Mieć czy być?

"Wyrzeczenie" - reż: Jarosław Tochowicz - Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie

Wyrzeczenie" w krakowskiej Łaźni Nowej to spektakl, który może wydawać się wtórnym, choć reżyserskiej obserwacji otaczającego nas świata ciężko zarzucić niezgodność z prawdą

Oto życie małżeństwa Piotra (Maciej Adamczyk) i Baśki (Edyta Torhan) toczy się wokół nieskończonego powiększania materialnych dóbr. Coraz lepsza pralka, lodówka, telewizor, samochód – to potencjalne, najważniejsze cele ludzi, jawiących się jako typowe jednostki otaczającej nas społeczności. W ich życiu miejsce galerii sztuki zajmują te handlowe, praca ambitna przegrywa z zajęciem dobrze płatnym, życiowe idee dawno zostały porzucone na rzecz prymitywnych korzyści.  

Era konsumpcjonizmu i zagrożenia jakie niesie z jednej strony zostały już opisane na wszystkie możliwe sposoby. Z drugiej natomiast – niewiele zdaje się to zmieniać. Reżyserowi (Jarosław Tochowicz) udało się jednak te po wielokroć wałkowane tematy zawrzeć w ramach teatralnej sceny w sposób bardzo udany i głęboko poruszający widza.  

Pomiędzy dwójką bohaterów zdaje się roztaczać ogromna pustka, której nie są w stanie wypełnić kolejnymi, pośpiesznie wypowiadanymi monologami. Już nie do siebie, lecz w bliżej nieokreśloną przestrzeń. To nieustannie podkreślana dojmującą samotność, której na co dzień doświadczamy, pomimo tylu potencjalnych rozrywek i coraz nowszych rozkoszy życia. Ich rozmyślania nad własnym życiem, którym blisko jest do spowiedzi, przepełnione są przeróżnymi, skrajnymi emocjami. Patos niejednokrotnie przeplata się tu z autoironią a trzeźwa powaga z pijańskimi mądrościami. 

Otaczają ich przedmioty będące częścią tej historii – telewizor, laptop, wieża stereo, lodówka. Wszystkie z nich są papierowymi atrapami, podświetlonymi i rzucającymi się w oczy, podkreślając wszechobecną sztuczność. Niewątpliwie scenografię trudno uznać za szczególnie pomysłową, lecz wydaje się, że tak ekstremalna przesada była w pełni zamierzona. Pomimo to,  scena pozostaje bowiem niemal pusta, ale w godny uznania sposób potrafią wypełnić ją aktorzy. Ich wielką zasługą jest, że banalnei oczywiste stwierdzenia, wypowiadane w równie dosadnej przestrzeni, nabierają swoistej głębi. Główną rolę w spektaklu, co nie zdarza się często, stanowią słowa i sposób ich wypowiadania.  

„Wyrzeczenie” nie jest prostacko interwencyjne i „publicystyczne”. W pełni podołano trudnemu zadaniu, jakie stawiał przed reżyserem do znudzenia wyświechtany, choć niezwykle istotny temat. Nie tylko nas on nie męczy, ale wręcz pobudza do refleksji. Przynajmniej chwilę po wyjściu z teatru, nim na nowo z uśmiechem na twarzy rzucimy się w wir codziennej autodestrukcji.

Michał Myrek
Dziennik Teatralny Kraków
9 grudnia 2009

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...