Marzec, 2019 (2)

Krzysztof Orzechowski - W 3 zdaniach

Jerzy Stuhr wyreżyserował ponad dwa lata temu w Operze Krakowskiej „Don Pasquale" Donizettiego z ogromnym sukcesem. Teraz dał premierę „Cyrulika Sewilskiego" Rossiniego, ale z tym tytułem mam pewien problem, bo gdybym zaryzykował stwierdzenie, że arcydzieło sztuki operowej nieco się zestarzało naraziłbym się okrutnie muzycznym koneserom, a jednak spróbuję...

Coś w nim stoi w poprzek, coś przeszkadza w odbiorze, a moje wątpliwości nie wiążą się z twórcami premiery, choć w pewnym stopniu też, więc jak dzisiaj „Cyrulika" wystawiać? Co zrobić z do bólu skonwencjonalizowaną partyturą muzyczną, operującą zwalniającymi akcję powtórzeniami fraz i recytatywami secco (były już za czasów Rossiniego nieco anachroniczne)?, jak poradzić sobie z wybuchową materią partii wokalno-aktorskich, mieszaniną w Polsce trudną do ogarnięcia: romantyczną manierą bel canto zderzoną z buffonadą klownowską, opartą na wzorcach z commedii del arte?, co zrobić z piramidalnie głupim librettem (w tamtych czasach podobno jednym z najlepszych!) tryskającym nieśmiesznym humorem, w jakie rejony ten dowcip przenieść?, wreszcie jaką dekorację postawić, żeby nie było nazbyt ciężko i w co ubrać artystów, żeby nie było zbyt muzealnie, ale też nie na siłę haute couture? (16.03.)
***
Reżyserzy, zwłaszcza młodszego pokolenia, bardzo często swoimi spektaklami męczą publiczność, która ich nie rozumie i nie chce dać się wciągnąć w intrygę lub akcję, bo tych najczęściej nie ma. Prawdopodobnie dlatego coraz więcej pojawia się inicjatyw off-owych, poza macierzystymi instytucjami publicznymi, sygnowanych przez teatry prywatne, fundacje, stowarzyszenia, zawiązane ad hoc kampanie aktorskie itp., które zdobywają granty, gromadzą środki od sponsorów, a ich celem jest stworzenie i zaprezentowanie spektaklu, który widzowie będą oglądali z przyjemnością. Ostatnio (w tłumnie wypełnionej sali Teatru Groteska) widziałem przedstawienie „Piosenka ci nie da zapomnieć, czyli QUI PRO QUO w Krakowie" wyprodukowane przez Stowarzyszenie Na Scenie (Wojciech Graniczewski i Anna Małachowska), a ponieważ mnie też udzielił się entuzjazm publiczności, z przyjemnością składam serdeczne gratulacje twórcom i aktorom. (17.03.)
***
W portalu Teatrologia.info. ukazał się felieton zatytułowany „Faza rzymska", głos rozsądku Jagody Hernik Spalińskiej, która wycofuje się z przekonania o pożytkach współpracy dramaturgów i reżyserów (teoretyków i praktyków) przy powstawaniu kolejnych premier. Przeniesienie metodologii sztuki krytycznej na sceny nie przyniosło teatrom spodziewanego przez autorkę rozwoju, wręcz przeciwnie – tam, gdzie „(...) teatralny słuch reżysera jest zastąpiony przez przekaz intelektualny dramaturga" teatr staje się dla widza „nie do oglądania", bo jest nadmiernie wykoncypowany, a jako antidotum pozostaje paniczna ucieczka w komercję (też dla wielu nie do zaakceptowania). Całkowicie zanika teatr artystyczny, który „dawał satysfakcję zarówno emocjonalną, jak i intelektualną, bez przechyłu w krytykę, ani w komercję", więc niszowa „sztuka teatru niszowieje coraz bardziej". (18.03.)
***
Zidiocenie sięga zenitu – portal Onet.pl donosi (cytując red. Luizę Nowak z Plejady), że na pogrzeb popularnej aktorki przybyły tłumy i wymienia nazwiska paru gwiazd, by na końcu zawołać: „jeśli chcesz wiedzieć kto jeszcze towarzyszył Zofii Czerwińskiej w ostatniej drodze koniecznie zobacz naszą galerię zdjęć poniżej!". A galeria, jak to galeria, powinna pokazać jak należy się ubrać (na pogrzeb), a jak nie należy, jakie miny są stosowne, a jakich trzeba unikać, jakie kwiaty są w modzie, a jakie nie są... Redaktorzy i fotograficy serwisów celebryckich zapewne następnym razem postawią na cmentarzu „ściankę" licząc na to, że parę „małp" da się na to złapać, bo artystów mierzą własną miarą i dla nich nie do pomyślenia jest, że wiele znanych osób może przyjść pożegnać lubianą koleżankę, ot tak – z odruchu serca. (21.03.)
***
W czasie mojej kadencji dyrektorskiej trzykrotnie z sukcesem aplikowałem o środki europejskie i dzięki nim powstał Małopolski Ogród Sztuki, zostały całkowicie zrewitalizowany stary magazyn teatralny przy ul. Radziwiłowskiej, wreszcie przyznano nam pokaźne środki na remont wysłużonej infrastruktury scenicznej i widowni (wymiana foteli!), co obecnie realizuje p. dyr. Głuchowski. W sumie to prawie 40 mln. zł, a przecież byłem tylko trybikiem w całym systemie ogólnopolskich dotacji: a gdzie inne instytucje kultury, gdzie drogi i mosty, ulice miast, obiekty sakralne itp.? Tymczasem p. prezes Kaczyński – w obliczu nowych wyborów do Rady Europy – stwierdził, że poprzednim władzom i ich europosłom nie udało się niczego uzyskać od Unii, z wyjątkiem paru stanowisk, co pozostawię bez komentarza. (24.03.)
***
Narażę się prawdopodobnie niejednemu, ale muszę zawołać – nareszcie! Mój entuzjazm wynika z prostego rozumowania: strefa absolutnej wolności słowa (i obrazu) nieobjęta żadnymi zasadami (w tym prawem autorskim) jest nieskończenie wielka w cyberprzestrzeni, w której funkcjonują wszystkie platformy internetowe i medialne serwisy społecznościowe, a strefy, w których obowiązują jakiekolwiek cywilizowane uregulowania prawne są mniejsze, policzalne i wymierne. Dlatego trzeba było się za to zabrać i jak najszybciej uchwalić dyrektywę unijną, a potem trzeba wymyśleć sposób jej realizacji (nie mam pojęcia jak), inaczej nasz świat stanie na głowie, a bezprawie całkowicie zawładnie prawem! (26.03.)
***
Dzisiaj Międzynarodowy Dzień Teatru. Z tej okazji na łamach „Dziennika Polskiego" nie ukazały się żadne życzenia, ale sprawozdanie z kontroli, jaką przeprowadził krakowski Urząd Miasta w podległych mu teatrach. Wprawdzie audyt wypadł dobrze, ale nie wszyscy radni byli zachwyceni, a jeden powiedział: „... z tego co widzę, nie mamy w nim [w raporcie] wyczerpującej informacji dotyczącej dbałości o wydatkowanie publicznych pieniędzy. A mnie, jako radnego, właśnie ta kwestia, a nie repertuar czy poziom artystyczny teatru interesuje najbardziej ..." Cóż, niech nam te słowa wystarczą zamiast życzeń, bo z pewnością popłynęły z głębi serca. (27.03.)
***
„Co dziś gracie na dużej scenie?" – pyta głos w słuchawce, „Nic" – pada odpowiedź, „A to przepraszam". Tytuł najnowszego spektaklu Krzysztofa Garbaczewskiego („Nic") jest teatralnie niefortunny, bo otwiera pole do żartów, nie zawsze smacznych, a przecież rzecz jest bardzo poważna. Po dzisiejszej premierze w Narodowym Startym Teatrze cieszę się, że nie jestem recenzentem i nie muszę jej oceniać, bo umyka moim definicjom teatru w zasadzie pod każdym względem, ale niewątpliwie mówi o czymś istotnym, więc na skreślenie nie zasługuje. (28.03.)
***
Kochany Marianie, to był dla mnie wielki zaszczyt, że ostatnie lata Twojej aktywności zawodowej i towarzyskiej (niezrównanego opowiadacza i anegdociarza) przypadły w czasie mojej kadencji dyrektorskiej. Mogłem cieszyć się Twoją obecnością w „Słowaku", któremu poświęciłeś siedemdziesiąt lat aktorskiego życia, mogłem uczestniczyć w wyścigach kto z nas pierwszy zadzwoni z życzeniami świątecznymi lub z innej okazji, a z tych zawodów często wychodziłeś zwycięsko i Twoja radość była wówczas wzruszająca. Dzisiaj, w pięknym wiosennym dniu, Kraków pożegnał Cię na Cmentarzu Rakowickim: spoczywaj w pokoju i do zobaczenia! (29.03.)

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
30 marca 2019

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...