Małe wielkie kino

„Złodziejaszki” (Manbiki Kazoku) – reż. Hirokazu Koreeda - Japonia – premiera: 22.03.2019

Podczas tegorocznych Oscarów ,,Zimna wojna" Pawła Pawlikowskiego miała niezwykle silną konkurencję nie tylko w postaci wygranej ,,Romy''. Zarówno w Hollywood jak i w Cannes równie mocno błyszczała perełka japońskiego kina - ,,Złodziejaszki".

W swoim filmie Hirokazu Koreeda po raz kolejny podejmuje się tematyki relacji rodzinnych; przyglądając się ostatnim (aż!) siedmiu filmom reżysera, które znalazły się w konkursie głównym festiwalu można wręcz uznać, że silnie trzyma się on monotonii tematycznej. Jednak tym razem owa monotonia zdecydowanie popłaciła, zgarniając dla twórcy zasłużoną Złotą Palmę. W ,,Złodziejaszkach" Koreeda snuje swoją opowieść niespiesznie, starając się nie narzucać widzowi. Siedząc w kinowym fotelu nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że przez ten film się po prostu płynie.

,,Złodziejaszki" opowiadają historię rodziny z klasy niższej mieszkającej na przedmieściach Tokio. Każdy z członków ciężko pracuje i stara się jakoś wiązać koniec z końcem. Matka Nobuyo (Sakura Ando) pracuje w pralni, siostra Ayi(Aki Shibata) dorabia w klubie ze strptizem a ojciec Osamu(Lily Franky) wraz z synem w międzyczasie starają się pomóc dokonując drobnych kradzieży w sklepach spożywczych. Jednak głównym źródłem utrzymania rodziny jest renta babci Hatsue (Kirin Kiki). Mimo i tak już niełatwej sytuacji pewnego wieczoru rodzina decyduje się zabrać do domu zmarzniętą dziewczynkę znalezioną na balkonie sąsiadów - Yuri(Miyu Sasaki).

Możnaby pomyśleć, że sam wątek porwania dziecka tworzy już podstawę dla co najmniej kina akcji. Koreeda jednak gładko wplata to wydarzenie w losy bohaterów, nadając tym samym początek całej historii. W typowym dla reżysera stylu film skupia się na codzienności i prozie życia. Wrzuca on nas między sceny wspólnego jedzenia kolacji, zabawy na plaży czy szykowania się do snu. Kamera umieszcza widza pośród bohaterów nie dając tym samym w ogóle poczucia dystansu, osadza go w roli obserwatora. Te łagodne, codzienne sceny przeszmuglowują na ekran cały obraz i piękno filmu. To co nas przyciąga w ,,Złodziejaszkach'' to nie gwałtowność wydarzeń a płynność historii. Reżyser nie bawi się w żadne triki czy szantaż emocjonalny - moment, w którym Nobuyo tłumaczy małej Yuri, że ,,kto kocha nie bije'' pełen jest ciepła i emocji a jednocześnie całkowicie pozbawiony zbędnej ckliwości. Wzrusza nas jedynie rodzącą się więź między bohaterami, zagrana tak subtelnie i naturalnie, szczególnie przez dzieci, że nie można nie uwierzyć w każde spojrzenie i każdy uśmiech pojawiające się na ekranie.

Koreeda umoralnia, ale nie ocenia. Umiejętnie przedstawia obraz biednej społeczności swojego kraju nie narzucając przy tym żadnej opinii. To oczywiste, że bohaterom jest ciężko, ale nie zostaje nam to rzucone w twarz; ich ciężka praca nie jest tu podkreślana a ukazuje się tylko na moment. Natomiast to co w filmie wychodzi na pierwszy plan to miłość i troska jaką bohaterowie sobie okazują. Pomimo ich wręcz patologicznej sytuacji rodzi się w nas chęć poczucia przynależności do tej rodziny.

Najważniejsze dla filmu pytanie to ,,co tworzy rodzinę?" Biologiczne więzi czy jednak nieustannie sobie okazywane uczucie i opieka? Pomimo początkowego dystansu Yuri wrasta w nową rodzinę jakby należała do niej od samego początku. Zostaje ona zwinnie ,,ukradziona'' przez ojca i wrzucona w jego codzienność tak płynnie jak każda rzecz, którą wyniósł ze sklepu. Koreeda nie ukrywa przed nami przestępczości bohaterów, a jednak mimowolnie od razu im wybaczamy. Nie oceniamy kradnącego Osamu a jedynie klniemy na niesprawiedliwość świata.
Reżyser daje widzowi czas na oddech i przemyślenia, powoli rozplątując swoją historię pozwala na własne odczucia. ,,Złodziejaszki" to film, który się nie narzuca a jednocześnie ze swoją wrażliwością od razu wrasta pod skórę i na długo tam pozostaje.

Anna Kasik
Dziennik Teatralny Kraków
10 października 2019
Wątki
Film

Książka tygodnia

Trailer tygodnia