Masłowska w Gnieźnie

"Między nami dobrze jest" - reż. Piotr Waligórski - Teatr im. Aleksandra Fredry w Gnieznie

Spektakl ,,Między nami dobrze jest" oparty na sztuce Doroty Masłowskiej zaczął się od całkowitego zadymienia. Nerwowe oczekiwanie publiczności. Niepewność i zaskoczenie, a potem ulga. Postdramatyczność zagościła w Gnieźnie.

Dramat Masłowskiej oparty został na pęknięciu przedstawionego świata i na komizmie. Z kolei gnieźnieńska realizacja tej sztuki ukazuje rzeczywistość po katastrofie. To nie jest świat niszczejący, chylący się ku nieuniknionemu upadkowi, dramat już się rozegrał. Swoją poetyką przypomina on pracę Zbigniewa Libery ,,Wyjście ludzi z miast", która prezentuje panoramę postrzeczywistości, ludzi wychodzących ze zgliszcz starego świata. Kulturowy exodus przejawia się w warstwie słownej: tekst dramatu został pocięty, pozbawiony komizmu, słabo słyszalny (czy na pewno celowo?), bełkotliwy, zamazany. Komunikacja między ludźmi nie jest już możliwa, akcja rozgrywa się poza językiem. Uwidacznia się to szczególnie w pierwszej części spektaklu. Niewyraźnie zarysowano sytuację wypływającą z tekstu, z jednej strony jest Mała Metalowa Dziewczynka, Halina i Osowiała staruszka na wózku inwalidzkim, z drugiej zaś ich relacje zostały zdecydowanie zmarginalizowane.

Interesująca wydaje się scenografia, przestrzeń gry to radioaktywne śmietnisko (cywilizacji? Historii?). Stara pralka, latarnia, zardzewiała huśtawka, samochód, mnóstwo odpadków. Nagromadzenie tych rzeczy na scenie daje poczucie rozkładu kultury. W drugiej części wśród chaotycznej przestrzeni wysypiska zostaje postawiona biała platforma. Postaci wychodzą z otworu w podłodze sceny – kanału jak powstańcy, funkcjonują w tym świecie jak kloszardzi. Chodzą po śmietnisku w poszukiwaniu wartościowych rzeczy i resztek jedzenia. W tempie spektaklu również czuć pewną nierównomierność; pierwsza część dłuży się, wręcz nuży, druga zaś posiada kilka mocnych punktów, jest w niej zdecydowanie więcej dynamiki. Na białej platformie rozgrywa się współczesne show – przedstawienie medialne. Wywiad, talk – show, koncert, performens sado-maso. Wymienione konwencje przenikają się, jednak dominantą tej części spektaklu jest fałsz rządzący przedstawioną rzeczywistością. Apogeum tego stanu rzeczy stanowi scena koncertu, kiedy występujący śpiewają piosenkę ,,Moja i twoja nadzieja". To dość prosta klisza modnej i obecnej w dzisiejszym świecie maniery dobroczynności, empatii, która polega jedynie na emocjonalnej grze pozorami. Bowiem tytułowa nadzieja i solidarność jest równoznaczna z gestem rzucania ze sceny zupek chińskich dla potrzebujących. Równie prosty obraz zakłamania świata stanowi występ sado-maso. Wszystkie postaci obecne na scenie dopingują cierpiącą performerkę. Krzyczą, klaszczą, dobrze się bawią oglądając widowisko. Scenę tę rozegrano przekonująco, wręcz naturalistycznie. Są to dosadne i jasne w przekazie sytuacje, w pełni czytelne dla odbiorcy. Czy jednak nie aż zbyt dosłowne?

Z drugiej jednak strony warto docenić fakt, że ,,Między nami dobrze jest" twórcy spektaklu adresują również do odbiorców od 16 roku życia. To ważna i wartościowa decyzja, świadczy ona o chęci podejmowania dialogu, tekst Masłowskiej okazuje się nadal czytelnym komunikatem dla młodego widza. Interesujący wydaje się także finał, bowiem jakaś forma ocalenia (?) przychodzi z zewnątrz, jak deus ex machina. Na ten radioaktywny, przerażający postświat spada śnieg i śnieży tak aż do wyciemnienia. Mała Metalowa Dziewczynka tańczy, śmieje się, po prostu doświadcza dziecięcej radości.

 

Agata Łukaszewicz
Dziennik Teatralny
3 lutego 2014

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia