Miłość w oparach blichtru

"La Traviata" - reż. Simon Stone - Opéra National de Paris - Multikino

Miłość pięknej kurtyzany, która rozdzielona z ukochanym umiera na gruźlicę, to nadal jedna z najsłynniejszych i najchętniej oglądanych historii na scenach operowych. Czy mogłaby się wydarzyć dzisiaj? Bardzo możliwe, że tak, co udowadnia Simon Stone w swojej realizacji "La Traviaty". Jego inscenizację z paryskiej opery mogli zobaczyć widzowie Multikina.

Przedstawienie przygotowano w 2019 roku. Obecnie z powodzeniem gości ono na deskach Wiener Staatsoper.

Verdi napisał swoją operę na podstawie słynnej "Damy kameliowej" Aleksandra Dumasa syna. Verdi zetknął się ze sztuką Dumasa podczas swojej wizyty w Paryżu w 1852 r. i od razu uznał, że świetnie nadaje się na libretto opery. Mimo to przez pewien czas wahał się, czy jej tematyka nie zrazi publiczności. Ostatecznie librecista i przyjaciel Verdiego Francesco Piave złagodził obyczajowy wydźwięk oryginału i wystawiono ją w Wenecji. Okazała się skandalem – publiczność nie przywykła jeszcze do oglądania kurtyzan na scenach operowych. Dramat Violetty był jawną krytyką ówczesnych pruderyjnych stosunków panujących.

Dzisiaj społeczeństwo jest równie przeżarte konwenansami, jak dawniej, ale za to umiejętniej to ukrywa. Ale mieszczańskość ma się dobrze, zwłaszcza jeśli do głosu dochodzą środowiska konserwatywne. Dlatego współczesna realizacja opery nic nie traci na swojej aktualności.

Australijski reżyser Simon Stone przenosi akcję dzieła do dzisiejszego Paryża, pełnego elegancji, ale i rozpasania. "La Traviata" w reżyserii Simona Stone'a to opera Giuseppe Verdiego przedstawiona w zupełnie nowej, uwspółcześnionej formie, ale nadal zgodna z oryginalnym tekstem libretta słynnego arcydzieła.

Bohaterka jest celebrytką, żyje w świecie blichtru, ma mnóstwo polubień w mediach społecznościowych, co dzisiaj staje się niemal obowiązkiem celebrytów. Podobnie jak strzelanie sobie selfie, bywanie na czerwonych dywanach, życie z reklam. Violetta jest obecna wszędzie tam, gdzie powinna być obecna, czyli w świecie wirtualnym, bo to on nadaje ton życiu dzisiejszych celebrytów, ale też zwykłych śmiertelników, którzy marzą o byciu celebrytami albo po prostu marzą o lepszym świecie. Violetta w tym lepszym świecie bryluje, ale ta historia obnaża ten świat, uwypukla wszystkie jego wady. Jak za czasów Verdiego obnażała pruderię, hipokryzję i konserwatyzm społeczeństwa, tak dzisiaj obnaża dokładnie te same cechy, wiecznie żywe, plus wirtualność i płytkość w relacjach międzyludzkich przeniesionych do internetu.

Violetta nie może być z ukochanym Alfredem, bo społeczeństwo uznałoby to za skandal i mezalians. Kiedyś. Ale czy dzisiaj jesteśmy bardziej postępowi w kwestiach obyczajowych? Chyba nie do końca. Klasowość społeczeństwa to temat wciąż aktualny, chociaż umiejętnie ukrywany, bo mało popularny.

Simom Stone pokazuje to w swoim spektaklu, w czym pomaga mu scenografia oparta na scenie obrotowej scenie, dzięki której płynnie przenosimy się z miejsce na miejsce. Jest w zasadzie minimalistyczna, chociaż nie sprawia takiego wrażenia, dzięki czemu nie mamy nawarstwienia kiczowatych gadżetów, o które bardzo łatwo w takim środowisku. To duży atut tego przedstawienia. Istotne jest również to, że niemal wszyscy cały czas noszą przy sobie telefony, co pokazuje jak bardzo wirtualne stało się nasze życie i jak mało znaczące jest wszystko, czego nie możemy zobaczyć w telefonie.

Zdecydowanie bogatsze mamy kostiumy, które również balansują na granicy kiczu, ocierają się wręcz o kamp, ale wszystko w dobrym guście. W końcu mamy karnawał w Paryżu i można sobie pozwolić na trochę więcej.

Ale najważniejsza jest muzyka. Dzisiejsza krytyka uważa "La Traviatę" za najdoskonalsze i zupełnie nowatorskie dzieło kompozytora. Podkreślana jest kameralna atmosfera opery (w przeciwieństwie do większości utworów Verdiego np. „Aidy"), wartość literacka libretta oraz nastrojowość muzyki, która świetnie wyraża i podkreśla uczucia bohaterów.

W rolę Violetty wciela się Pretty Yende – południowoafrykańska sopranistka, która na co dzień występuje w mediolańskiej La Scali, nowojorskiej The Metropolitan Opera i Wiedeńskiej Operze Państwowej. W Operze Paryskiej z sukcesem wzięła na swoje barki arcytrudną wokalnie i aktorsko rolę paryskiej kurtyzany, która bez pamięci zakochuje się w jednym ze swoich adoratorów.
to duże wyzwanie, bo artystka jest niemal przez całe przedstawienie na scenie i pokazuje wokalne wyżyny. Aktorsko jest równie dobra. Gra naturalnie, emocjonalnie, bo, jak sama podkreśla, jej śpiew wychodzi z jej duszy. Jak dużo ją to kosztowało widać, kiedy wychodzi do ukłonów.

Jej partnerem jest Benjamin Bernheim, francuski tenor, który najczęściej gra role romantyczne. Może nie jest typowym amantem, ale w końcu, jak sam śpiewak mówi o swoim bohaterze - to synek tatusia, niespecjalnie męski, niespecjalnie radzący sobie w życiu, więc trudno oczekiwać od niego stereotypowej męskości. Niewątpliwie zakochuje się w Violetcie, co należy zaliczyć mu na plus. A sam artysta ma doskonały głos do tej roli i wykonuje swoje zadanie bardzo dobrze.

Warto też pochwalić Jean- François Lapointe'a wcielającego się w rolę ojca Alfreda. Jego baryton robi równie mocne wrażenie, co sopran Pretty Yende i tenor Benjamina Bernheima.

Może "La Traviata" za pierwszym razem poniosła porażkę, ale następnym razem opera odniosła sukces i na stałe wpisała się w kanon operowy. A paryską realizację warto zobaczyć ze względu na wysoki poziom artystyczny oraz subtelne i gustowne podejście do współczesności.

"La Traviata" - muzyka: Giuseppe Verdi, libretto: Francesco Maria Piave, dyrygent: Michele Mariotti, reżyseria: Simon Stone, scenografia: Bob Cousins, kostiumy: Alice Babidge, zdjęcia: Charles Duprat/OnP.

Obsada: Violetta Valéry - Pretty Yende, Flora Bervoix - Catherine Trottmann, Annina - Marion Lebègue, Alfredo Germont - Benjamin Bernheim, Giorgio Germont - Jean-François Lapointe, Gastone - Julien Dran, Baron Douphol - Christian Helmer, hrabia d'Obigny - Marc Labonnette, doktor Grenvil - Thomas Dear, Giuseppe - Luca Sannai, lokaj - Enzo Coro, komisarz - Olivier Ayault.

Małgorzata Klimczak
Dziennik Teatralny Szczecin
11 lutego 2022
Portrety
Simon Stone

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia