Migawki z malinowego balu

"Najmniejszy bal świata " - reż. Aneta Głuch-Klucznik - Teatr Zagłębia w Sosnowcu

Mam z pisaniem o Najmniejszym Balu Świata wcale nie najmniejszy kłopot. Literki na ekranie składają mi się bowiem na żarliwy pean ku czci twórczości literackiej Maliny Prześlugi, a znaki przestankowe i spacje przypominają co chwilę o tym, aby docenić i wyróżnić wszystkie poziomy tego znakomitego widowiska.

Wszyscy - aktorzy i dzieci - mam nadzieję, świetnie się bawią.

Tym zdaniem kończy się tekst "Najmniejszego Balu Świata". Jedyne, co mogę mieć autorce za złe po lekturze, wynika (jak mniemam) z jej skromności, za sprawą której pominęła we wspomnianym fragmencie didaskaliów widzów dorosłych. Pani Malino...

Stop.

Raz jeszcze:

AKAPIT BĘDĄCY PEANEM KU CZCI TWÓRCZOŚCI MALINY PRZEŚLUGI:

Jestem pod ogromnym wrażeniem sposobu, stylu i wdzięku z jakim autorka tekstu, zderza ze sobą znane z kultury i popkultury schematy użycia toposu Homo viator i przekłada je na transparentną, atrakcyjną, dowcipną i udaną literacko formę utworu dramatycznego dla dzieci. Imponuje mi sposób, w jaki autorka antropoformizuje bohaterów swojego tekstu, tworząc z niedorzecznie banalnych obiektów scenicznych galerię typów postaci, które przejmują, bawią i są błyskotliwą trawestacją zachowań dorosłych, widzianych oczyma dzieci. W końcu - zachwyca mnie sposób, w jaki Prześluga ucieka od moralizatorstwa, nasycając każdą scenę swojego tekstu pochwałą używania wyobraźni, kreatywnego i abstrakcyjnego myślenia, zachwycania się detalami codziennego życia, empatii, zrozumienia i czułości. To unikatowy talent, który - wnosząc z dotychczasowego dorobku autorki i efekcie pracy reżyserki z tekstem Najmniejszego Balu Świata - ma wspaniałe pole do rozwoju.

Prezentowany w ramach NÓWKI SZTUKI spektakl według tekstu Prześlugi wyreżyserowała Aneta Głuch - Klucznik, eksplorując technikę czarnego teatru, w ramach której podświetlane są tylko wybrane elementy kostiumów i scenografii (głównie ultrafioletowym światłem). Spektakl od pierwszej sceny zwraca uwagę pietyzmem i przywiązaniem w komponowaniu elementów świata przedstawionego. Szczególnie eksponuje przy tym fantazyjne zestawienia kolorystyczne i lekko abstrakcyjne wariacje na temat przedmiotów codziennego użytku. Najmłodsi widzowie szczególnie żywo reagowali na przekroczenie teatralnego rubikonu, które obywa się przez rzucenie w kierunku publiczności kalejdoskopowego światła, które przenosi nas na dwór Króla Maciupka i rebours - do świata "dużych". Każdorazowo zabawnie jest to ogrywane przez Pana Przechodnia (Przemysław Kania), który raz przypomina przy okazji o wyłączeniu telefonów komórkowych (które mogą popsuć magię panującą w świecie malutkiego królestwa) czy to o możliwości skorzystania w czasie przerwy z toalety i zaczepienia (znajdujących się w tym czasie w świecie dużych) postaci Króla Maciupka i Królowej Malusi. No i jeszcze mój faworyt, czyli szczere pytanie skierowane do widowni w momencie zawiązania akcji (" - Rozumiecie coś z tego?") oraz równie szczera, chóralna odpowiedź ("- Nieeeeeeee!).

W tym miejscu mogłoby nastąpić wyliczanie kolejnych świetnych pomysłów reżyserskich, ale są one w tym spektaklu po prostu zbyt liczne, jak na ten krótki wpis. Dość wspomnieć, że Aneta Głuch - Klucznik wykorzystała praktycznie każdą okazję, którą zaoferowała jej w tekście Malina Prześluga. Fenomenalne są tu ekspozycje postaci drugoplanowych. Świetnie rozwiązana jest scenografia, uruchamiająca wyobraźnie i opierająca się na ciągłych zmianach perspektywy "dużego" i "małego" świata. Doskonale dobrano muzykę, która szafuje gatunkami, ale potrafi też błysnąć popkulturowym skojarzeniem takim jak motyw z Mission Imposible włączony w scenę przeprawy bohaterów zaoferowanej przez cokolwiek rozchwianego (żeby nie rzec: zawianego) Komara.

Doskonale radzi sobie cały zespół aktorski, nic nie robiąc sobie z ograniczeń środków ekspresji, które narzuca konwencja. Rewelacyjną kreację stworzyła Edyta Ostojak, wcielająca się w rolę Królewny Migawki. Aktorka otrzymała wyróżnienie za tę kreację przyznane przez jury 20. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Ostojak czaruje od momentu wygłoszenia pierwszej kwestii. Młodsze dzieci jej kreacja może urzec charyzmą i ekspresją, którą skupia na sobie uwagę postaci i widzów. Dla starszych dzieci wyraźne jest przerysowanie, z jakim buduje postać rozkapryszonej nastolatki, przez co staje się ona komiczna, nie pozbawiając widzów szans na identyfikację z jej perypetiami i w końcu - z sensem jej przemiany.

Osiemdziesiąt minut spektaklu mija zdecydowanie zbyt szybko jak na mój gust, za to w idealnym tempie dla zgromadzonej na widowni dziecięcej publiczności. Po młodych widzach nie widać znużenia, z radością włączają się oni w akcję spektaklu, tańcząc Cza-czę (!) na tytułowym balu, który jest również wielkim finałem spektaklu. Najmłodsi widzowie mają przez ten czas liczne okazje, aby uczyć się rozróżniać się perspektywy, znaleźć przygotowanie do nauce o świetle, tak chętnie i widowiskowo używanym w spektaklu. Wszyscy podążają za klasyczną formą utworu drogi, która zmierzać musi do szczęśliwego zakończenia i podsumowania nabytych doświadczeń. Starsi widzowie mogą przypomnieć sobie przy okazji sens dobrego wychowania oraz nauczyć się wszystkich magicznych zaklęć, potrzebnych tak w świecie dużych jak i małych.

I tylko mi na końcu robi się trochę smutno, że nie widziałem tego spektaklu przed dwudziestoma pięcioma laty.

Uszaty Fotel
http://uszatyfotel.wordpress.com
25 września 2014

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia

Ballady i romanse
Gabriel Gietzky
Cóż może być bardziej romantycznego, ...