Magia baśniowych światów

"Przygody Sindbada Żeglarza" - reż. Jarosław Kilian - Teatr Muzyczny w Gdyni

Spektakl oparty na baśni Bolesława Leśmiana "Przygody Sindbada Żeglarza" to najnowsza propozycja Teatru Muzycznego. Spektakl długo się rozkręca i jest nieco zbyt długi dla małych widzów, ale wiele scen zapada w pamięć.

Bolesław Leśmian pisząc baśń o dzielnym podróżniku Sindbadzie inspirował się arabską "Księgą tysiąca i jednej nocy", z której oprócz tytułowego bohatera zaczerpnął orientalizm. Z kolei w bardzo dobrze i rozsądnie przygotowanej przez Andrzeja Rychcika adaptacji przygody Sindbada poddano zrozumiałym skrótom.

Dzielny Sindbad z inspiracji Diabła Morskiego wyrusza w świat w poszukiwaniu przygód. Znajdzie schronienie w wielkim ptasim jaju, dzięki któremu pozna Najdroższą - dziewczynę zjadającą diamenty, trafi na dwór króla Miraża i spróbuje spełnić zachcianki królewny Piruzy, zdobywając dla niej Magiczną Latarnię. Wraz z załogą statku będzie stawiał czoła drapieżnym rybom piłom, znajdzie się w rękach ludożerców, trafi do Afryki, gdzie razem z wujem Tarabukiem i Chińczykiem przyjdzie mu mierzyć się z tubylcami i czarnoksiężnikiem Barbelem. Wreszcie w drodze powrotnej spotka piękną Arkelę. Przygód Sindbada jest tu ledwie kilka, bohaterowie wszystkich przygód Sindbada z dzieła Leśmiana (jest ich u Leśmiana w sumie osiem plus zakończenie) zamykają się w kilku wybranych opowieściach (np. Ptak i czarnoksiężnik Murumadarkos są jedną postacią, a z wątku Murumadarkosa zaczerpnięto jedynie motyw przesłuchania królewny). Cześć przygód, z korzyścią dla widowiska, uległa znacznemu uproszczeniu.

Przygody Sindbada rozgrywają się w bajkowej, kolorowej scenografii autorstwa Adama Kiliana i Jarosława Kiliana, robiącej wielkie wrażenie dzięki pomysłom, korzystających z najprostszych teatralnych środków - jak wzburzone morze, którego fale na deskach Muzycznego osiągnięto "wachlując" niebieskim materiałem, a podniesienie żagla na statku, którym podróżuje Sindbad (umieszczonym w formie półotwartego podestu na widowni Teatru Muzycznego), pomyślane zostało jako uniesienie kurtyny (podniesienie żagla oznacza więc odkrycie "baśniowego świata" przed widzami). Dobre wrażenie robi wielki ptak podczas podróży ze swoim jajkiem, choć najpiękniejszy moment spektaklu to wizyta na dworze króla Miraża i niezwykle efektowny wielki słoń, na którym wjeżdża triumfalnie król w towarzystwie tancerek i dworzan.

Uroda poszczególnych scen nie zawsze idzie jednak w parze z wartką dramaturgią, która kuleje przez większość pierwszego aktu. Tempa i mocy pozbawione są w nim głównie zdarzenia na statku (dzieci nie rozumieją, że statki i marynarze w toku opowieści się zmieniają, bo Sindbad i marynarze wciąż wyglądają tak samo, więc niezrozumiałe jest dla nich czemu marynarze nie poznają Sindbada, którego widzą kolejny raz). Nie do końca zrozumiały jest pomysł, by magiczna latarnia, jakiej Sindbad szuka dla pięknej Piruzy, była kinematografem wyświetlającym fragment filmu "Złodziej z Bagdadu" w reż. Raula Walsha z 1924 roku.

Znacznie żywszy i ciekawszy jest akt drugi, w którym czynny udział bierze już trójka bohaterów - Sindbad, jego wuj Tarabuk oraz Chińczyk. Dużo ciekawiej robi się też na statku, a marynarze mają swoje pięć minut (poza "Piosenką marynarzy" jest to bardzo udana scena w krainie ludożerców). Dodatkowym smaczkiem są występy akrobatyczne tancerek z gdyńskiego Teatru Mira-Art (szczególnie taniec w sieci podczas "morskiej" sceny z rybami piłami robi duże wrażenie). Imponują też Afrykanie (u Leśmiana były kobiety-olbrzymki) w sugestywnych i w efektownych maskach na głowach.

Dużą wartością gdyńskiej inscenizacji jest muzyka Grzegorza Turnaua, pełna znanych z jego twórczości motywów, wesoło jazzująca, bogata instrumentalnie i dobrze wykonana przez orkiestrę Teatru Muzycznego pod batutą Dariusza Różankiewicza. Jednak część piosenek, do których Turnau skomponował muzykę na zamówienie Muzycznego, zwłaszcza tych śpiewanych chóralnie przez artystów gdyńskiej sceny, jest mało zrozumiała i słabo słyszalna (przynajmniej w lożach bocznych teatru).

Aktorzy grają zespołowo i dość równo - warto wyróżnić Renię Gosławską (Diabeł Morski w jej wykonaniu to czasem złośliwy chochlik, czasem dobry duch i opiekun Sindbada) oraz Magdę Smuk (która z niewielkiej roli Chińczyka zbudowała postać zapadającą w pamięć). Jak zwykle dobrze, tym razem w roli Ptaka Murumadarkosa, prezentuje się Tomasz Więcek, zabawny w roli Klienta na targu niewolników jest Tomasz Fogiel. Nieźle, choć bez błysku wypadają księżniczki, grane przez Annę Urbanowską (Najdroższa, Piruza i Arkela). Niestety, najsłabszy aktorsko i nieprzekonujący wokalnie okazuje się Paweł Czajka, grający podczas premiery kluczową postać spektaklu - Sindbada. Czajka skupiony jest na kolejnych zadaniach, z którymi radzi sobie raz lepiej (np. u ludożerców), raz gorzej, ale jego postać przypomina trochę jajko, w jakim podróżuje jego bohater do krainy Najdroższej - wydrążone w środku.

Reżyser Jarosław Kilian do "Przygód Sindbada Żeglarza" w kształcie zaproponowanym przez Andrzeja Rychcika podchodzi po raz piąty (po raz pierwszy Kilian wyreżyserował ten tytuł w Teatrze Miejskim w Gdyni w 1992 roku). Niestety, poza specjalnie napisanymi na potrzeby gdyńskiej inscenizacji piosenkami i kompozycjami Grzegorza Turnaua (oraz dwoma występami akrobatek) trudno doszukiwać się w gdyńskiej produkcji oryginalności. Spektakl na poziomie adaptacji, inscenizacji i scenografii jest wierną kopią dwóch poprzednich - z Teatru Polskiego w Warszawie (2002) oraz Teatru Śląskiego w Katowicach (2011). Różnią go detale, jak precyzja wykończenia kostiumów i scenografii, czy techniczne możliwości sceny Muzycznego, na której spektakl wygląda momentami bardzo efektownie.

"Przygody Sindbada Żeglarza" to w sumie przedstawienie niezłe, ale z pewnością nie wybitne. Dla dzieci poniżej 6-7 lat wytrzymanie na nim trzech godzin może okazać się nie lada wyczynem.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
25 marca 2014

Książka tygodnia

Starożytny teatr i dramat w świetle pism scholiastów. Leksykon
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Katarzyna Chiżyńska, Jadwiga Czerwińska, Małgorzata Budzowska

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki