Ludzie z liśćmi na głowach

"V (F) ICD - 10..." - 35. Krakowskie Reminiscencje Teatralne

Już przed wejściem na salę atakuje widzów głos z megafonu, w ogólnym zamieszaniu dosyć trudno wyłowić jakiś spójny sens tej wypowiedzi, chociaż powtarzanej kilkakrotnie. Ubrani w ciemne kolory, w trampkach na nogach aktorzy (może bardziej nawet performerzy) biegają zaaferowani, wskazując miejsce widzom dosyć zdezorientowanym nieteatralnością przestrzeni, w którą zostali wprowadzeni.

Wchodzimy do dużej Sali wystawowej. Ustawione w okrąg zdjęcia za szybą przedstawiają sceny z dwudziestoletniego życia demokratycznej Polski: polityków, sportowców, ważne osobistości życia publicznego. Przed zdjęciami, również w kole, stoją czarne ławy zbudowane z dużych klocków. Centralna przestrzeń sali pozostaje wolna. Już wkrótce zapełni się ona historiami ludzi, którzy zostali wyrzuceni poza społeczny nawias ze względu na jakiś rodzaj niedomagania: choroby psychicznej czy kalectwa. 

Bardzo dużo zależy od chęci współpracy widzów, ponieważ spora część przedstawienia opiera się na interaktywności, wzajemnym reagowaniu na siebie aktorów i widzów. Relację tę ułatwia kontekst wystawy fotograficznej, do którego zostaliśmy wrzuceni. Tego typu zabieg współgra z ogólnymi założeniami teatru tworzonego prze Artura Pałygę, który jest twórcą scenariusza do Transformacji: chodzi o to, by poruszyć widza, uczulić go na to, co się wokół niego dzieje, stąd też aktualność i osadzenie we współczesnych realiach. Ten społeczny przekaz momentami jest jednak zbyt nachalny, zbyt moralizujący. Rozumiem, że teatr zaangażowany jest jedną z odpowiedzi na problemy i bolączki współczesności, ale w za dużym natężeniu wywołuje znużenie i opór.

Ciekawym, mimo wszystko, posunięciem było wysiedlenie widzów z ich ciepłych i bezpiecznych foteli. Ta próba aktywizacji publiczności doszła w pewnym momencie nawet do tego stopnia, że widownia znalazła się na scenie, czyli w owym kole utworzonym przez wystawowe zdjęcia. Czarne klocki zostały przeniesione na środek sali, chaotycznie rozrzucone wymagały zmiany punktu siedzenia, a tym samym zmiany punktu widzenia. Dodatkowo wszyscy staliśmy się „ludźmi z liśćmi na głowach”, które niespodziewanie zostały rozrzucone na widzów.

Kto miał ulec tytułowym „transformacjom”? Widz? Obywatel? Człowiek? W teatrze zaangażowanym, w którym na pierwszym planie znajduje się cel inny niż estetyczny, chyba tak naprawdę trudno o szerszy oddźwięk ze względu właśnie na oczywistość tego celu.

Magdalena Talar
Dziennik Teatralny Kraków
27 kwietnia 2010

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia