"Metro", jakie jest, każdy widzi

"Metro w Buffo" - reż: Janusz Józefowicz - Teatr Studio Buffo w Warszawie

Najsłynniejszy polski musical dwa razy u nas. W obsadzie m.in. Józefowicz i Urbańska.

- Muszę pani powiedzieć, że macie wielkie szczęście: we Wrocławiu Janusz osobiście pojawi się na scenie! Jak on jest, to przedstawienie zupełnie się zmienia, nabiera nowej jakości. Zresztą zobaczy pani sama! - usłyszałam w piątek w warszawskim Teatrze Buffo. 

O co tyle hałasu? Ano o okrzyknięte pierwszym dzieckiem polskiej popkultury "Metro", najsłynniejszy i najbardziej dochodowy produkt stołecznej sceny, który wrocławianie zobaczą w środę dwa razy.

Pierwszemu polskiemu musicalowi zrobionemu za prywatne pieniądze od zawsze towarzyszyło ogromne zainteresowanie. Ale po premierze 30 stycznia 1991 roku panowie krytycy kręcili nosem, wytykając przede wszystkim papierowe libretto sióstr Miklaszewskich. No bo co tu dużo mówić - historia z "Metra" jest prościutka, a momentami ociera się o banał.

Oto grupa młodych, pełnych marzeń ludzi wkracza w brutalny i pozbawiony skrupułów świat show-biznesu. Muszą się zmierzyć z zawiedzionymi nadziejami, kultem pieniądza i wszechobecnym cynizmem. W pewnym momencie do gry wkracza też miłość. Ta pierwsza, młodzieńcza...

Być może nieskomplikowana historia przesądziłaby o klapie spektaklu, gdyby nie młodzieńczy impet i pasja wykonawców starannie dobranych przez dwóch Januszów: Józefowicza i Stokłosę. W pierwszej obsadzie główne role grali nieznani wówczas szerszemu gronu Edyta Górniak na zmianę z Kasią Groniec oraz Robert Janowski. W zespole byli też Bogusław Linda (jako Filip) i Olaf Lubaszenko (jako Max). Polska publiczność oklaskiwała spektakl, ale na Broadwayu "Metro" poniosło totalną klęskę. I chór krytyków znów z satysfakcją zapiał wysoko: "A nie mówiliśmy? To udaje nieudolnie amerykańskie musicale!".

Przedsięwzięciu Józefowicza i Stokłosy nie wróżono nawet stu spektakli. Jak widać, było to jednak wróżenie z fusów. Do tej pory "Metro" miało już ponad 1450 odsłon.
Pierwszy raz musical przyjechał do Wrocławia na Przegląd Piosenki Aktorskiej, po tournee na Broadwayu. Muzycy i tancerze wystąpili w Teatrze Polskim, na trochę ciasnej, jak na choreograficzny rozmach, scenie. Ale wypadli bardzo dobrze, a widzowie zgotowali im owację na stojąco.

Ostatni raz młodzi aktorzy szaleli prawie dziewięć lat temu na scenie Hali Ludowej, która nawet nie marzyła, że po pół wieku z hakiem zostanie Halą Stulecia. Znów było oblężenie i wspaniałe przyjęcie przez publikę. Pewnie tak samo będzie w najbliższą środę. Przynajmniej krytycy już się nie upierają, że "Metro" jest złe... Piszą, że jakie jest, każdy widzi. A jest z całą pewnością kulturowym i socjologicznym wydarzeniem niemającym sobie równych w historii polskiej sceny. 

W środowych spektaklach wystąpi, oprócz Janusza Józefowicza, Natasza Urbańska oraz m.in. Natalia Srokocz, Artur Chamski i Mariusz Czajka.

Musical Metro w Hali Ludowej (ul. Wystawowa 1), środa, godz. 17 i 20, bilety: 50, 70, 90 zł.

***
Oni tam zaczynali
Katarzyna Groniec
Była w trzeciej klasie liceum, kiedy porzuciła Gliwice i dołączyła do zespołu. Szkołę skończyła wieczorowo w stolicy. Pierwszoplanowa rola Anki w "Metrze" była jej scenicznym debiutem. - Byłam wtedy, jak moja bohaterka: nieśmiała, delikatna, zagubiona - mówiła po latach.

Edyta Górniak
Podobnie jak Groniec, do Warszawy z rodzinnych Ziębic przyjechała bardzo wystraszona i niepewna siebie. "Metro" było jej przepustką do wielkiej kariery. Przez wiele lat szeptano, że współpraca Edyty z bardzo wymagającym i surowym Józefowiczem skończyła się wielką kłótnią, po której przestali się do siebie odzywać.

Robert Janowski
Do długowłosego Jana z pierwszej obsady "Metra" wzdychały nastolatki z całej polski. Po spektaklu, podobnie jak jego koleżanki, współpracował z tandemem Józefowicz-Stokłosa, m.in. przy musicalach "Do grającej szafy grosik wrzuć" i "Brel".

Krzysztof Kucharski Justyna Kościelna
Gazeta Wrocławska
18 stycznia 2010

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia