Maski zostawia się w garderobie

Rozmowa - Pakulnis Maria, Bursztynowicz Barbara

W "Dziewczynach z kalendarza" Tima Firtha w reżyserii Tomasza Dutkiewicza stworzyły fantastyczne kreacje. Barbara Bursztynowicz (Ruth) i Maria Pakulnis (Kris), zachwycone elbląską publicznością, w środę chciały grać dla niej całą noc. Spektakl warszawskiego Teatru Komedia zaprezentowany został na deskach Teatru im. Aleksandra Sewruka w Elblągu dwukrotnie, w ramach 10. Elbląskiej Wiosny Teatralnej. Z Barbarą Bursztynowicz i Marią Pakulnis rozmawia Marta Zastawna:

Debiut filmowy, co Pani pamięta? 

Maria Pakulnis - Pamiętam, wspominam z ogromnym wzruszeniem. Debiut jest rodzajem chrztu dla aktora. Miody student przekracza pewien próg, zderza się z realną materią tego zawodu, z techniką tworzenia filmu. Ja miałam dużo szczęścia i dane mi było przeżyć najprzyjemniejszy debiut, jaki aktorka może sobie wymarzyć: genialna i wysoka literatura, wspaniały reżyser (Tadeusz Konwicki), za partnerów miałam wybitnych aktorów.

Jaki jest teatr w telewizji?

Nie lubię rozróżniać gry w filmie, teatrze telewizji czy na deskach. Specyfika warsztatu polskich aktorów uwarunkowana jest ciężką, ciężką i jeszcze raz ciężką pracą już w szkole oraz czynnikami polityczno-geograficznymi. Student szkoły teatralnej czy filmowej otrzymuje wachlarz technik aktorskich intensywnie ćwiczonych przez cały okres szkoły. Wyposażony w taką wiedzę i umiejętności, przygotowany jest zarówno do gry w teatrze, jak i w filmie. Wielokrotnie zetknęłam się z pozytywną oceną umiejętności i gotowości polskich aktorów.

W takim razie na czym polega wspaniałość zachodnich szkół aktorskich?

Tym, którzy wyjeżdżają kształcić się na zachód, wydaje się, że nauka będzie szybka, łatwa i przyjemna, a kariera zrobi się sama. Lecz to złudne nadzieje, bo talent albo się ma, albo... się go nie ma. Talentu człowieka się nie nauczy. Owszem, można solidną robotą wypracować pewne umiejętności, ale jeżeli palec Boga nas nie dotknął, to dobrze nie będzie. 

Łatwo zostawia się maski w garderobie i wraca do codziennej rzeczywistości?

Tak, zwłaszcza kiedy bardzo się chce wrócić do domu. Zawód aktora jest ciągłym wędrowaniem, jest ogromną przyjemnością, ale mieszkańcem swojego domu też chcę być. Więc wracam do niego, gotuję i żyję.

Barbara Bursztynowicz - Nie, mi to łatwo nie przychodzi. Cały czas poddawana jestem emocjom, naturalnym i sztucznie wyzwalanym, bardzo trudno jest wyhamować. Często po powrocie do domu jestem nakręcona, opowiadam, przeżywam. Dzięki Bogu, że mam do kogo otworzyć gębę.

Podróż życia jest przed czy już za Panią?

Maria Pakulnis: Za mną, ale i przede mną. Cudowny był urlop w Australii. Rozgwieżdżone niebo, Krzyż Południa, fantastyczne owoce i masa innych cudowności zostaną we mnie na zawsze. A już za chwilę przede mną fiordy norweskie.

Bywa Pani małą Marysią?

Owszem. Trzeba pielęgnować w sobie sentymenty, dziecięcą naiwność, wrażliwość, marzycielstwo i "jeść" świat każdą cząsteczką duszy i ciała. Gdyby każdy z nas dopuszczał do głosu drzemiące w nim dziecko, świat byłby piękniejszy.

A Pani małą Basią?

Barbara Bursztynowicz - Cały czas jestem. Dziecko jest wciąż nieodłączną częścią mojej osobowości.

Do czego sentyment ma Barbara Bursztynowicz?

- Do mojego rodzinnego miasta Bielska-Białej, gdzie mogę spotkać swoje dzieciństwo i młodość. Do Beskidów.

Kabaret...

Nieustannie mnie otacza. Dzisiejsza rzeczywistość jest jednym wielkim kabaretem, na trzeźwo nie da się wyjść z domu i zderzyć z codziennością. Kabaret... mam swój kabaret liryczny, do którego Jacek Bursztynowicz pisze teksty, Janusz Tylman pisze muzykę, a ja i Joasia Stefańska występujemy. Tworzymy wspaniały czworokąt, lubimy to, lubimy być ze sobą i lubimy być na wyższym poziomie niż życie - publiczność też to lubi. 

Jest Pani aktorką z "etykietką"? 

Mam coś takiego, każdy aktor ma predyspozycje do pewnych postaci. Dziękuję Tomkowi Dutkiewiczowi za to, że obsadził mnie w roli Ruth w "Dziewczynach z kalendarza", że przypomniał sobie o aktorce Barbarze Bursztynowicz z "Klanu". W tym spektaklu odpoczywam od zaszufladkowania, od "klanowej" Elżbiety.

Marta Zastawna
Dziennik Elbląski
11 kwietnia 2011

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...