Miłość na salonach

"Wesoła wdówka" - reż: Henryk Konwiński - Opera Śląska w Bytomiu

Komu tęskno za klimatem przedwojennych salonów, na których bawiła się arystokracja, niechaj co żyw bieży na "Wesołą wdówkę" do Opery Śląskiej. Operetka ta, skądinąd przeurocza, przeniesie nas w świat pięknych kobiet w lśniących brokatem sukniach wieczorowych, eleganckich mężczyzn w nienagannych frakach, miłosnych intryg, zabiegów i wybiegów, a wszystko to przy akompaniamencie pięknej muzyki i doskonałej choreografii tanecznej.

Bal w paryskiej ambasadzie księstwa Pontevedry z okazji urodzin księcia. Panuje iście szampański nastrój, jednak wszyscy z napięciem oczekują przybycia gościa specjalnego. Jest nim nie kto inny, a piękna Hanna Galwari (Aleksandra Stokłosa), wdowa z zaledwie ośmiodniowym małżeńskim stażem. Okazuje się, że długość jej pożycia w stadle jest wręcz odwrotnie proporcjonalna do dziedziczonego przez nią spadku. Jest nim wielce kusząca, okrągła sumka 20 milionów, z której znaczną część uszczknąć będzie mógł zapewne kolejny mąż Hanny. Wdowę błyskawicznie otacza tłum adoratorów, jednak zdaje ona sobie doskonale sprawę z przyczyn swego powodzenia. 

W poczuciu obowiązku wobec ojczyzny baron Mirko Zeta (Włodzimierz Skalski) zleca swojemu podwładnemu, hrabiemu Danile (Feliks Widera), ożenek z wdówką. Jednak ten przesympatyczny kobieciarz chce za wszelką cenę pozostać wierny swej dewizie: „Kochaj się często, zaręczaj rzadko, a ślubu nie bierz nigdy”. Ze wszystkich konkurentów o rękę Hanny baron Zeta obawia się szczególnie Kamila de Rosillon, rodowitego Francuza, zdobywcy serc niewieścich, ponieważ wtedy majątek po bankierze zostałby bezpowrotnie utracony, zasilając obce państwo. Biedak nie wie, że piękny młodzieniec pała ognistym uczuciem, ale do uroczej Walentyny (Leokadia Duży), czyli pani baronowej we własnej osobie. W miarę rozwoju akcji, dowiadujemy się, że w zasadzie w całym towarzystwie zakochanych jest wielu, ale wierni pozostają nieliczni. 

Podczas spektaklu aktorzy i tancerze dają z siebie wszystko. Aleksandra Stokłosa wyczarowała postać pięknej i inteligentnej kobiety, gdzie każdy gest, maniera i każda kwestia zdają się skrojone na miarę, przyczyniając się do budowania niepowtarzalnego nastroju. Hrabia Daniłło w wykonaniu Feliksa Widery to człowiek przesympatyczny, pełen humoru i o wielkim sercu, jakby rodem z Kabaretu Starszych Panów. Przekomiczna postać kancelarzysty Niegusa (Hubert Miśka) bawi widzów do łez, podobnie jak pełen zaufania do swojej żony baron Miron Zeta Włodzimierza Skalskiego. Każdą z pojawiających się postaci można by wychwalać bez końca, bo każda jest elementem spektaklu układającego się w dzieło pełne ciepła i humoru. 

Najbardziej magicznym momentem okazuje się scena, w której Hanna i Daniłło wreszcie wyznają sobie swoje uczucia w piosence „Usta milczą, dusza śpiewa” i kiedy do śpiewu cichutko włącza się publiczność. Przez salę płynie melodyjne murmurando. Wobec takiego zjawiska nie można pozostać obojętnym. 

Operetka ta od tak wielu lat cieszy się wśród widzów niesłabnącą popularnością, bo temat miłości zawsze pozostanie aktualny. Uczucie, na przeszkodzie którego stają pieniądze, chorobliwa zazdrość męża pilnie strzeżącego małżonki czy beztroska rogacza szczycącego się wiernością swej połowicy – wszystko to wzrusza, bawi i zachwyca. Opera Śląska stworzyła prawdziwe cudeńko, w którym aktorzy zachwycają kunsztem, stroje mienią się wszystkimi kolorami tęczy, dekoracje oczarowują przepychem, a muzyka przenosi nas w magiczne miejsce z innej epoki.

Agnieszka Burek
Dziennik Teatralny Katowice
25 czerwca 2009

Książka tygodnia

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III: 1910-2000
Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia