Ludziom zrobiono miszmasz w głowach

Maria Malatyńska: Czy mi się zdaje, że za każdym razem, gdy się spotykamy, jest Pan coraz smutniejszy albo może bardziej refleksyjny? Nie sądzę, żeby odchodzenie od rektorowania wywołało taki nastrój, raczej pewnie, niczym bohatera pańskiego "Spisu cudzołożnic", męczy Pana... przemijanie. Czy tak?
Jerzy Stuhr: Może i tak! Ale wtedy "przemijanie" musiałbym pojąć szerzej, bo byłoby związane niekoniecznie z jakimś fizycznym starzeniem się. Ale z przemijaniem wartości, reguł, z tym, czego wszyscy pewnie po trosze doświadczamy i co widzimy na co dzień. W różnych zresztą dziedzinach! I gdy niespodziewanie sobie uświadamiamy, że coraz słabsze są różne zasady, to robi się smutno. Czytam np. o festiwalu "Dwa teatry" w Sopocie. To impreza poświęcona teatrowi telewizyjnemu, czyli festiwal, który przecież aktorem stoi... I wymieniają w sprawozdaniu wszystkie nagrody, a nie wymieniają nagród aktorskich! A dzieje się to w dodatku kulturalnym do Gazety Wyborczej. I myślę, że to nie jest zwyczajna pomyłka. Ktoś uznał, że to już nie jest ważne. Potem wychodzę na ulicę, a tu facet jakiś mnie zaczepia i mówi, przepraszam, czy pan jest z rządu? A ja; nie, dlaczego pan pyta? No bo tak się ludzie za panem oglądają... Ludziom zrobiono miszmasz w głowach. Już im się wszystko pomyliło, co jest wartością, a co rozrywką, co jest zabawą, a co jest celebrity. Kto jest skąd i o co chodzi. Kryteria pomieszały się mocno i nieraz mam wrażenie, że leci na nas jakaś lawina nie do zatrzymania! Ten rozbuchany, hedonistyczny rozwój mediów, przede wszystkim telewizji, która bluzga w odbiorcę wszystkim... i zagarnia wszystko: czas, rodzinę, rozmowy, życie towarzyskie, zagarnia całe, normalne życie... Tylko seriale ciekną z ekranów w sposób nieopanowany, w niezliczonych ilościach i telenowele ciągną się w nieskończoność... Czy to czemuś służy, czy tylko zastępuje dawne "wyglądanie przez okno"? Czy ktoś jeszcze zresztą pamięta takie obrazki? Dawniej różne panie wyglądały na podwórko lub ulicę, miały nawet poduszeczkę na parapecie, żeby wygodniej oprzeć łokcie, i godzinami patrzyły, jak żyją sąsiedzi, kto się z kim kłóci, kto się kocha, kto robi pranie... Takie zaspokojenie najprymitywniejszego, tkwiącego podobno w każdym z nas podglądactwa było jakąś nieszczęsną normą współistnienia sąsiedzkiego. I tyle. Telewizja daje to samo, tylko w elektronicznym zwielokrotnieniu i nieraz sobie myślę, że korzystając z tej najprostszej potrzeby, mogłaby przynajmniej w tych serialach edukować ludzi! Skorzystać z okazji, podpowiedzieć im, co jest "słuszne", co jest ważne, albo nawet jak się zachować, jak urządzić mieszkanie, jak się ubrać na różne okoliczności ... Choć tu jest pewien kłopot. Otóż seriale czasem to robią, ale prezentują wszystko o "stopień wyżej". Ludzie nie są jeszcze tak "lakierowani", ani tak eleganccy, ani tak ubrani, ani tak pięknych aut nie mają, ani takich super-mieszkań. Ci, co tworzą seriale, żyją w jakiejś wąskiej i mało reprezentatywnej grupie osób, którym jest lepiej, dlatego nieraz nie mają pojęcia o rzeczywistości. W tej sytuacji trudno winić młode pokolenie, że nie wykształciły się w nim jakieś nowe kryteria, według których chcieliby i mogli żyć. Na pewno stworzeniem kryteriów nie tylko telewizja winna się zająć. Jednak, wobec tego gigantycznego zalewu papki informacyjno-publicystycznej i telenowel, w których tkwi lakierowany pozór życia - właśnie na ten aspekt medialnego życia trzeba zwrócić uwagę specjalną.
Maria Malatyńska
Polska Gazeta Krakowska
23 czerwca 2008
Portrety
Jerzy Stuhr

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

13. Międzynarodowy Fes...
Małgorzata Langier