Miłość w ruinach World Trade Center

"Koniec to nie my" - reż. Marcin Liber - Teatr Studio w Warszawie

W Teatrze Studio Marcin Liber reżyseruje sztukę o miłości, którą zabił atak z 11 września 2001 r. Atak, który zmienił życie tysięcy ludzi. Nie tylko bliskich ofiar, ale i zamachowców. Czy można współczuć żonie terrorysty?

Lot United Airlines, numer 93, rozpoczął się z 40-minutowym opóźnieniem. W końcu samolot wystartował o 8.42 z Newark w New Jersey, kierunek - San Francisco, Kalifornia. Na pokładzie było siedmiu członków załogi i 33 pasażerów. A dokładnie 37, ale terrorystów trudno traktować jak innych podróżnych. Porywają samolot i zmieniają kurs, kierują się na Waszyngton. Celem jest Biały Dom lub Kapitol, do dziś tego nie ustalono. Pasażerowie nie dają jednak za wygraną i próbują odbić samolot z rąk muzułmańskich terrorystów. Walka kończy się gwałtownym runięciem samolotu na pole w Pensylwanii niedaleko malutkiego, sennego Shanksville. Jest 10.03. Za sterami samolotu siedział Zijad Jarrah, mąż Aysel. 

To nie jest sztuka o terroryzmie

Obydwoje stają się w 2006 r. bohaterami sztuki niemieckiego reżysera i dramatopisarza Carstena Brandaua. "Koniec to nie my" (Wir sind nicht das Ende) ląduje po raz pierwszy na deskach Schauspiel Dortmund dwa lata później, by w 2013 r. przywędrować do Polski. Zijad zostaje Zijadem, Aysel staje się Aishą. W sztuce dostaje nowe imię, w życiu też je zmieniła. Żyje gdzieś, nie wiadomo gdzie. Zniknęła.

- Czytam bardzo dużo sztuk, ale przekładam tylko te, które mnie poruszają - wyjaśnia Iwona Nowacka, tłumaczka, i dodaje: - Tak było w tym przypadku. Historia Zijada i Aishy mnie wzruszyła, serce mi szybciej zabiło. To nie jest sztuka o terroryzmie, ale o kobiecie porzuconej przez mężczyznę jej życia i przez społeczeństwo, jako żonie zamachowca odebrano jej właściwie prawo do żałoby. Zresztą nie tylko jej, zabrano je rodzinom wszystkich uczestników ataków 11 września. Wszyscy terroryści mieli przecież rodziny: matki, ojców, siostry, braci, dziadków. Czy im można współczuć?

Wystawieniem sztuki w Teatrze Studio w Warszawie zainteresował się jeden z najbardziej utalentowanych i głośnych reżyserów teatralnych - Marcin Liber. Sam przyznaje, że złapał się na haczyk terroryzmu, to temat, który go interesuje, ale w miarę czytania zdał sobie sprawę, że to po prostu tekst o miłości, a o miłości to Liber jeszcze spektaklu nie robił.

- I na tym właśnie polega przewrotność tej sztuki - mówi Iwona Nowacka. - Ludzie myślą, że przyjdą na spektakl o tym, że terroryzm jest zły, a tu niespodzianka. Bardzo jestem podekscytowana pracą nad tym tekstem i cieszę się ogromnie, że zabrał się za nią właśnie Marcin, bo to jest od dawna mój absolutnie ulubiony reżyser. Zobaczymy, co z tego wyjdzie i jak sztukę przyjmie polska widownia.

Kocham cię, kocham cię, kocham się

Zijad Jarrah urodził się w muzułmańskiej rodzinie w wiosce Mazraat, na przedmieściach Bejrutu. Rodzice posyłali go do chrześcijańskich szkół, bo były najlepsze (i najdroższe). Mały Zijad od zawsze chciał byś pilotem, samoloty budował z klocków. W czasie wolnym grał z kuzynami w koszykówkę i pływał. Był dobrym, spokojnym chłopakiem.

W 1996 r. Zijad wyjeżdża do Niemiec, do malowniczego, hanzeatyckiego Greifswaldu, i już nigdy nie wróci do domu. Tam poznaje 22-letnią, starszą od niego o rok Aysel S., pochodzącą z tureckiej rodziny, ale urodzoną już w Niemczech. Obydwoje świetnie do siebie pasują: nie są religijni, ubierają się po europejsku, imprezują, studiują. Aysel - medycynę najpierw w Greifswaldzie, potem w Bochum, a Zijad - budowę samolotów w Hamburgu. Są bardzo szczęśliwą parą. Do czasu.

Rozłąka z ukochaną i samotność w Hamburgu zaczynają dokuczać Zijadowi. Poznaje Mohameda Attę, tego, który kilka lat później wbije Boeinga 767 w północną wieżę World Trade Center i w rezultacie zabije ponad 1600 osób. Ta znajomość zaczyna zmieniać uśmiechniętego Zijada w ponurego fanatyka: przestaje pić alkohol, zapuszcza brodę, coraz częściej krytykuje Aysel za to, jak się ubiera. W jego słowniku pojawia się słowo "dżihad", niedługo wyjeżdża do Afganistanu - jak się okazuje później, na szkolenie terrorystyczne. Po powrocie wyjeżdża do USA, chce się szkolić na pilota. Przecież marzył o tym od małego.

Rozstanie ukochanych jest trudne, ale miłość nadal kwitnie. Aysel odwiedza Zijada w Ameryce. Potem on przyleciał do Bochum, była końcówka lipca 2011 r. Zanim sześć tygodni później, 11 września, Zijad wszedł na pokład samolotu do San Francisco, zadzwonił do Aysel, żeby powiedzieć, że ją kocha, bardzo kocha.

W liście pożegnalnym, który Aysel dostaje po zamachu, Zijad zapewnia ją o swojej wielkiej miłości. Pisze, że czeka na nią w raju, gdzie będą wiedli wspólne szczęśliwe życie. Aysel przechodzi załamanie nerwowe, zmienia imię i nazwisko. Znika.

Wszyscy jesteśmy ofiarami

- Mamy niemiecką sztukę o bohaterach wychowanych w muzułmańskiej tradycji robioną przez Polaków. To wszystko jest ciekawym miksem, budującym jednocześnie jakiś dystans - opowiada Marcin Liber. - Staramy się tu wszyscy zrekonstruować myśli, które towarzyszyły naszym bohaterom, próbować zrozumieć ich motywacje, chcemy sprawdzić, gdzie to nas zaprowadzi.

Marcin Bosak, grający Zijada: - To poszukiwanie jest bardzo ważne, nie rościmy siebie prawa do pouczania kogoś, ferowania moralnych osądów. Niech każdy rozważa tę historię sam. Mnie osobiście, muszę to przyznać, trudno wgryźć się w postać Zijada, bo nie potrafię zrozumieć, co kieruje człowiekiem, który rezygnuje ze swojego życia w imię fanatycznych przekonań. Dlatego praca nad tą postacią to nieustanne przybliżanie się i oddalanie. Kiedy oglądałem w Internecie filmy z 11 września, byłem nimi oczywiście wstrząśnięty, a potem znalazłem jakieś nagranie, na którym uśmiechnięty Zijad tłumaczy coś koledze. Taki sympatyczny, uśmiechnięty gość. Jak to możliwe, że zrobił to, co zrobił? Cały czas staram się to rozgryźć.

- A w tym wszystkim jest ona - dodaje Lena Frankiewicz (Aisha). - Pozostawiona sama sobie kobieta, która próbuje, tak jak każdy człowiek, przejść przez wszystkie fazy żałoby po ukochanym. W dodatku Brandau wpuszcza do sztuki kolejnych Zijadów, gmatwa historię. Każdy może zapytać siebie: czy mógłbym zostać Zijadem?

Twórcy spektaklu chcą zaprosić widzów do wysłuchania opowieści bez morału. Każdy musi zadecydować w swoim sumieniu, co myśli o Zijadzie czy Aishy. Całość skonstruowana jest tak, że zamiast scen są pieśni, bo muzyka jest najlepszym nośnikiem emocji. A emocje są kluczowe, kiedy fakty są zagmatwane. Fakty, należy dodać, zbudowane na rachitycznych fundamentach naszej zachodniej wiedzy o świecie islamu. To wiedza złożona z gazetowych strzępków, krzykliwych nagłówków, telewizyjnych newsów o kolejnym ataku muzułmańskich fanatyków. Mamy żyć w strachu przed muzułmanami.

- I to jest właśnie pokłosie 11 września, ta cała narracja podsycająca w świecie zachodnim nienawiść do muzułmanów - mówi Marcin Liber. - Mamy przestać ich traktować jak ludzi, nieustannie ich odczłowieczamy. Muzułmanie mają wywoływać w nas strach. W tym sensie wszyscy jesteśmy ofiarami zamachu na WTC, wszyscy dajemy się manipulować przez coś, co się nazywa walką z terroryzmem. Tylko co to oznacza i gdzie nas prowadzi?

Iwona Nowacka: - Kiedy tłumaczyłam tę sztukę, bardzo się zżyłam z jej bohaterami, wydrukowałam sobie ich zdjęcia, które miałam cały czas na biurku. Nieustannie myślałam też o tym, że to przecież prawdziwi ludzie, a nie wymyślone postaci. W pewnym momencie zaczęłam nawet bronić Zijada, że to przecież dobry człowiek był, że go zmuszono, że źle trafił. Ale czy można bronić terrorysty?

Z listu pożegnalnego Zijada do Aysel: "Biorę cię w ramiona i składam pocałunki na twych dłoniach i czole. I dziękuję ci, i przepraszam za te piękne, ciężkie pięć lat, które spędziłaś ze mną. Jestem twoim księciem i wrócę po ciebie. Do zobaczenia! Twój mąż na zawsze. 10 września 2001 roku".

Korzystałem z tekstu Iwony Nowackiej "Przy jednym stole"

Mike Urbaniak
Przekrój
29 sierpnia 2013

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia