Marionetki operowe

„Uprowadzenie z Seraju", Lindau (Niemcy), lipiec 2017

Klasyczne marionetki są zachwycające, choć coraz rzadziej można je spotkać. Częściej zresztą na ulicy, u jakiegoś wędrującego lalkarza, niż w teatrze.

A jednak jest kilka scen teatralnych specjalizujących się w tym gatunku lalek. Np. Lindauer Marionettenoper nad Jeziorem Bodeńskim. Jest częścią Teatru Miejskiego w niemieckim Lindau, ma własną salę w budynku teatru, prawie 20-osobowy zespół realizatorów (kilkoro etatowych marionetkarzy), atrakcyjny repertuar, z operami i baletami (Carmen, Traviata, Czarodziejski flet, Cyrulik sewilski, Jezioro łabędzie). Nad wszystkim czuwa Bernhard Leismüller, jeden z tych pasjonatów i marionetkowych wirtuozów, bez których nie można uprawiać tej sztuki.

Widziałem Uprowadzenie z Seraju Mozarta. Choć marionetkowa premiera w Lindau odbyła się kilkanaście lat temu, za kolejne pół wieku sprawi widzom tę samą przyjemność. Nie tylko dlatego, że wciąż można tu posłuchać – wprawdzie z doskonałych zapisów fonograficznych, nie na żywo – zachwycającej (choć nieżyjącej od dawna) amerykańskiej sopranistki Arleen Augér w roli Konstancji, mistrzowskiego nagrania opery przez Rundfunkchor Leipzig i Staatskapelle Dresden pod batutą również dawno zmarłego Karla Böhma. Z doskonałą muzyką i wokalistami współgra świat marionetkowy. Wszystko jest jakimś wejrzeniem w magiczną rzeczywistość, której od dawna nie ma. Bo cóż nas obchodzi próba uprowadzenia Konstancji i Blondy z seraju wezyra Baszy? Naszą uwagę przykuwa jakość wykonania. Muzyka i partie wokalne są zapisane na płycie, można je bez końca odtwarzać, zawsze będą doskonałe. Ale lalki widzimy na żywo i cały efekt zależy od ich animatorów. Nieraz zdarza się widzieć lalkarzy, którzy po kilku minutach tracą kontakt z publicznością.

Tu jest inaczej. Każda scena, sytuacja, sekwencja ruchu wzmacnia nasze zainteresowanie. Przyglądamy się prawie niezauważalnym drżeniom rąk, pochylaniu głowy, wyciąganiu szyi, drobieniu kroków, skłonom ciała, wyrzucaniu rąk, napowietrznym skokom, jakbyśmy byli owładnięci magią. Sala jest wypełniona po brzegi dorosłą publicznością, z początku tu i ówdzie słychać sympatyczne, lecz naiwne komentarze i uśmiechy – jakie te laleczki zabawne. Lecz z każdą minutą uwaga i skupienie widzów gęstnieją. Tak jak obserwujemy pianistę-wirtuoza, który przykuwa uwagę melomanów najmniejszym i wydawałoby się nieistotnym ruchem swego ciała, tak nie możemy oderwać wzroku od niezwykłych marionetek na scenie. Rewelacyjna animacja, pewność działania animatorów, doskonałe wyważenie lalek, zaskakująca wyobraźnia twórców w wymyślaniu działań poszczególnych postaci, feeria barw – doprawdy przyjemność powrotu do czegoś, czego – wydawało się – już prawie nie ma.

Na marginesie można by się pokusić o porównanie marionetkarzy z Lindau z lalkarzami Opery Marionetkowej, jeszcze działającej przy Warszawskiej Operze Kameralnej. Też mają w repertuarze Uprowadzenie z Seraju. W robocie animacyjnej są mistrzowscy, jak ich koledzy z Lindau.

Ale czy przetrwają?

Marek Waszkiel
Blog Marka Waszkiela
7 kwietnia 2018

Książka tygodnia

Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Jerzy Limon

Trailer tygodnia