopiero poznaję. Przyjeżdżam tutaj od kilku miesięcy. Nie będę udawał, że już mam pełne rozeznanie w potencjale tego miasta. Poznawanie Łodzi to duże przeżycie. Zacząłem bardziej interesować się historią Łodzi, której byłem oczywiście świadom, ale inaczej się ją odczytuje, kiedy tutaj się pracuje i przygotowuje pewne działania. Łódź ma krótkie dzieje, a zarazem dramatyczne, bogate, z tyloma zwrotami. Społeczność tego miasta była kilkakrotnie formowana na nowo. To niezwykłe doświadczenie. Nie wspominając już o wielokulturowości, której idea festiwalu jest poświęcona. Myślę sobie na przykład tak: gdyby odwrócić perspektywę - i spojrzeć na przeszłość jak na przyszłość. Łódź mogłaby się okazać laboratorium czekających nas przemian: w czasach jednoczącej się Europy na tego typu konfrontacje międzykulturowe jako społeczeństwo musimy się przecież przygotowywać. Towarzyszą temu różne nadzieje i lęki. Wspominając dawną Łódź można poznać najwspanialsze i najstraszliwsze aspekty takich konfrontacji. Przestrzeń miasta, jego historię można otwierać w różnych kierunkach. Nie skupiać się wyłącznie na rozpamiętywaniu tego, co było. Temat tej edycji "Ojcowie" wydaje się nieśmiertelny. Co w tej sprawie można jeszcze zbadać? Czego nowego chcą się Państwo dowiedzieć? - Mamy poczucie, że postać ojcowska została mocno osłabiona, zdetronizowana, wręcz zamilkła. Nie kierował nami odruch buntu, potrzeby zrewidowania, obnażenia czegoś ani zamiar stawiania pomników, a raczej chęć niedogmatycznego przyjrzenia się pewnym sytuacjom, dlatego w programie festiwalu odwołujemy się do konkretnych postaci, doświadczeń. Tak jest chociażby w spektaklu "Ojcowie", gdzie aktorzy opowiadają o swoich ojcach. Żadnej literackiej fikcji. Ta ich opowieść nie jest ani ideologiczna, ani wywrotowa, ani nakierowana na porachunki z historią. Odwołujemy się także do wielkich postaci naszej kultury, na przykład Tadeusza Kantora czy Janusza Korczaka. To postaci-mity. Chcielibyśmy się im przyjrzeć z nowej perspektywy, wciągnąć w dialog z nimi młodych ludzi. Kolejne edycje będą rozwinięciem tej myśli? - Następną edycję chcielibyśmy poświęcić miastu, oczywiście temat ojców z tym koresponduje, wprowadza pewne wątki przyszłej edycji. Tego typu festiwal potrzebuje otwartych ram. Dlatego temat jest formułowany niemal hasłowo, ale nie po to, żeby nim manipulować, lecz pozwalać zderzać się różnym wydarzeniom. Dramaturgia festiwalu powinna być precyzyjna, ale musi być otwarta, bo przecież gromadzimy zjawiska z różnych kultur, z różnych dziedzin sztuki. Program wygląda na poważny. Zastanawiam się tylko, czy nie nazbyt elitarny? - Trzeba by się zastanowić, co to znaczy elitarny? Sztuka Kantora trafiała do ludzi na całym świecie. Teatr Hermanisa, który podróżuje po całej Europie i wzbudza wielkie emocje, wymaga tylko wrażliwości. Mówimy o ludzkim życiu, naszych biografiach, bardzo prostych, ważnych doświadczeniach. To prawda, że omijamy kulturę masową ale z drugiej strony można zapytać, czy nam jej brakuje? Mamy ją na każdym roku w telewizji, kinach, na koncertach. Takich imprez jest dużo. Nie potrzeba kolejnej. Dbaliśmy o to, żeby nasza propozycja była komunikatywna, a zarazem na wysokim artystycznym poziomie. Chcemy stawiać publiczności wyzwania, ale nie wykluczać nikogo z kręgu odbiorców. Pana poprzednicy na konferencjach prasowych otwierających kolejne edycje festiwalu przerzucali się liczbą punktów programu. Teraz ilość zastąpi jakość? - Na pewno nie pobijemy ilościowego rekordu, bo to nie było naszym celem. Zdecydowaliśmy się na tematyczne programowanie festiwalu. Zależało nam na dramaturgii wydarzeń. Festiwal musi być całością. Zrezygnowaliśmy z wcześniejszej otwartej formuły, w której instytucje kultury coś proponowały, a dyrekcja włączała to do programu. Nie chcieliśmy, żeby festiwal był tylko przeglądem tego, co w Łodzi powstaje. Postanowiliśmy przygotować imprezę, która włącza instytucje działające w mieście, a jednocześnie będzie atrakcyjna dla ludzi w całej Polsce, która ma szansę przyciągnąć nową publiczność do Łodzi. Niewątpliwie zna się Pan na teatrze, a co z innymi dziedzinami sztuki? - Teatr to bardzo interdyscyplinarne zjawisko... A poza tym, czy można się znać się na wszystkim? Dlatego ten festiwal ma podwójną obsadę dyrektorską: przygotowujemy go razem z Agatą Siwiak. Każdy z nas ma inny krąg zainteresowań, inny rodzaj doświadczeń zawodowych, dogadujemy się na szczęście na poziomie smaku artystycznego. Ale w dwójkę też nie znamy się na wszystkim. Dlatego współpracujemy z kuratorami i instytucjami, które programują pewne nurty tego festiwalu. Planują Państwo punkty programu specjalnie pod rejestracje telewizyjne? - Wciąż toczą się rozmowy z telewizją na temat poszczególnych wydarzeń. Trudno mi o tym teraz mówić. Przypomnę tylko, że w zeszłym roku decyzja w tej sprawie zapadła dosłownie na kilka dni przed rozpoczęciem festiwalu. Wiadomo, że wydarzenia muzyczne budzą zawsze zainteresowanie telewizji. Dla nas szczególnie ważnym punktem programu jest koncert Exploding Star Orchestra - to muzyczna rewelacja. Mamy nadzieję, że ten występ ściągnie ludzi z całej Polski. To jedyna okazja, żeby ich posłuchać na żywo. Mamy również w planach duży koncert plenerowy, ale jeszcze pracujemy nad szczegółami programu. * Grzegorz Niziołek jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i PWST w Krakowie. W latach 2004-07 był kierownikiem literackim w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie i szefem festiwalu re_wizje. Współtworzył Gazetę Teatralną „Didaskalia" VII Festiwal Dialogu Czterech Kultur , 5-12.09.08 Łódź.
Krzysztof Kowalewicz
Gazeta Wyborcza Łódź
23 czerwca 2008

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia