Mikrokosmos Czechowa

rozmowa z Agnieszką Glińską

W Teatrze Współczesnym w sobotę 19 grudnia premiera "Sztuki bez tytułu" Czechowa w reżyserii Agnieszki Glińskiej z Borysem Szycem w roli Płatonowa

Młodzieńcza sztuka Czechowa, która w polskim przekładzie Adama Tarna ma tytuł "Płatonow", często trafia na nasze sceny. Choć krytycy teatru i teoretycy literatury zarzucają jej wiele niedoskonałości, słabości charakterystycznych dla niedoświadczonego dramatopisarza, tekst wciąż inspiruje reżyserów.

Dorota Wyżyńska: Jerzy Jarocki wykroił z "Płatonowa" aż dwa spektakle, Krystian Lupa przygotował dwie wersje tej sztuki - grane przez dwa wieczory - "Wiśniową" i "Oliwkową". A jak powstawała twoja adaptacja? Z których wątków zrezygnowałaś, na czym się skupiłaś?

Agnieszka Glińska: Nasze pierwsze założenie było takie, że nic nie będziemy z tekstu wyrzucać. W pracy okazało się, że tak zupełnie nic, to się nie da. Ale nie wypadł żaden wątek, żadna postać.

Naszą ambicją było, żeby tego tekstu nie zubożyć. Aby nie sprowadzić sztuki do samego Płatonowa i jego relacji z kobietami. Bo przecież równie ważny jest tu kontekst świata, ludzie, wśród których żyje Płatonow: ich kondycja, mentalność, wzajemne zależności i uwikłania.

I dlatego wracasz do tytułu "Sztuka bez tytułu". W Polsce młodzieńczy dramat Czechowa, tłumaczony przez Adama Tarna, figuruje jako "Płatonow".

- Tytuł "Płatonow" pojawił się wraz z polskim tłumaczeniem i był sztucznie doklejony do tego utworu. Natomiast dla całości tekstu "Sztuka bez tytułu" wydała mi się tytułem idealnym i najpiękniejszym. W Rosji, a potem też w wielu materiałach dotyczących sztuki pojawiał się jeszcze jeden tytuł - "Bez ojcowizny".

Sięgnęłam po jedyny polski przekład sztuki Adam Tarna, ale dołączamy też fragmenty do tej pory nietłumaczone, które Czechow wykreślił w ostatecznej wersji utworu. Znalazłam je teraz zupełnie przez przypadek, robiąc dokumentację do spektaklu. Specjalnie na nasze zamówienie przetłumaczyła je Agnieszka Lubomira Piotrowska.

Istniało też podejrzenie, że tę młodzieńczą sztukę Czechow zniszczył.

- Ta sztuka ma skomplikowaną historię, wiele w niej niedopowiedzeń. Ale dla mnie najbardziej fascynujące jest to, że napisał ją tak młody człowiek.

To jest zupełnie inny dramat niż późniejsze utwory Czechowa. Podoba mi się w niej ta bezczelność i odwaga debiutanta.

René Śliwowski napisał, że w "Płatonowie" można odnaleźć zalążki tematów, które pojawią się w późniejszych utworach.

- Przy wielu inscenizacjach punktem odniesienia były późniejsze sztuki Czechowa, wyrafinowanie "Wiśniowego sadu", subtelność "Trzech sióstr", te wszystkie cechy przypisywano też "Płatonowowi", choć on - moim zdaniem - w ogóle ich nie ma.

To jest erupcja wyobraźni, polot w obserwowaniu ludzi i tego, co się między nimi dzieje. Ta sztuka powstała z innej materii niż te późniejsze utwory.

Ja lubię takie mikrokosmosy. Ten zapis świata i relacji międzyludzkich zrobiony z fotograficzną przenikliwością młodego Czechowa jest zaskakujący i bardzo współczesny.

Czytałam wiele książek i materiałów o Czechowie. Najciekawsze były te, które starały się pokazać "Sztukę bez tytułu" w pewnym kontekście historycznym. Czechow opisał świat, który go otaczał. Nazwiska niektórych bohaterów do dziś widnieją w spisach ludności z tamtego okresu. Akcja rozgrywa się na Ukrainie. Młody Czechow jeździł tam jako nauczyciel do dworu.

Powierzenie głównej roli Borysowi Szycowi to świetny chwyt marketingowy. Ale nie to przecież było twoim głównym celem. Dlaczego Borys Szyc?

- To gdzieś nad nami wisiało. Borys był moim studentem w Akademii Teatralnej. I już na drugim roku, kiedy pracowaliśmy w szkole nad scenami z Czechowa, zorientowałam się, że to gość, który może zagrać Płatonowa. Bo nie każdy może. Do tej roli trzeba mieć specjalny rodzaj wewnętrznej energii. Charyzmę. Intuicję aktorską.

Borys już na drugim roku studiów zagrał Płatonowa bardzo dobrze. I właśnie stąd wziął się pomysł na spektakl dyplomowy, który zrobiliśmy z jego rokiem dwa lata później. To było dziesięć lat temu. Potem wszystko toczyło się własnym rytmem. Dziś każdy jest już gdzie indziej, w innym momencie swojego życia. To jest zupełnie nowe spotkanie. Jestem szczęśliwa, że to spotkanie ma miejsce w Teatrze Współczesnym. Że mój powrót do Czechowa, zbiegł się z moim powrotem na Mokotowską. Tak widocznie miało być.

A co dla ciebie znaczy ten powrót do Czechowa? Ktoś kiedyś napisał, że ty sama jesteś jak postać z Czechowa.

- Dla mnie ten powrót... jest dziką radością. Ostatnio miałam okazję pracować nad Czechowem jedynie w Akademii Teatralnej. Teraz - jak się tak zagłębiam w jego twórczość, to myślę, że całe życie mogłabym zajmować się tylko Czechowem i byłabym najszczęśliwsza na świecie. To jest taka literatura, że za każdym razem jak się do niej wraca, na kolejnym etapie życia, można wyczytać w niej zupełnie co innego. Studnia bez dna. Można nurkować bez końca.

Inna sprawa, że to, w jaki sposób Czechow patrzył na ludzi, jest mi bardzo bliskie. Ja też mam zawsze potrzebę przeniknięcia człowieka takim "rentgenem", dowiedzenia się czegoś więcej, jednocześnie z akceptacją, którą myślę, że w sobie mam, i świadomością, że każdy z nas jest, jaki jest. Nie jestem od wytykania słabości, ale od dociekania, od zrozumienia. A sztuki Czechowa są fenomenalnym polem do takich poszukiwań.

A jak widzisz w "Sztuce bez tytułu" kobiety? Którą najlepiej rozumiesz?

- Czechow pokazuje tu cztery kompletnie różne typy kobiet. Kobiet, nie marionetek. Pokazuje, jak z góry wyznaczona rola może być dla nich więzieniem. Minęło dobrze ponad sto lat, a tak naprawdę niewiele się zmieniło. Nadal są kobiety, które zawieszają się na facetach, bo nie potrafią być niezależne. Nadal są kobiety, które są - można powiedzieć - wolne czy wyzwolone, a jednak brakuje im najbardziej podstawowych rzeczy, a przed wszystkim brakuje im miłości. Nadal są kobiet, które walczą o swoje prawa, emancypację i są totalnie wyśmiewane. Nadal są i takie, jak z Almodóvara - "na skraju załamania nerwowego". Kompletnie nie potrafią odnaleźć się w tej wyznaczonej im przez świat roli, bo mają inny potencjał. Każdy typ przedstawiony jest tu niesłychanie dotkliwie. W każdej odnajduję kawałek siebie.

Teatr Współczesny: "Sztuka bez tytułu" Czechowa. Przekład Adam Tarn, Agnieszka Lubomira Piotrowska. Reżyseria: Agnieszka Glińska, scenografia: Magdalena Maciejewska, kostiumy: Agnieszka Zawadowska, muzyka - Jan Duszyński. Występują m.in.: Monika Krzywkowska, Katarzyna Dąbrowska, Dominika Kluźniak, Borys Szyc, Andrzej Zieliński, Damian Damięcki, Krzysztof Kowalewski, Janusz Michałowski. Premiera 19 grudnia.

Dorota Wyżyńska
Gazeta Wyborcza Stołeczna
17 grudnia 2009

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia