Miłość zhańbiona, a jednocześnie wzniosła

"Pierwszy" - reż: Aneta Adamska - Teatr Przedmieście w Łańcucie

Szczerość w emocjonalnym przekazie i pokusa nowatorskiego aktorstwa są wartością uwspółcześnionej wizji treści zaczerpniętych z opowiadania Marka Hłaski "Ósmy dzień tygodnia“ na scenie Teatru Przedmieście z Łańcuta k. Rzeszowa. Wadą jest sztuczność w wypowiadaniu poszczególnych kwestii.

Młodzi aktorzy nie usiłują być na scenie kimś, nie zdają się grać nikogo konkretnego, grają stany emocjonalne kogoś. Czyli są w takim stanie ducha, który jako forma przekazu może być istotą aktorstwa. Lecz, czy te stany emocjonalne grają, czy w nich są jedynie z racji swoich osobowości stanowi granicę cienką i nie dopowiedzianą do końca. 

Już sam tytuł spektaklu - „Pierwszy“ określa zamiar translacji scenicznej Anety Adamskiej. Reżyserka dość swobodnie rezygnuje z tych treści „Ósmego dnia tygodnia“, które nie służyły by jej wizji tego, co ma być przedstawione. „Pierwszy“ jest opowieścią o miłości, zwulgaryzowanej i zhańbionej, ale jednocześnie wzniosłej i czystej. Miłości postrzeganej i przeżywanej przez kobietę, a nie, jak u Hłaski, przez mężczyznę. U Adamskiej, oni – mężczyźni, to małostkowi tchórze lub gruboskurni samce prymitywnie realizujący swoje seksualne potrzeby. 

Na szczęście tak jednostronnie przedstawione relacje pomiędzy kobietą i mężczyzną chyba trochę wbrew założeniu inscenizatorki w sumie mają wymiar tragikomiczny. Widz ma prawo potraktować spektakl nieco z przymrużeniem oka. Czemu dobrze służy uboga scenografia: dwa stoliki i dwa krzesła, jeden ze stolików, to jednocześnie łożko na którym przydaża sie ten pierwszy raz. Ważną rolę spełnia muzyka - intensywna, orzeźwiająca, zależna od sytuacji.

Zapada w pamięć scena przemykania się ubranych na szaro i byle jak siermiężnych postaci. Jest groteskowa i komiczna.

Uwagę zwraca oszczędna gra Iwony Żyteckiej, wrażliwie mówiącego Hłaską Łukasza Lisowskiego i kontrastowa wobec jego postaci, bardzo wyrazista we wzbudzaniu negatywnych emocji rola Rafała Biegi. Chociaż w sumie za dużo jest krzykliwości i rezonerstwa, które teatrowi nigdy nie służą dobrze.

Mimo to, widz nie wychodzi z tego spektaklu obojętny. Nie pozwalają na to jego surowość, szczerość, napięcie i dobitnie wyrażana niezgoda na otaczająca nas część rzeczywistości.

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
20 maja 2010

Książka tygodnia

Matkobójcy
Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego
Joanna Komorowska

Trailer tygodnia

Mewa
Jarosław Fedoryszyn
Po sukcesie, jaki odniósł plenerowy s...