Makiaweliczna propozycja

"Test" - reż. Tomasz Obara - Teatr Kamienica, Warszawa

Najnowsza premiera warszawskiego Teatru Kamienica podejmuje temat bardzo aktualny i skłania do wielu istotnych refleksji. Sztuka młodego katalońskiego pisarza "Test" ukazuje bowiem, jak silną pokusą mogą być dobra materialne, pieniądze.

Ukuło się nawet powiedzenie, iż pieniądze dają wolność. Jak bardzo złudne jest to określenie, pokazuje przedstawienie rzetelnie wyreżyserowane przez Tomasza Obarę. Trzeba niezwykłej odporności i silnych podstaw budujących naszą tożsamość moralną, aby nie sprzedać mamonie swojej duszy, swego sumienia, swego morale czy miłości małżeńskiej. Tym bardziej że świat zdominowany jest dziś przez żądzę pieniądza. Dyktat ekonomiczny zakrył, a nawet można powiedzieć, przygniótł niczym potężny głaz wartości podstawowe, zasady etyczne.

Nastawienie na zysk za wszelką cenę (gdzie metody jego osiągania nie mają znaczenia) jest dziś ogromne i prowadzi do rozkładu moralnego społeczeństw, a nawet upadku cywilizacji, wszak zamiast wartości następuje afirmacja antywartości, tworzone są zgubne idee polityczne i ideologie (lewicowy liberalizm) propagujące rozkład moralny i odejście od wiary w Boga, a nawet wręcz ateizm (dość prześledzić twórczość artystyczną). Wszystko to prowadzi do rewolucji odhumanizującej człowieka. Właśnie jesteśmy w trakcie trwania tejże rewolucji, która dla niepoznaki przybiera różne formy i mami nas wolnością. Cóż to za wolność, kiedy istocie ludzkiej odbiera się podmiotowość? Przecież to istna niewola. Ale współczesny człowiek często nawet nie dostrzega owego zagrożenia, albowiem na naszych oczach tworzy się nowa mentalność. Głównie oparta o dyktat ekonomiczny, gdzie wartość człowieka ocenia się według jego konta bankowego.

Tytułowy "Test" jest właśnie także o tym. Jest psychologicznym testem na moralność, na zasady etyczne. Oto zupełnie niespodziewanie małżeństwo: Pola (Daria Widawska) i Daniel (Mariusz Słupiński) mają okazję niesamowicie się wzbogacić. Ich przyjaciel Bruno, milioner (Jarosław Boberek), oferuje im wielkie pieniądze. Muszą tylko dokonać wyboru: sto tysięcy od ręki czy milion za 10 lat. I jak tu podjąć decyzję. Początkowo decyzja wydaje się prosta, zgodnie ze znanym przysłowiem lepiej mieć wróbla w garści niż gołębia na dachu. Po chwili jednak małżonkowie zaczynają się różnić w swoich decyzjach, co prowadzi do kłótni, do wywlekania rozmaitych zaszłości, z których wynika, iż całe to towarzystwo, łącznie z panią psycholog Beatą (Aleksandra Grzelak), która ów test wymyśliła i stosuje go wobec swoich pacjentów, wszyscy oni mają w swoim życiu takie sytuacje, które woleliby przemilczeć. Żadna z tych postaci nie jest godna pochwały. A test ujawnił ich prawdziwe myśli i charaktery.

Pokusa otrzymania pieniędzy skłóciła małżonków do tego stopnia, że się rozstają, na co tylko czekał ich tzw. przyjaciel Bruno, który majątek zdobył w spadku po rodzinie. Swoją propozycją zaś rozbił małżeństwo. I właśnie tu jest główna przyczyna, dla której zaprosił do swego luksusowego apartamentu przyjaciół, by w trakcie popijania bajońsko drogiego wina upokorzyć swego rywala, Daniela, męża Poli. Bo jak się okazuje, Bruno milioner od czasu, gdy wspólnie studiowali, przez wszystkie lata był zakochany w Poli. I nie tylko niewinnie, bo były schadzki z żoną przyjaciela. A niezwykle kusząca propozycja wielkich pieniędzy okazała się fikcją, wyłącznie testem psychologicznym. Wybór między miłością a pieniędzmi już z samego założenia jest nie do zaakceptowania. Nie mógł więc przynieść ani chwały, ani szczęścia bohaterom. Jawi się też refleksja: czy rzeczywiście małżonków łączyły prawdziwe uczucia, prawdziwa miłość? Na czym, na jakich wartościach Pola i Daniel zbudowali swoje małżeństwo, skoro nie przetrwało próby i uległo przed mamoną?

Mimo poważnego tematu nie brak w spektaklu scen humorystycznych. Ta dobrze napisana, ze świetnymi dialogami sztuka znalazła znakomity wyraz inscenizacyjny na scenie Teatru Kamienica. Reżyserska dbałość o szczegóły podnosi dramaturgię spektaklu. Także celnie dobrana obsada i świetne wykonanie aktorskie każdej postaci buduje poziom artystyczny przedstawienia.

Mam tylko jedno pytanie: czy naprawdę nie można już zrealizować przedstawienia bez wulgaryzmów? Czy niemal w każdym spektaklu muszą być dialogi "upstrzone" obrzydliwymi słowami? I czy naprawdę język polski musi schodzić do nizin patologiczno-społecznych?

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
11 lipca 2018
Portrety
Tomasz Obara

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia