Marzenia o wielkości

"Płatonow" - aut. Anton Czechow - reż. Małgorzata Bogajewska - Teatr Śląski w Katowicach

W naszym spektaklu jedna z postaci mówi tekstem z listu Władimira Sorokina. To właśnie dla mnie współczesny artysta, który ma odwagę – on zresztą zawsze chodził swoimi ścieżkami, miał swoją bezczelność. Chwilę po agresji na Ukrainę opublikował krytyczny list i jedna z bohaterek mówi tymi słowami do reszty postaci. Właśnie to trzeba pokazywać! Że są tam również tacy ludzie.I w pewnym sensie nagradzać ich za to, że mają odwagę.

Dlaczego wystawiać dziś dzieło Czechowa? Co zrobić z dziedzictwem rosyjskiej kultury? Jakie powinności ma sztuka wobec świata? I dlaczego w „Płatonowie" nie ma Płatonowa? O kontekstach powstania spektaklu, ale też o tym, jak przeglądają się w nim bieżące wydarzenia, z Małgorzatą Bogajewską, reżyserką przedstawienia, oraz prof. Piotrem Faktem, literaturoznawcą z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, rozmawia Magdalena Mleczko.

MAGDALENA MLECZKO: Rozpocznijmy od pytania, którego nie da się uniknąć. W momencie, kiedy wiele instytucji wstrzymuje się od grania repertuaru, w którego tworzenie zaangażowani są rosyjscy twórcy, pani sięga po Czechowa – ważnej postaci w historii literatury rosyjskiej. Czy nie obawia się pani, że to będzie źle odebrane?

MAŁGORZATA BOGAJEWSKA: Przede wszystkim należałoby zwrócić uwagę na fakt, że tę premierę planowaliśmy z ogromnym wyprzedzeniem – na długo przed wybuchem wojny.
Oczywiście rozumiem potrzebę, by „nie karmić" twórców związanych z rządami Putina, choć przecież prawda też jest taka, że większość kultury rosyjskiej jest finansowana z budżetu państwa.
Zgadzam się z tym, że skoro ci ludzie nie mają odwagi powiedzieć „dość", to my powinniśmy wypowiedzieć to hasło w ich kierunku. Nie wydaje mi się jednak, żeby to miało jakiekolwiek odniesienie do Czechowa.

PIOTR FAST: Który przecież przez Putina nie był finansowany.

MB: Czechow zawsze wydawał mi się postacią, która w swoich czasach wykazywała się odwagą. W 1890 roku wyjechał na Sachalin, czyli do miejsca zesłania politycznych i kryminalnych skazańców. Wyjazdu tego omal nie przypłacił życiem. I był to dla mnie właśnie akt odwagi, którego dzisiejszym twórcom rosyjskim bardzo brakuje. On tam pojechał, żeby się przekonać, czy niepokojące go pogłoski, które krążyły wtedy o Sachalinie, są prawdziwe. To właśnie jego listy zmieniły wtedy postrzeganie tej kolonii karnej i doprowadziły na przykład do zaprzestania kary chłosty – po tym, gdy w „Wyspie Sachalin" opisał wielodniowe męczarnie, w których umierał po takiej karze jeden z więźniów. Oczywiście, odcinajmy się więc od Rosji dzisiaj, ale miejmy w tym jakiś rozsądek.

MM: Ale czy w takim razie wojnę w Ukrainie możemy tłumaczyć rosyjską kulturą?

MB: Nie jest tak. Kultura ma pewne obowiązki. W naszym podejściu do kultury pierwsze pytanie powinno brzmieć „Jak chcesz zmienić świat?", a nie opierać się na zastanawianiu, jak tę kulturę „robić" czy „jak widzę siebie w sztuce". O tym również jest nasz „Płatonow". Jeżeli jesteś inteligencją, żyjesz w sferze kultury, to masz pewne obowiązki.
Nie możesz udawać, że coś cię nie dotyczy. Dlatego też naszego „Płatonowa" pozbawiam Płatonowa – chcę pokazać ludzi i ich bezradność, ale też ich brak odpowiedzialności za to, co się dzieje. Jeżeli ktoś tworzy kulturę i nie ma w sobie odwagi do bycia niezależnym, nie potrafi w takim momencie powiedzieć „dosyć", to jak najbardziej zasługuje na to, żeby się od niego odciąć.

PF: Można o tym myśleć też inaczej. Kultura, jak każdy inny aspekt życia społecznego, jest składową tego, co się w dzieje w świadomości społecznej – jej emanacją. Natomiast to, co się dzieje z pojedynczymi twórcami, to incydenty, które się składają na kulturę jako całość. Rosja jest mieszaniną sprzeczności i pewnie dlatego jest taka trudna do pojęcia. Współcześnie też są tacy pisarze i pisarki jak Czechow. Jest teraz wyraźny nurt antyimperialny w literaturze rosyjskiej. Nie chciałbym być źle zrozumiany... Wszyscy teraz robimy, co możemy, żeby się dystansować od Rosji i kultury rosyjskiej. Nie można jednak wylewać dziecka z kąpielą. To są bardzo poważne dylematy. Przykładowo, prowadzę czasopismo akademickie, które jest poświęcone historii literatury i podjęliśmy decyzję, że nie drukujemy tekstów rosyjskich akademików.
Czy to jest sprawiedliwe? Opublikowany został antyputinowski list przeciwko agresji na Ukrainę, pod którym podpisało się ponad 2500 naukowców z Rosji.
Czy ja powinienem nie drukować ich tekstów w tym czasopiśmie?
Czy może narażać się na to, że za każdym razem będę się musiał tłumaczyć?

MB: W naszym spektaklu jedna z postaci mówi tekstem z listu Władimira Sorokina. To właśnie dla mnie współczesny artysta, który ma odwagę – on zresztą zawsze chodził swoimi ścieżkami, miał swoją bezczelność. Chwilę po agresji na Ukrainę opublikował krytyczny list i jedna z bohaterek mówi tymi słowami do reszty postaci. Właśnie to trzeba pokazywać! Że są tam również tacy ludzie.I w pewnym sensie nagradzać ich za to, że mają odwagę.

PF: Tak jak pani powiedziała, kultura ma obowiązki. Ponieważ jest nie tylko emanacją świadomości społecznej, ale ma też obowiązek tej świadomości kształtowania.
W XIX wieku w Rosji, w czasach Czechowa, powstała chyba po raz pierwszy w historii europejskiej świadoma warstwa społecznej inteligencji, która walczyła o to, żeby poprawić świat, w którym żyją. I również w ostatnich latach ten dyskurs imperialny został wyraźnie rozbity, zwłaszcza przez rosyjskie pisarki, takie jak Tatjana Tołstoj, Ludmiła Pietruszewska czy Guzel Jachina. One pokazują Rosję, która próbuje się wewnętrznie zdekomponować. Próbują powiedzieć prawdę o tym, co było imperialne, a co kolonialne.

MM: Kolonialne?

PF: Wasilij Kluczewski, jeden z wybitnych teoretyków rosyjskich, ukuł kiedyś termin „kolonizacjiwewnętrznej". Każdy obywatel w Rosji był obywatelem drugiej kategorii, ponieważ był jakoby suwerenem, ale naprawdę był obiektem działań politycznych. Rosja była podmiotem i przedmiotem samokolonizacji. I właśnie ta kultura, podobnie jak u Czechowa i w jego czasach, wygenerowała też reakcje sprzeciwu. Prowadzą one do obrachunków politycznych, społecznych, ale tak naprawdę egzystencjalnych. W sferze politycznej czy społecznej bowiem decyzję ostatecznie podejmujemy w sobie. I to jest nasz dramat.
Tak jest chociażby u Czechowa w „Wujaszku Wani".

MM: Którego pani swoją drogą również realizowała...

MB: W pewnym sensie, realizując „Płatonowa", wychodzę z podobnego założenia co przy „Wujaszku Wani". Punktem wyjścia jest dla nas próba odczarowania pewnej narzuconej przez lata recepcji teatralnej. Polskimi odczytaniami Czechowa zawładnęło przeświadczenie, że jego bohaterowie i bohaterki się nudzą, są w jakiś sposób szlachetni. Ja jednak widzę, że to nie jest nuda, ale rozpacz, wstyd – które są palącymi uczuciami, intensywnymi.
W przeciwieństwie do nudy, która jest bierna, pasywna. Nasz „Płatonow" jest też – nie da się tego ukryć – takim spektaklem, który jest zarażony wojną. A właściwie jest nią zarażany z dnia na dzień. Nawet gdybym próbowała tego unikać, to jednak powstaje on w takim, a nie innym czasie. Ten spektakl jest też moim buntem na fakt, że dotychczas o postaciach Czechowowskich myśleliśmy pozytywnie, trochę ich romantyzując. Przecież sam autor większość swoich utworów nazywał komediami, chciał się z tych ludzi śmiać. Z tego ludu nudzącego się, niewiedzącego, gdzie stracili swoje pieniądze i co zrobić ze swoim życiem. I my tej komediowości wciąż nie potrafimy wyciągnąć w jakiś rozsądny sposób. Ja tych bohaterów nie lubię, chcę pokazać ich przegraną. Nie mogę jednak stracić z oczu, że jest to spektakl o inteligencji, która traci jakąkolwiek szansę na ratunek dla świata, który właśnie rozpada się na ich oczach.
Są w tym wszystkim żałośni, ale właśnie bardzo ludzcy, bardzo nam podobni. Na tym polega przecież arcymistrzostwo Czechowa – nawet gdy realizujemy spektakl o Rosji, to nadal mówimy przede wszystkim o człowieku.
Kiedy sobie natomiast uświadomimy tę dodatkową warstwę, jaką jest wspomniane przeze mnie zarażenie wojną, to robi nam się trochę bal na Titanicu. Dla mnie ten spektakl to obraz przewracającego się świata.

MM: I tak chciałaby pani, żebyodebrali go widzowie?

PF: W zasadzie czego by pani nie chciała, widzowie na pewno odbiorągo jako spektakl, który jest odpowiedzią na dzisiejszy czas.

MB: Na pewno tak, ale to dobrze. Muszę też zwrócić uwagę na fakt,że jest w tym spektaklu sporo tego, co zazwyczaj się z „Płatonowa" wycina. To jest sztuka, której Czechów nigdy nie ukończył. W oryginale ma 170 stron, a wszystkie inne jego sztuki mają ich 40–50, są dopracowanymi, skończonymi arcydziełami. Można więc pokusić się o stwierdzenie, że nie ma takiej sztuki jak „Płatonow". Każdy realizator musi ją po swojemu zaadaptować, a to oznacza, że musi z tego materiału coś wybrać. Najczęściej jest tak, że się wybiera opowieść o miłości, czyli w skrócie „Płatonow kontra kobiety".
Natomiast dla mnie w tej sztuce przeważającym wątkiem są pieniądze. To właśnie im, długom, utracie majątku, Czechow poświęcił wiele dialogów, a romanse i Płatonow są tylko odskocznią od życia, które się wali i w którym nie jestem już w stanie stabilnie stanąć na nogach. Stąd też ta radykalna decyzja, że w takim razie zabierzemy tym ludziom Płatonowa. Niech go nie będzie. Niech będzie tylko tęsknota za miłością, która ma nadać mi sens w momencie, kiedy moje życie się przewraca.
Ale już nic mnie nie ocali. Zostaną długi, marzenia o wielkości. Zostanie Rosja. To jest taka moja niezgoda na to, żeby Czechowa wystawić dziś o miłości. Czuję, że on musi służyć czemuś więcej – jakiejś wypowiedzi na temat rosyjskiej inteligencji, ale też na temat w ogóle inteligencji i naszych powinności.

MM: Czy są jeszcze jakieś książki, które – gdy po nie sięgniemy – pomogą nam zrozumieć kontekst tej inwazji?

PF: Nie jestem pewien, czy kontekst tej inwazji bezpośrednio, ale pośrednio oczywiście tak. Kultura rosyjska, jak i cała świadomość rosyjska są imperialne i nie dopuszczają do swojej świadomości – poza pojedynczymi przejawami, tekstami, pisarzami, inteligentami – że Rosja jest straszliwym mperium, które zagarnęło znaczną część świata pod hasłem cywilizowania nieucywilizowanych narodów. Rosja ma straszny kompleks – z jednej strony zabrano im poczucie wielkości, a z drugiej strony oni zazdroszczą Zachodowi standardu życia, nauki, kultury.
Ja się nie potrafiłem tam z nikim zaprzyjaźniać, bo nawet w czysto prywatnych sytuacjach to zawsze się pojawiało. I właśnie te straszne kompleksy, które zostały świetnie rozpoznane przez Putina i jego aparat propagandowy, są napędem tej wojny. Oni chcą odzyskać poczucie własnej wielkości. Jeśli więc pyta pani o literaturę, to pod tym względem najciekawsza jest ta, która powstaje w nurcie tak zwanej postpamięci. Warto czytać na przykład Dmitrija Bykowa – kilka jego powieści jest przetłumaczonych na język polski, jak chociażby „Uniewinnienie" czy „Czerwiec".

MM: Czyli nie powinniśmy się bać rosyjskiej literatury, bo niezależnie od tego, jakich zbrodni dopuści się Putin...

MB: Najzwyczajniej w świecie nie możemy uznać, że Czechow czy Tołstoj są Putina. Dlaczego mamy mu ich oddać? Oczywiście Tołstoj jest autorem imperialnej świadomości Rosji, ale chodzi o zastanowienie się, gdzie jest wymierzone ostrze kary. W ludzi, którzy popierają wojnę? Jak najbardziej. Myślę natomiast, że ten Czechow może nam się właśnie dzisiaj bardzo przydać – do opowieści zarówno o nas, jak i o Rosji.

PF: Proszę zobaczyć, co się stanie, gdy się ta wojna skończy. Rosja jej moralnie nie wygra, w żadnym sensie. Co się stanie ze świadomością rosyjską, poczuciem etycznym tego kraju i poszczególnych ludzi. I właśnie do zrozumienia tego jest nam potrzebny Czechow.

MM: „Płatonow" jest bowiem próbą opowiedzenia o...

MB: ...powinnościach inteligencji i o tym, czy rosyjska – ale nie tylko – inteligencja jest dzisiaj w stanie, zaplątana w swoje długi, rozpacze i marzenia, zmienić świat.

Magdalena Mleczko
Teatr Śląski
10 czerwca 2022

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia

Napój miłosny
Jitka Stokalska
Opera na Zamku w Szczecinie zaprasza ...