Między teatrem a filmem

"Iwona, księżniczka..." - reż: K. Garbaczewski - Teatr im. Kochanowskiego w Opolu

Cóż może przynieść duet Garbaczewski - Gombrowicz? Połączenie klasycznej groteski z niepowtarzalnym stylem reżysera, opierającym się na zabawie formą i przekraczaniu kolejnych granic stanowi swoisty eksperyment, wychodzący poza wszelkie schematy teatralne. Reżyser, jednocześnie pozostając wiernym tekstowi Gombrowicza, tworzy nowatorską formę oscylującą między teatrem a filmem

Według Gombrowicza „tragikomiczną historię Iwony ująć można w paru słowach. Książę Filip, następca tronu, spotyka na spacerze to dziewczę niepociągające... odpychające... Iwona jest rozlazła, apatyczna, słabowita, nieśmiała, nudna i trwożliwa. Książę od pierwszej chwili nie może znieść tego, że musi nienawidzić nieszczęsnej Iwony i wybucha w nim bunt przeciw prawu natury, które młodzieńcom nakazuje kochać tylko powabne dziewczęta. –Nie poddam się temu, będę ją kochał! –rzuca wyzwanie swej naturze i zaręcza się z Iwoną. Iwona, wprowadzona na dwór królewski jako narzeczona księcia, staje się czynnikiem rozkładowym. Obecność niema, zastraszona, jej rozlicznych defektów sprawia, iż każdemu przychodzą na myśl własne jego tajone braki, brudy, grzeszki... i wkrótce dwór zamienia się w wylęgarnię potworności. I każdy z tych potworów, nie wyłączając księcia, poczyna dyszeć żądzą zamordowania nieznośnej Cimcirymci. Dwór mobilizuje w końcu wszystkie swoje blaski, wszystkie wyższości i wspaniałości i "z wysoka" ją zabija”. (Dominique de Roux, "Rozmowy z Gombrowiczem", Paryż 1969).

Spektakl Garbaczewskiego stanowi coś na wzór \'hitchockowskiego\' thrillera. Reżyser postanawia ukazać całość za pomocą kamery, która podąża za bohaterami, poruszając się po tajemniczych pomieszczeniach i wąskich korytarzach. Wielość zbliżeń ukazujących napięcie, maniakalne spojrzenia sugerujące głęboko perwersyjne myśli (na przykład zbliżenie opuszka palca kierującego się w stronę oka, czy kawałka gruszki nabitego na ostrze noża) oraz doskonale dobrane motywy muzyczne (brawa dla Marcina Cecki) tworzą nastrój podszyty tajemnicą i grozą. Narastające napięcie, jak to bywa w dobrym dreszczowcu, nieustannie potęguje ciekawość. Boimy się, ale nie możemy przestać patrzeć. 

Reżyser wypełnia niemal całą scenę labiryntem, pozostawiając wolne jedynie surowe i zimne proscenium, oświetlone rażącymi świetlówkami. W tak chłodnej scenerii książę Filip w towarzystwie Cyryla spotyka Iwonę po raz pierwszy. Spoglądając z widowni na homoseksualny pocałunek głównych bohaterów, (ku zaskoczeniu publiczności, Iwonę początkowo odgrywa Łukasz Schmidt), w uszach widzów dudnią wypowiedziane chwilę wcześniej przez Filipa słowa „Rzeczy w tych godzinach poczęte mogą się obrócić na dobre albo złe...”.

Filmowa podróż rozpoczyna się w momencie zniknięcia aktorów za papierową płachtą. Od tej chwili przebieg wydarzeń publiczność ogląda jedynie na zawieszonym nad sceną dużym ekranie. Widoczne są jedynie refleksy świetlne, cienie oraz sprzęt realizatorski, unoszący się co jakiś czas nad sceną. Kamera biegnąca wzdłuż korytarzy labiryntu prezentuje kolejno bohaterów tragifarsy. W tle słyszymy utwór Placebo, „Running Up That Hill”.

Cała historia napędzana jest milczeniem tytułowej bohaterki. Ubrana w niebieską sukienkę Iwona (Aleksandra Cwen) w ujęciu Garbaczewskiego wcale nie sprawia wrażenia „rozmemłanej Cimcirimci”. Zdaje się posiadać wiedzę niedostępną innym – jest ponad tym wszystkim, co się dzieje wokół. Bohaterka nie chce niczego od świata, trzyma się mocno swoich ideałów, przez co jest potencjalnym zagrożeniem. „Nie jestem obrażona. Proszę mnie zostawić. To tak w kółko. W kółko. Każdy zawsze, wszystko zawsze. To tak zawsze. Precz! Precz! Precz! Won!”. Jej hermetyczność i świadomość prowadząca do izolacji jednocześnie intrygują i wzbudzają obawy. Mieszkańcy dworu czują zarówno ciekawość, pożądanie, jak i frustrację i zagrożenie. Obojętność nakręca spirale nienawiści, która odkrywa wady i słabości bohaterów. Wszyscy stają się nadzy niczym konstrukcja labiryntu na końcu spektaklu. Przestrzeń pozbawiona wszelkich sztucznych zasłon, rozdarte białe karty, ukazujące ekipę filmowców, przenoszą widzów w sam środek Gombrowiczowskiej krwawej jatki, gdzie nagromadzone emocje znajdują ujście w okrutnych zbrodniach.

Forma, jaką nadał przedstawieniu Garbaczewski, poruszyła większą część publiczności. Niektórzy niezadowoleni wychodzili jeszcze przed końcem spektaklu, inni z zaciekawieniem próbowali zmierzyć się z wizją reżysera. Poetyka filmu zrobiła na mnie duże wrażenie. Chwilami nie mogłam uwierzyć, że to, co widzę, dzieje się tu i teraz. Uznanie należy się więc ekipie realizatorów, którzy tak płynnie i umiejętnie zmontowali i przekazali obraz na żywo publiczności.

Całość, dopełniona doskonałą muzyką, ciekawą grą świateł oraz efektownymi obrazami stanowi niezapomniane estetyczne przeżycie, po którym trudno dojść do siebie. Jeżeli, jak niektórzy wróżą, taka jest przyszłość teatru, to ja już nie mogę się doczekać. Brawo dla całej ekipy teatralnej!

Katarzyna Majewska
Dziennik Teatralny Opole
1 czerwca 2012

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...