Matka inna niż wszystkie

„Matka Joanna od Aniołów" – reż. Jan Klata - Nowy Teatr w Warszawie

Książka Jarosława Iwaszkiewicza to obiekt niejednej reżyserskiej sympatii. Wielu nie tylko na pierwszą myśl przychodzi sam tekst, ale również znamienity film Jerzego Kawalerowicza. Do grona tych faworyzowanych wspomnień zdecydowanie może trafić interpretacja Jana Klaty, która swoją współczesnością, oprawą plastyczną i muzyczną, a także doskonałym balansem nastroju narracji zachwyciła warszawską publiczność.

Czerwona kurtyna opływająca przez całą szerokość sceny, a przed nią grono siekier wbitych w leżące krzyżyki – właśnie taka inscenizacja wita zbierającą się publiczność. Ten początek jest zwiastunem oczywistego końca, który z uwagi na krwiste tło ma swoją słusznie majestatyczną formę. Nim kurtyna odsłoni, to co ukryte pojawia się jedna z kluczowych postaci – ksiądz Suryn (w tej roli znakomity Bartosz Bielenia), który snując się powolnie u jej progu wygłasza cichy monolog do diabła. Na scenie pojawiają się dwaj niskorośli aktorzy (Włodzimierz Końko i Arkadiusz Pyć), którzy sprzątają krzyże i siekiery. To ciekawy zabieg, kiedy pewne oczywiste ruchy przeciągają się dając przestrzeń na wyczucie klimatu i refleksje. Takich momentów podczas spektaklu jest więcej w postaci bardzo rozległych układów choreograficznych, przejść, czy gonitwy. To też bardzo oczywiste, że publiczność czeka na to, co dzieje się za kurtyną. Kiedy scena w końcu ujawnia białe dostojne schody w myśli może pojawić się skojarzenie polskiej flagi, ale wydaje się być ono zbyt daleko posunięte, to raczej klarowne tło dla niezwykłej fabuły, a także symbol katolickiej hierarchii i drogi do Boga.

Sama scenografia jest monumentalna i dumna, nie przewyższająca swoim charakterem treści spektaklu - przeciwnie Justyna Łagowska komponując plastykę sceny uwypukliła wszystko to, co na niej się dzieje. Pojawiło się miejsce, aby oddać wyjątkowość choreografii Maćko Prusaka, która zachwyciła chociażby w wydaniu opętanych zakonnic, które pętały się z resztą wokół zwisających grubych sznurów, czy którą tańczy Reb Isze (zachwycający Jacek Poniedziałek) pokazując swoją swobodę i dystans. To też szczególnie charakterystyczne dla Jana Klaty, że właśnie taniec, ale też muzyka grają swoją istotną rolę. Ta ostatnia to mieszanina różnych popkulturowych stylów, gitarowych brzmień i twardszych nut. Uwadze z pewnością nie umkną również kostiumy, wybijające się szlachetnością, ale też kontrastem i symboliką. Wyrazistość barwnych szat, a także ich błysk zdecydowanie odgradza hierarchów kościelnych od prostych zakonnic, z kolei wykorzystanie sznura w owiciu matki Joanny przez księdza Suryna na kształt gorsetu miało swój metaforyczny wymiar w kontekście ich intymnego tańca i relacji.

Zależność dobra i zła, a także zagubienia w kontekście zderzenia wiedzy z realiami zostało bardzo subtelnie wypowiedziane w spektaklu. Ponieważ na scenie nie brak również elementów humorystycznych z pewnością pozwoliło to zachować odpowiednie proporcje ciężaru trudnego tematu. Tak zatem ksiądz Suryn staje się rozkojarzony wobec złożoności opętania zakonnicy gubiąc się w swojej wiedzy i doświadczeniu, tak i Matka Joanna na przekór swojemu powołaniu pragnie zniewolenia, aby wyróżnić się jakkolwiek jako jednostka – „Jeśli nie mogę być świętą, wolę być opętaną". Zło z resztą nie miesza się jedynie w pojedynczych umysłach, ale jest stanem grup, gdzie wyróżniono tą kościelną. Nieudolna modlitwa monarchów kościelnych w kontrze do „Ojcze nasz..." wyśpiewanego przez księdza Suryna razem z widownią Nowego Teatru jest przykładem tego, czym jest prawdziwa serdeczna wspólnota. W końcu zaznacza się też wypowiedziane kilkakrotnie „zapomnieliśmy" przez młodego papieża (Maciej Stur), którego kostium z wyraźnie kobiecym kapeluszem również niesie przesłanie. Te kobiece elementy są z pewnością czymś wyjątkowym w interpretacji Jana Klaty. Seksualność, która została przedstawiona w tańcu z humorystycznym akcentem, gdy monarcha schyla się do krocza zakonnicy wzywając dręczące ją demony i intymność zbudowana między Matką Joanną a księdzem Surynem to uwaga skierowana w stronę płci, która z pewnością nie króluje w kościele. Ciekawy koniec spektaklu to manewr, w którym aktor wcielający się wcześniej w papieża (Maciej Stur) przybiera postać diabła, co interesujące, również ubranego na biało, chociaż jest to sportowy strój. Zwieńczenie to oczywiście wyzwolenie Matki Joanny przez księdza Suryna oddającego swoją duszę diabłu. Pewna siła w rewelacyjnie wykreowanej postaci przez Małgorzatę Gorol niezwykle przykuwa do ostatnich chwil na scenie. Interesujący jest również epilog. Widownia podnosi się z miejsc, ale na scenie pojawia się Ewa Dałkowska w brzmiącej nieco rozpaczliwie przemowie na rzecz obrony kościoła. To podsumowanie, które z jednej strony pojawia się po zakończonym spektaklu, a drugiej jest jeszcze jego swobodną częścią skłania do głębokiej refleksji na temat kształtu wspólnoty samej w sobie.

Propozycja Jana Klaty to odmienna od literatury i filmu interpretacja, która dosyć umiejętnie rozkłada akcent na relacje. Doskonały skład aktorski oprawiony bardzo wyraźnymi kolorami i toporną scenografią to bardzo sugestywny obraz, który jest tak piękny, jak i odważny.

Olga Jakubiec
Dziennik Teatralny Warszawa
16 marca 2020
Portrety
Jan Klata

Książka tygodnia

Pomarli
Wydawnictwo Czarne
Waldemar Bawołek

Trailer tygodnia