Maski Jaruzelskiego

"Generał" - reż. Aleksandra Popławska, Marek Kalita - Teatr IMKA w Warszawie

Jeden z najlepiej ocenianych spektakli ostatnich lat. Spektakl stawiający mądre pytania, próbujący zrozumieć a nie wydawać wyrok - "Generał". To nie tylko biograficzna opowieść o Generale Wojciechu Jaruzelskim ale także próba dotarcia do historycznych faktów i rozumienia poczynań wybitnego wojskowego w służbach polskich i sowieckich. Człowiek w którego rękach była pełnia władzy i wydawanych wyroków dla jednych poniósł wysoką cenę za odważne decyzje dla innych wciąż nieadekwatną.

Spektakl pt. „Generał" w reżyserii Aleksandry Popławskiej i Marka Kality ukazuje Jaruzelskiego jako człowieka kontrastów. W momencie rozpoczęcia sztuki poznajemy go jako starszego i schorowanego emeryta zaszczutego w swojej eleganckiej willi na Mokotowie. Przygarbiony, w ciemnych okularach, utykający i znerwicowany żyje odseparowany od społeczeństwa. Jaruzelski czuje się prześladowany. W jego lękach i fobiach wiernie towarzyszy mu małżonka. Nieustannie prosi swą przepiękną i mimo wieku wciąż uwodzicielską żonę ( w tej roli Małgorzata Maślanka ) o to aby zdawała relację z tego co się dzieje za oknem. W salonie w którym mają zwyczaj spędzać czas często stoi przy firance i relacjonuje mężowi wszystko co widzi. Odpowiada cierpliwie na jego pytania i wytrwale znosi humorzasty sposób bycia swojego mężczyzny.

Twórcy spektaklu uniknęli jednoznacznej oceny swojego rodaka. Przedstawili ambitnego młodzieńca, chcącego zrobić wojskową karierę. Każde kolejne odznaczenie, sprawiało, że czuł się ważniejszy i bardziej doceniany. Jego służebność i służalczość wpłynęła na polityczne pogubienie. Ukazano go również jako wymagającego męża, hołubiącego wdzięki swojej żony. Ojca, który myśli o przyszłości swojej córki i postępuje karygodnie wobec wybranków jej serca. Krytykuje wegetarianizm córki, ale także tęskni za jej towarzystwem. Nie jest to zapewne opowieść o generale jako ludobójcy.

Jaruzelski staje się polityczną marionetką oddaną bez reszty karierze wojskowej. Historia osoby tworzącej system totalitarny, oderwanej od rzeczywistości i społeczeństwa żyjącej według własnych reguł i standardów jest nie do końca zrozumiała. Był człowiekiem przeskakującym samego siebie dążącym do perfekcji na własną zgubę. Mundur był dla niego najważniejszy. Świetnie obrazuje, to scena gdy chce założyć go na swój proces. Bo „ jeśli mają pluć i rzygać swoją prawdą, niech robią to na mój mundur, ja i mój mundur to jedno"- mówi buńczucznie.
Wkłada go na uroczysty obiad z córką. Mundur to również jego ideały. Symbol chwały, świetności i najlepszych lat życia. W teatrze ma różne znaczenie i symbolikę. Mundur Jaruzelskiego jest specyficzny, choć ma jednolity zielony kolor, powinien być podzielony, tak jak dwuznaczna była służba jego w wojsku i niezdrowa sympatia dla ZSRR. Jedna część powinna być w biało - czerwonych barwach druga w kolorach flagi ZSRR.

Przenośne znaczenie w spektaklu ma także kurtyna, która jest stale obecna – to symbol PRL- u. Scenografia za którą odpowiedzialna była reżyserka oraz Katarzyna Adamczyk przywodzi na myśl komunizm. Błyszczący parkiet, wazon pełen czerwonych ściętych goździków, kanapa, fotele, rzucająca się w oczy czerwona kurtyna zabierają widza w peerelowską rzeczywistość. Pomimo, iż w pomieszczeniu nie ma wiele mebli i akcesoriów status majątkowy i społeczny rodziny jest zauważalny. W kolejnych scenach pojawia się mównica, stół, manekin
z oświetlonym mundurem.

Jestem pod ogromnym wrażeniem głównej roli odegranej przez Marka Kalitę. Przyznam, że widywałam tego aktora w innych filmach i sztukach, ale pierwszy raz mogę mówić w samych superlatywach. Profesjonalizm gry, jest godny podziwu. Mimikę, gestykulację, sposób chodzenia Generała aktor opanował do perfekcji. Gdy tak patrzyłam z pierwszego rzędu na postać która na zawsze zapisała się na kartach historii, byłam pod wrażeniem gry aktorskiej Kality. Tak bardzo zrósł się z autentyczną postacią, że patrząc z profilu bądź z tyłu można było uwierzyć, że to nie jest aktor, a osoba ś. p Generała. Mówi szeptem, a każde zdanie - identycznie jak u Wojciecha Jaruzelskiego – wydaje się być raportem, a nie mową potoczną. Od czasu do czasu przerywa chrząkając albo wyciera nos.

To był spektakl z udziałem bardzo wyrazistych aktorów, Córka generała (w tej roli świetna Aleksandra Popławska) choć pojawiła się
w przedstawieniu na krótko, przeprowadziła ciekawą rozmowę z rodzicami, scena przy wspólnym obiedzie wnosi nowe wątki do spektaklu i jest bardzo istotna i pełna kłębiących się refleksji. Podobnie współpracownicy Jaruzelskiego są pamiętani nawet po długim czasie.

Scenografia za którą odpowiedzialna była reżyserka oraz Katarzyna Adamczyk przywodzi na myśl komunizm. Błyszczący parkiet, wazon pełen czerwonych ściętych goździków, kanapa, fotele, rzucająca się w oczy czerwona kurtyna zabierają widza w peerelowską rzeczywistość. Pomimo, iż w pomieszczeniu nie ma wiele mebli i akcesoriów status majątkowy i społeczny rodziny jest zauważalny. W kolejnych scenach pojawia się mównica, stół, manekin z oświetlonym mundurem. Za trafiony wybór kostiumów, oraz kreacji dla kobiet słowa uznania należą się Katarzynie Adamczyk.

Generał sam siebie rozlicza z przeszłości. Żyje w cieniu swojej ogromnej kariery, pośród mitów i legend na własny temat. Oczekuje na wyrok jaki ma zapaść w procesie. Odseparowany od społeczeństwie, w fatalnej formie, na lekach uspokajających w gronie swoich najbliższych i dawnych współpracowników oczekuje na rozstrzygnięcie. Czy się doczeka? Może ta scena w jego głowie jest rozgrywana od tak dawna, że stała się powracającym koszmarem sennym. Jeśli to jednak dzieje się na jawie? Jaki zapadnie wyrok?

Idealnie w klimat tamtych lat wpasowuje się muzyka: Brygady Kryzys, Obywatela G.C, Dezertera. Pojawia się utwór śpiewany przez Violettę Villas „ „Port, w którym nie ma mew". To naprawdę wielka sztuka, aby zrobić przedstawienie o kontrowersyjnej postaci, ale jednocześnie zachować dla niej szacunek, niby okraszony szczyptą ironii i próbą oceny ale nie przekraczający granicy za którą czai się pogarda.

W końcowej scenie znajduje się odwołanie do Beckettowskiej „ Ostatniej taśmy Krappa". Bohater odtwarza swój głos z kasety magnetofonowej i zastyga w fotelu. Cofa nagranie i odsłuchuje ponownie nad czymś intensywnie myśląc. Głos z magnetofonu zastanawia się co by było, gdyby opowiedział się po drugiej stronie. " Co by było, gdybym wtedy stanął na czele zrywu? Czy byłbym bohaterem, ale jednocześnie, będąc bohaterem, czy byłbym też zdrajcą?".

W zmierzchu swojego życia, nie znajduje spokoju, ani pocieszenia. Dręczony różnymi myślami, być może wyrzutami sumienia, bardziej wzbudza współczucie, politowanie a nie agresję, pogardę i chęć odwetu.

W pełni zasłużenie spektakl otrzymał szereg nagród i wyróżnień. W 2011 r w VI brał udział w Międzynarodowym Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych Raport w Gdyni, otrzymał nagrodę główną w 6. Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych R@Port. Także w 2010/2011 wygrał w rankingu miesięcznika „Teatr" w kategoriach: Najlepsza Nowa Polska Sztuka, Najlepsza Muzyka, Najlepsza Scenografia, Najlepsza Rola Męska, Najlepsza Rola Epizodyczna, Najlepszy Teatr. W 2012 r. zgarnął Nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej dla Marka Kality za rolę „Generała" oraz dla Marka Kality i Aleksandry Popławskiej za reżyserię.
Został doceniony trud i ogromny wysiłek włożony przez aktora grającego główną rolę (2011r. Nagroda im. A. Zelwerowicza dla Marka Kality za najlepszą kreację aktorską sezonu 2010/2011) W tym samym roku spektakl został nominowany do nagrody Feliksy Warszawskie w kategorii Najlepsza Pierwszoplanowa Rola Męska dla Marka Kality).

Kinga Woźniak
Dziennik Teatralny Warszawa
20 kwietnia 2016

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia