Ludzki pan, pieski świat

"Dobry piesek" - reż. Agnieszka Jakimiak i Mateusz Atman - Teatr Współczesny w Szczecinie

A co by było, gdybyśmy spojrzeli na świat oczyma naszych braci mniejszych? A co, gdybyśmy odrzucili ludzkie zachowania i ulegli zezwierzęceniu? Może zezwierzęceni stalibyśmy się bardziej ludzcy?

Ludzie rozczarowani własnym gatunkiem, starają się odrzucić ludzkie zachowania. Zgłębiają tajemniczą, trwającą kilkadziesiąt tysięcy lat relację między psami a ludźmi, próbują zrozumieć psi język i spojrzeć na rzeczywistość psimi oczami. To obowiązkowa pozycja dla wszystkich miłośników psów.

W spektaklu przenosimy się do fikcyjnego miejsca, w którym kimś w rodzaju master of ceremony jest Diogenes. Nie bez powodu, grecki filozof, przedstawiciel szkoły cyników, pragnął, ażeby człowiek, którego porównywał z monetą, był odbijany innym stemplem niż dotąd, tzn. wymagał zastąpienia kultury przez naturę i odpowiadający jej sposób życia, podobny do życia ludów barbarzyńskich i zwierząt. Był też głosicielem cynicznego bezwstydu, w myśl którego to, co robią wszyscy, można robić publicznie. Na jego grobie wzniesiono marmurową figurę psa.

W myśl Diogenesa podobne zasady padają w specjalnej szkole, stowarzyszeniu, jakkolwiek by to nazwać. Ludzie wyzbywają się swoich charakterystycznych cech, uwalniają się od ograniczeń narzuconych przez społeczeństwo i przechodzą na psią stronę słońca. Opisują rzeczywistość widzianą oczami psów. Rzeczywistość, która nas chwilami razi, chwilami drażni, a chwilami wzrusza. Mamy łzy w oczach, kiedy słyszymy o okrucieństwie wobec psów, o drastycznych doświadczeniach Pawłowa, kiedy widzimy zdjęcia z tych doświadczeń. A jednocześnie rozczulamy się obserwując mądrość, czułość i niezależność psów.

Spektakl składa się z kilku luźno powiązanych ze sobą scenek, w których obok aktorów występują żywe psy, oczywiście tylko te, który się nie bały i wyraziły na to ochotę. Pozostałe zostały wcześniej nagrane, a scenki z ich udziałem są wykorzystane w projekcjach wideo.

Każda z tych scen pokazuje nam mądrość zwierząt i zarazem głupotę w postępowaniu ludzi wobec zwierząt. Zwierzęta czują, cierpią, kochają. Mają mądre oczy, swoje własne zdanie na różne tematy, odmienne charaktery. Pozbawione zawiści, zazdrości, nienawiści, nie dążą do sprawiania cierpienia innym istotom żywym. Potrafią się przyjaźnić.

Takie rzeczy chcą w sobie zaszczepić bohaterowie tej historii. Na początek przybierają psie imiona, a potem psią tożsamość. Przejmują psi bezwstyd, zarówno w prezentowaniu swoich emocji, jak i w uzewnętrzaniu swoich potrzeb, seksualnych czy fizjologicznych. Stąd wiele scen zbiorowych z choreografią, której głównych motywem są zwierzęce odruchy. Jest kopulacja z czyjąś nogą czy poduszką, tak charakterystyczna dla psów. Są odruchy przytulania i głaskania, ocierania się o inną istotę pełną ciepła.

Chorografia Wojciecha Grudzińskiego połączona z nowoczesną muzyką klubową Łukasza „Twixa" Jędrzejczaka i interesującą grą świateł dają wrażenie odmiennego świata, nie do końca nazwanego, być może tylko wyimaginowanego. To trochę podróż w przyszłość, do świata, o którym możemy tylko pomarzyć.

Mocne sceny zbiorowe są przeplatane kameralnymi scenami, w których bohaterowie rozmawiają ze swoimi psami, opowiadają o nich, o ich relacjach, o ich historiach, często smutnych, zanim trafili do obecnych właścicieli. To sceny, w których obserwujemy czystą, nieskażoną niczym miłość, która wzrusza, ale też uczy stosunku do drugiego – kimkolwiek by on nie był – człowiekiem czy zwierzęciem. To kolejny bezwstyd. Bezwstyd w okazywaniu bezwarunkowej miłości. Bezwstyd godny szacunku i naśladowania.

Autorzy scenariusza i reżyserzy sięgnęli nie tylko po własne emocje związane z posiadaniem psa, ale też po nowoczesne technologie. Wykorzystali elektronikę, performans z udziałem publiczności, wizualizacje, czy nawet naukę taką jak robotyka.

W autorskim spektaklu na scenie pojawia robot-pies wypożyczony z Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Mechatroniki Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego. Na prośbę autorów w przygotowania zaangażowano studentów Mechatroniki ZUT: Jakuba Jasiejkę i Krystiana Grzyba. Przeszkolili oni aktorów z możliwości i obsługi robota, brali też czynny udział w planowaniu sceny, w której występuje Wimuś.

Scena, w której Wimuś występuje razem z Wojciechem Sandachem, jest przeurocza, szczególnie ludzkie odruchy Wimusia, który staje na tylnych łapkach i macha z radości przednimi.

Ciekawie zaprojektowano kostiumy. Aktorzy wyglądają w nich jak połączenie kosmonautów wystrzelonych w kosmos, psów ubranych w szelki na spacer czy uczestnicy imprezy sado-maso. Koktajl wybuchowy i mocno wymowny.

Mimo naszpikowania nowoczesnymi elementami (w końcu relacje przedstawione w spektaklu to pieśń przyszłości), w spektaklu jest wiele emocji. To one spajają go w całość. To spektakl o miłości. O umiejętności jej okazywania mniejszym braciom, ale także sobie samym. Pieść przyszłości.

Obsada: Mika: Maria Dąbrowska, Krejzi: Anna Januszewska, Łasica: Joanna Matuszak, Manitu: Ewa Sobczak, Diogenes: Konrad Beta, Trufel: Michał Lewandowski, Łosoś: Wojciech Sandach, Morda: Przemysław Walich, Hekate: Julia Gadzina (gościnnie) oraz Pipi, Tango, Zuzia, (wideo: Coco, Xena, Deser, Fuks i Ajron).

Scenariusz i reżyseria: Agnieszka Jakimiak i Mateusz Atman, scenografia: Mateusz Atman, choreografia: Wojciech Grudziński, wideo: Adam Zduńczyk, kostiumy: Nina Sakowska, muzyka: Łukasz "Twix" Jędrzejczak, kompozycja i muzyka na żywo: Julia Gadzina (skrzypce), zdjęcia: Piotr Nykowski.

Małgorzata Klimczak
Dziennik Teatralny Szczecin
16 marca 2024

Książka tygodnia

Bieg po linie
Wydawnictwo MANDO
Maria Malatyńska, Jerzy Stuhr

Trailer tygodnia