Miłość w operze

Od Mozarta do Wagnera - Opera i Filharmonia Podlaska w Białymstoku

Opera bez miłości i namiętności obejść się nie może. On jej szuka przez dwa akty, czując na plecach oddech psychopatycznej teściowej, ona w przebraniu chłopca idzie dla niego do więzienia. On oddaje się rozpuście ze zmysłową boginią, ona za niego się modli i w końcu umiera.

Na razie tylko w piątek na scenie Filharmonii, bo w  prawdziwym życiu okoliczności związków kobiety i mężczyzny bywają zwykle bardziej prozaiczne.  "...jeszcze się nie żenię, ale na Nowej Gwinei zapewne się ożenię z Papuaską; to taniej kosztuje niż męska obsługa, a rozwody łatwe. Kobiety lepiej zresztą piorą bieliznę" - napisał w jednym z listów sławny etnolog, antropolog społeczny i teoretyk kultury Bronisław Malinowski.

Kompozytorzy i libreciści operowi kobiety cenili wyżej, obsługą mężczyzn zajmować się nie kazali. Wprost przeciwnie, zdecydowanie więcej obowiązków przydzielili mężczyznom.

Po pierwsze, muszą oni te kobiety oczarować, co do łatwych zadań nie należy, bo na scenie operowej konkurencja jest mordercza, nawet u radosnego Mozarta. Hrabia Almaviva z „Wesela Figara”  ma pozycję, władzę i pieniądze, a mimo to nie udaje mu się uwieść żoninej pokojówki Zuzanny, bo ta woli małżeństwo z jego służącym Figarem. Z kolei Cherubin, paź Hrabiego, uwodzi w pałacu wszystkie stworzenia rodzaju żeńskiego, ale zazdrosny Hrabia niweczy te sukcesy, mianując czarusia oficerem i wysyłając go do Sewilli. Co jest lepsze, kobieta czy mundur, wytłumaczy z dużym okrucieństwem Figaro, który w tych męskich rozgrywkach zgarnie główną wygraną czyli noce z urodziwą kobietą. Aria „Non piu andrai, farfallone amoroso…” („Nie będziesz już latał kochliwy motylku, z kwiatka na kwiatek…”), w piątek w wykonaniu Wojtka Gierlacha, jednego z najlepszych polskich basów młodego pokolenia, bywa przyczyną głębokiej melancholii melomanów płci męskiej.

Po drugie, nawet jeżeli mężczyzna spotyka wreszcie kobietę w swoim guście, jak ptasznik Papageno w mozartowskim „Czarodziejskim flecie” (ów ideał opisze aria „Ein Mädchen oder Weibchen”, także w mistrzowskim wykonaniu Wojtka Gierlacha), to ją zaraz traci, co musi mu odebrać chęć do życia.  Jeśli jednak Papageno-Gierlach będzie miał w piątek szczęście, to sznur nie zdąży się zacisnąć na jego szyi, bo zjawi się Papagena (Anna Filimowska-Wolfinger, piękny sopran) i obieca mu przynajmniej tuzin dzieci, co z niejasnych powodów zachwyci ptasznika.
Po trzecie, teoretycznie mężczyzna musi się okazać godny kobiety, tym bardziej jeśli nosi zbroję rycerską (a u Wagnera prawie jej nie zdejmuje), ale summa summarum takie poświęcenie się nie opłaca.

Rycerz wielbi damę swego serca, spełnia jej życzenia, ale na to, że dostanie więcej niż szarfę przypinaną do zbroi turniejowej liczyć raczej nie może. Tannhäuser, tytułowy bohater wagnerowskiej opery, wywołuje skandal na turnieju śpiewaczym, bo opiewa miłość zmysłową, której zakosztował w ramionach samej Wenus. I tym samym łamie serce pięknej i czystej Elżbiecie. Co z tego, że godniejszy jej uczuć jest Wolfram, rycerz idealny i zakochany. Co z tego, że gdy on śpiewa „Pieśń do gwiazdy” (O du, mein holder Abendstern…o moja cudowna, wieczorna gwiazdo) kobiety wyciągają chusteczki. Nawet  dla Wolframa – Zenona Kowalskiego (a ten baryton ma wagnerowską moc) Elżbieta nie wyrzuci z serca zepsutego Tannhäusera. Taki jest los szlachetnych mężczyzn. Dlatego lepiej brać przykład z Bronisława Malinowskiego.

Beata Maciejewska
Materiały OiFP
8 lutego 2012

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia