Męskość w kryzysie

"Poskromienie złośnicy" - reż. Anna Sawicka-Hodun - Teatr Papahema w Białymstoku

"W małżeństwie tak śpisz, jak sobie pościelesz" - to kluczowa fraza przedstawienia "Poskromienie złośnicy" białostockiego Teatru Papahema, które zagrano na 454. Urodziny Williama Szekspira. Młodzi białostoccy aktorzy pokazali pełną slapstikowych gagów komedię z zamianą tradycyjnych ról damsko-męskich, bo finałowy monolog o kobiecej uległości mówi Petruchio, zachęcony do tego przez swoją żonę. To jednak bardzo skromne urodziny "mistrza ze Stratfordu" w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim.

Publiczność "Poskromienia złośnicy" Teatru Papahema usadowiono vis a vis i po obu stronach sceny oraz na galeriach. Aby widoczność z każdego miejsca była dobra, scenę spektaklu umieszczono na proscenium, na wysokości kilku pierwszych rzędów tradycyjnie ustawionej widowni (stąd mniejsza liczba widzów na parterze).

Od pierwszych chwil spektaklu publiczność wita głośna muzyka elektroniczna z motywem przewodnim, słyszanym podczas przedstawienia kilkadziesiąt razy - "your husband is your love, your life, a keeper, your head" (twój mąż jest twoją miłością, twoim życiem, opiekunem, twoją głową). Do mocnych elektronicznych brzmień krokiem zaczerpniętym z wybiegu dla modelek wychodzą do publiczności postaci w kostiumach nawiązujących do epoki elżbietańskiej (zresztą konstrukcja przypomina nieco wybieg z pokazów mody, po którym aktorzy okrążają wewnętrzną przestrzeń gry). Taka ekspozycja postaci, które dopiero za chwilę widzowie będą mogli przypisać do poszczególnych bohaterów sztuki Szekspira, nie pojawia się tutaj przypadkowo.

"Poskromienie złośnicy" jest przecież sztuką o społecznej tresurze, odczytywanej przez realizatorów tekstu Szekspira bardzo szeroko. Tytułowa złośnica - Katarzyna - jest obiektem targu między jej ojcem a kandydatami do ręki jej młodszej, pod każdym względem atrakcyjniejszej siostry Bianki. Baptista Minola, ojciec Katarzyny i Bianki, zamierza upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: pozbyć się starszej, sfrustrowanej, nieatrakcyjnej córki i dobrze wydać za mąż swój skarb - nadobną, dziewczęcą, słodką Biankę.

Kontrast między córkami i sposobem ich traktowania aktorzy Teatru Papahema wpisali w kreację postaci bohaterek. Katarzyna grana jest przez trzy aktorki (Paulinę Moś, Katarzynę Pietruską i Helenę Radzikowską), co pozwala już na wstępie zuniwersalizować tę postać, ukazując jej złożoną naturę i niejednorodność. Jej charakter i zmiany nastroju nie są kaprysami złośnicy, a reakcją na to, jak jest postrzegana i traktowana. Bianka to z kolei panienka z obrazka: ładna, łagodna, zalotna, kokieteryjna i przeraźliwie mdła, gdy przyjrzeć jej się bliżej.

Jednak w spektaklu Teatru Papahema nieco przewrotnie główny akcent położono na postaci męskie. Zredukowano ich liczbę do Baptisty, kandydatów do ręki córki: Hortensja i Lucentia, wspomnianego na wstępie Petruchia oraz Grumia - ekscentrycznego sługi każdego z nich. Każdy z bohaterów stanowi inny typ męskości, ale żaden nie należy do klasycznego maczo, z którym często utożsamiany jest poskramiający złośnicę Petruchio. Tutaj jest on zakompleksionym, zniewieściałym chłopaczkiem-popychadłem, który początkowo wchodzi w rolę władczego samca, ale od razu widzimy, że ta rola mu nie leży i że wszedł w nie swoje buty po to, by zrobić wrażenie na ojcu Katarzyny i zadowolić Hortensja (Przemysław Bollin).

Słowne (a w spektaklu Teatru Papahema również bardzo dosłowne) potyczki na argumenty nie przekonują o skuteczności tresury, bo postać Petruchia jest złamana właściwie już na początku, gdy w nieformalnym prologu grający Petruchia aktor (najciekawszy na scenie androgeniczny Mateusz Trzmiel) wypowiada kwestie kulminacyjnego monologu Katarzyny na polecenie męża. Z czasem początkowo stanowczy, dominujący wobec Kasi Petruchio zaczyna nabierać coraz więcej cech przypisywanych kobietom, a Katarzyna przybierać władczą, dominującą, "męską" pozę. Kwintesencją tego jest finałowy monolog, który Petruchio wypowiada w sukni swojej żony.

Inny model prezentuje zwycięski konkurent o względy Bianki - by zachować godność i nie skompromitować się w randze głowy rodziny, Lucentio (Filip Gurłacz) staje u boku Bianki (Małgorzata Patryn-Gurłacz), nie kwestionując jej wyborów i decyzji. W roli złośliwego chochlika, sługi potrafiącego swoim panom dać w pysk, występuje Grumio (Paweł Rutkowski). Zaś Baptista (Piotr Wiktorko) wyraźnie pała do Bianki nie tylko rodzicielską miłością, którą stara się pokryć zaborczością i ojcowską dumą, a umizgi kandydatów do ręki córki usiłuje bagatelizować tak długo, jak to możliwe.

Szereg tu ciekawych, interesujących pomysłów i tropów, ale spektakl wyraźnie cierpi na brak reżysera. Opiekę reżyserką nad całą dziewiątką (zespół Teatru Papahema stanowią absolwenci jednego roku na Wydziale Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Białymstoku, którzy chcieli grać razem po zakończeniu szkoły) sprawuje Sylwia Janowicz-Dobrowolska, aktorka Białostockiego Teatru Lalek, która podjęła się raczej pomocy w koordynacji całego przedsięwzięcia, niż je wyreżyserowała.

O ile udaje się ciekawie poprowadzić postaci i zinterpretować tekst Szekspira, o tyle forma przedstawienia pozostawia wiele do życzenia. Slapstickowe, przerysowane gagi bawią tylko w pierwszej scenie - potem ekscentryczne zachowania Grumia, ciągłe udawane ciosy, zadawane właściwie przez każdego wszystkim pozostałym, zwyczajnie nudzą. Zabrakło tu umiaru i reżyserskiej ręki. Także po to, by bardzo ciekawy wątek dezintegracji postaci Katarzyny jakoś rozbudować. Płynnie przeprowadzane zmiany poszczególnych aktorek w roli Katarzyny to niewiele w skali możliwości, jakie dawał pomysł rozłożenia osobowości bohaterki na trzy aktorki.

Spektakl Teatru Papahema dobrze wypadł latem ubiegłego roku w Malarni Teatru Wybrzeże, podczas nurtu SzekspirOFF Festiwalu Szekspirowskiego (dostał Nagrodę Publiczności). Jednak w dużo większej przestrzeni Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego to przedstawienie bardzo skromne, wręcz ascetyczne, właściwie studenckie. Jako inteligentny spektakl offowy sprawdza się bardzo dobrze, jako główne wydarzenie uświetniające urodziny Szekspira mimo wszystko rozczarowuje.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
3 maja 2018

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia