Łódź wzięta

Zbigniew Brzoza straci posadę dyrektora w Teatrze Nowym

Zbigniew Brzoza straci posadę dyrektora w Teatrze Nowym im. Kazimierza Dejmka w Łodzi. Tak zadecydował prezydent miasta po wczorajszym referendum. Teatr, który właśnie zaczął się podnosić z artystycznej zapaści, ponownie został bez kierownictwa i bez planów na przyszły sezon

Prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki rozpoczął w czwartek w Teatrze Nowym swoją kampanię wyborczą. Trudno bowiem inaczej nazwać przemówienie, które wygłosił do mediów zgromadzonych na dużej scenie, by obserwować referendum w sprawie dalszych losów teatru (jak informowaliśmy w środę, wszyscy pracownicy placówki - techniczni, tapicerzy, aktorzy - mieli decydować, czy przedłużyć umowę dyrektorowi artystycznemu Zbigniewowi Brzozie). Kropiwnicki, odwołując się do słów Jana Pawła II, zarzucał reżyserowi brak szacunku dla prostego człowieka, pogardę dla tradycji i kanonu lektur, zniechęcanie młodzieży do udziału w kulturze, klęskę frekwencyjną.

W obronie wartości, "pieniędzy łodzian" oraz w ramach dopełnienia obietnicy złożonej rok temu zespołowi (Brzoza wygrał konkurs dzięki poparciu reprezentantów zespołu, wbrew oczekiwaniom Kropiwnickiego - ten postanowił więc, że ci sami, którzy zaufali Brzozie na starcie, mają go po sezonie rozliczyć), prezydent zdecydował więc spytać pracowników Nowego, czy po roku współpracy z Brzozą nadal widzą go na stanowisku swojego przełożonego. Na 105 pracowników teatru, w czwartkowy poranek stawiło się 58 osób (udziału nie wziął zespół artystyczny teatru - w oficjalnym piśmie ogłosił, że wielokrotnie dawał wyrazy poparcia dyrektorowi, a "wzięcie udziału w referendum oznacza zgodę na manipulację zmierzającą do odwołania dyrektora artystycznego wyłonionego na drodze niezależnego konkursu" i "w perspektywie czasu referendum doprowadzi do skłócenia wszystkich i pogrąży Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w chaosie artystycznym i administracyjnym").

W tajnym głosowaniu padły 52 głosy przeciwko dyrektorowi artystycznemu, 5 za nim, 1 głos był pusty. Obecny na sali Kropiwnicki ogłosił, że w związku z tym jeszcze tego samego dnia zwolni Brzozę z obowiązku świadczenia pracy do końca trwania kontraktu (wygasającego w grudniu). Wszystko wygląda spójnie i logicznie. Personel teatru zgłosił w referendum wotum nieufności, "gardzący polską literaturą" dyrektor wylatuje, Kropiwnicki uratował Dejmkowską scenę przed dalszym upadkiem.

Tymczasem sytuacja wygląda inaczej. Sezon Brzozy był pierwszym okresem od lat, gdy Nowy zaczął podnosić się z artystycznej zapaści. Pierwszym, gdy literatura i tradycja zaczęły być szanowane, pierwszym, gdy młodzież zaczęła pojawiać się na widowni z własnej woli, a nie na zasadzie szkolnego nakazu. Dyrektor rozpoczął świetną "Brygadą szlifierza Karhana" Remigiusza Brzyka (hołdem, a zarazem dyskusją z dziedzictwem Kazimierza Dejmka), wielokrotnie nagradzaną, zapraszaną na międzynarodowe festiwale (m.in. na polski showcase "Boska Komedia" w Krakowie), uznaną przez niektórych krytyków za wydarzenie sezonu. "Król_Duch" (Łukasza Kosa, Tomasza Śpiewaka i Thomasa Harzema) okazał się jedną z najciekawszych produkcji trwającego Roku Słowackiego, "Przed południem przed zmierzchem" (Piotra Cieplaka i Leszka Bzdyla) - spektaklem, który miał szansę ściągnąć do teatru młodą publiczność. Brzoza uruchomił Centrum Edukacji Teatralnej, które miało wychować dla teatru nowego, kompetentnego odbiorcę. Nie prowadził wcale hermetycznego, laboratoryjnego teatru dla wtajemniczonych, ale przyzwoity teatr "z ambicjami". Gdyby miał szansę ciągnąć dalej choćby projekty edukacyjne, szybko stałoby się dla wszystkich łodzian jasne, że produkowanie spektakli nieuwłaczających inteligencji nie jest wyrazem "pogardy dla prostego człowieka", ale normą, która im też się należy.

Rozliczanie dyrektora po jednym sezonie mija się z celem - pierwszy sezon jest zawsze okresem rozpoznania walką, przekonywania widzów do nowej wizji artystycznej, rozbudzania zespołu. Brzoza jak na kilka miesięcy i tak zrobił wiele. Z momentem jego odejścia, ciężko doświadczany przez ostatnie lata Teatr Nowy znów pozostaje bez dyrektora.

Kropiwnicki dopiero teraz, tuż przed rozpoczęciem sezonu, zacznie szukać kandydata (być może zostanie nim aktorka Nowego Mirosława Marcheluk). Do pracowników docierają jednak różne informacje - od pomysłu, by p.o. dyrektora artystycznego została radna PiS Bożenna Jędrzejczak (którą prezydent polecił wcześniej mianować dramaturgiem teatru, w miejsce współautora sukcesów z ostatniego sezonu Tomasza Śpiewaka), aż po wiadomość, że teatr zostanie na ten sezon zamknięty (rada miasta nie przyzna budżetu na produkcje, tylko rozwiąże zespół i wypłaci pracownikom odprawy).

Jerzy Kropiwnicki dopiął swego. Pozbył się eksperymentującego dyrektora i pokazał się w mediach jako "obrońca wartości". Co się stanie z teatrem - nie wiadomo. Aby taka sytuacja nie powtórzyła się w kolejnych placówkach, konieczne jest natychmiastowe rozpoczęcie dyskusji i pracy nad zmianą ustawy o powoływaniu i kompetencjach dyrektorów teatrów. Rozmawiać o tym muszą twórcy, politycy i organizatorzy życia kulturalnego. Może podczas wrześniowego Kongresu Kultury w Krakowie?



dla "Gazety"
Izabella Cywińska
dyrektor Teatru Ateneum w Warszawie, b. minister kultury w rządzie Tadeusza Mazowieckiego


Czy prezydent ma prawo mieć swoją wizję teatru? Jako osoba prywatna tak, jako urzędnik - nie. Władza samorządowa kieruje się własnymi motywami, które zwykle nie są zbieżne z wyzwaniami kultury. Wejście ideologii w sferę sztuki to powrót najgorszych nawyków z PRL-u. Uważam, że przy odwoływaniu dyrektora teatru muszą być stosowane takie same procedury, jak przy jego powoływaniu. Opinię powinni wyrazić zarówno przedstawiciele ministerstwa, jak i ZASP-u. A nie "niemerytoryczni" pracownicy teatru, np. zespół techniczny! Interesy zespołu technicznego są przeważnie nie tylko odmienne, ale wręcz sprzeczne z interesami dyrektora ambitnego, próbującego uczciwie wypełniać swoją misję. Teatr misyjny jest niedochodowy, w teatrze misyjnym pracuje się ciężko i z poświęceniem. Techniczni będą więc raczej woleli dyrektora, którego myśli zwrócone są w stronę interesu ekonomicznego, nie artystycznego.


Mikołaj Grabowski
dyrektor Starego Teatru w Krakowie


To, co stało się w Łodzi przypomina mi PRL - sam byłem wtedy odwoływany nagle ze stanowiska dyrektora Teatru Słowackiego w Krakowie, bo partia znalazła sobie fajniejszego kandydata. W sytuacji, gdy obyczaj nie działa, a władza zbyt łatwo ulega pokusie nadmiernego kontrolowania podległych jej placówek, jedyne rozwiązanie to regulacje prawne. Wiadomo, że gusta są różne. Ale różnorodność, która bywa wspaniała i budująca w procesie twórczym, gdy trafia do pałaców władzy staje się zarzewiem wyniszczających konfliktów. Tymczasem dyrektor musi mieć na czas sprawowania swojej funkcji wystarczającą niezależność, by móc odpowiedzialnie tworzyć repertuar, umawiać się z twórcami, planować. Dlatego w ustawie o teatrach należy zapisać kontrakty dyrektorskie, najlepiej pięcioletnie, jak w świetnie funkcjonującym systemie niemieckim. Przy sposobie powoływania dyrektorów pozostawiłbym pewien margines dowolności: władze powinny mieć możliwość zarówno przeprowadzenia konkursu, jak i zaproszenia danego artysty bezpośrednio. Potrzeba jest też jedność środowiska. We Francji dyrektorzy mają na tyle silny związek, że w razie podobnych zamachów na placówki kultury mogą nawet zagrozić strajkiem.


Krzysztof Mieszkowski
dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu


Nie wszystko da się zapisać prawnie, ale potrzebna jest ustawa teatralna lub modyfikacja obecnie istniejącej ustawy o działalności instytucji kultury. Podstawowym rozwiązaniem jest wprowadzenie kontraktów dyrektorskich - minimum pięcioletnich. Ważne jest też (szczególnie w Polsce, gdzie pieniądze na kulturę są tak małe), by nie rozłączać funkcji dyrektora artystycznego i naczelnego. Za decyzjami artystycznymi muszą iść finansowe. Warto skorzystać z przykładu francuskiego i wprowadzić większe finansowanie teatrów przez ministerstwo oraz zwiększyć wpływ ministra na decyzje dotyczące teatru. Bo decyzja prezydenta Łodzi to kompromitacja dla polskiej demokracji. Dlaczego w przypadku tak jawnych nadużyć nie reagują organizacje skupiające ludzi teatru - Stowarzyszenia Dyrektorów Teatrów, Unia Polskich Teatrów czy ZASP?

not.jer
Gazeta Wyborcza
21 sierpnia 2009
Portrety
Zbigniew Brzoza

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...