Makaronowa z ryżem raz!

"Atrament dla leworęcznych" - reż: K. Niedźwiedzki - Teatr KTO w Krakowie

Kolejny sobotni wieczór z cyklu letnich spotkań teatralnych w podcieniach Centrum Kultury. Nieco przerzedzona widownia, zapewne na skutek niesprzyjającej, deszczowej pogody, oczekuje na przedstawienie. Gdy pada ogłoszenie, że zespół Teatru "KTO" jest jeszcze w drodze i się spóźni, pada jęk niezadowolenia.

Ni stąd ni zowąd pojawia się jednak na scenie kapelusznik i wściekły petent, cedząc przez zęby: „Proszę pana, ten kapelusz nie działa!”. Znudzony sprzedawca odpowiada ze stoickim spokojem na postawiony mu zarzut: „Jak nie działa? Jak działa.” - wkraczamy w świat teatralnego absurdu Krzysztofa Niedźwiedzkiego i aktorów „KTO”. 

Czterech aktorów krakowskiego teatru uwija się w szaleńczym tasiemcu przenikających się scen, dostarczając wciąż nowych powodów do gromkiego śmiechu. Absurd goni absurd, postaci zmieniają się jak w kalejdoskopie, komizm bawi do łez, a publiczność trzęsie się ze śmiechu. A tu ciągle nie koniec tej szaleńczej zabawy. Jeszcze przed chwilą kelner pomagał wyłowić klientowi z zupy („makaronowa z ryżem”) aparat słuchowy i soczewki kontaktowe kucharza, a już do akcji wkracza upiorny dentysta-sadysta, który chce wyrwać pacjentowi wszystkie chore zęby. Nie trwa to długo, bo już z kręgu mdlejących w poczekalni dentystycznej pacjentów wyłania się wydawca z dylematem, jak się pisze słowo „gówno”. Oto podstawowym problemem wydawcy staje się brak atramentu dla leworęcznych i w powszechnym zniechęceniu zabiera się za pisanie listu „atramentem dla normalnych”. To oczywiście nie ma znaczenia, bo po chwili z głupia frant na scenę wpada dyrygent od godziny uganiający się na za niesforną muchą, która swym brzęczeniem i bzykaniem uniemożliwia rozpoczęcie koncertowania. Tymczasem już za kulisami czai się kolejna postać: „Witam państwa, dziś nauczymy się gotować herbatę przy użyciu torebki z herbatą, grzałki i wody”.

Tego już nie wytrzymuję i powszechny śmiech mnie porywa. Oto apogeum absurdu, gdy okazuje się niezbędnym do każdorazowego przyrządzenia herbaty, uprzednie zdjęcie spodni. Śmiech wciąż kołuje nad widownią i wpada na scenę, robiąc tam niezły galimatias. Aktorzy napędzani pozytywnym odbiorem, z minuty na minutę grają coraz dynamiczniej. Wszystko kończy się tak, jak się zaczęło – nagle, bez sensu i absurdalnie. Ostatnie odsłonięcie zasłonki, za którą każdorazowo kryje się inny dźwięk, ukazuje, że motorem napędowym tego teatralnego szaleństwa jest kapelusz, który rzekomo nie działa. 

Wielkie brawa dla Krzysztofa Niedźwiedzkiego – założyciela grupy kabaretowej „Formacja Chatelet” - za istną perełkę dramaturgiczną, eksplozję łamańca językowego i rytmicznego, kabaretową zabawę słowem i jego znaczeniem. Brawa dla czterech aktorów teatru „KTO”: Jacka Buczyńskiego, Macieja Małysa, Pawła Rybaka i Macieja Słoty, którym do ożywienia tego świetnego scenariusza wystarczył tylko stół, pare krzeseł i wieszak. Warte pochwał są również te partie przedstawienia, w których słowo zastępują elementy dźwiękonaśladowcze, które aktorzy generują na scenie.  

Ponowne spotkanie w ramach LOT-u, tym razem spod iście absurdalnej gwiazdy, wybudziło z marazmu deszczowej aury, dostarczyło energii i chęci na kolejną dawkę teatralną. Kto nie widział „Atramentu dla leworęcznych”, niech żałuje. Kogo śmieszy absurd i groteska w stylu angielskiego humoru, niech żałuje podwójnie.

Małgorzata Bryl-Sikorska
Dziennik Teatralny Katowice
23 lipca 2009

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...