Misterium Męki Pańskiej

Niewiele jest miejsc w Polsce, gdzie można „na żywo” rozpamiętywać mękę i śmierć Chrystusa. W Wielkim Tygodniu zapraszamy naszych Czytelników do wspólnej podróży w czasie i przestrzeni. Pojedziemy do Górki Klasztornej - niewielkiej osady położonej kilometr od miasteczka Łobżenica w powiecie pilskim.
Ludu, mój ludu, cóżem ci uczynił W czymem zasmucił, albo w czym zawinił Ja cię wywyższył między narodami Tyś mnie na krzyżu podwyższył z łotrami... (fragment pieśni wielkopostnej z XVI w.) - Na naszym misterium odtwarzamy najważniejsze sceny z historii ludzkości. To Słowo Boże przedstawione w obrazowy sposób. Ważne, by zabrać stąd coś ze sobą, nie tylko zobaczyć -zaapelował ks. Grzegorz Kałdowski do tysięcy pielgrzymów przybyłych 1 kwietnia na wspólne przeżywanie tajemnicy męki Zbawiciela. W tym najstarszym polskim sanktuarium maryjnym, którego początki sięgają 1079 r., od 23 lat w okresie Wielkiego Postu odgrywane jest jedno z nielicznych w kraju widowisk pasyjnych. Przywołuje ono nie tylko ostatnie chwile ziemskiego bytowania i męczeństwo Jezusa, ale czci również ofiary pomordowane w czasie II wojny światowej, gdy na terenie klasztoru działał hitlerowski obóz zagłady. Pomysłodawcą, organizatorem i reżyserem misterium był ks. Jan Czekała MSF, który sam początkowo odgrywał rolę Chrystusa. Cały scenariusz widowiska został oparty na ewangeliach i książce Romana Brandstaettera „Jezus z Nazaretu”. Zorganizowane z rozmachem widowisko trwa trzy godziny i biorą w nim udział aktorzy, ubrani w stroje z ówczesnej epoki. W postać Jezusa tradycyjnie wcielił się kapłan ze Zgromadzenia Misjonarzy Świętej Rodziny. W tym roku był to ks. Joachim Leszczyna. Inne role grają od lat okoliczni rolnicy i rzemieślnicy razem ze swymi rodzinami - w sumie sto osób z sześciuset zamieszkujących całą parafię! Nikt ich nie zmuszał, nikt im za to nie płaci. Musieli przełamać tremę, nauczyć na pamięć długich fragmentów trudnego tekstu, czasem uodpornić na ludzkie złośliwości. Wiosenna kapryśna aura też nie rozpieszcza aktorów i pielgrzymów. Częstymi zjawiskami są deszcz, błoto. Nieraz panuje dokuczliwy ziąb, prószy śnieg. Akcja misterium rozgrywa się na dziedzińcu pod murami kościoła i klasztoru, na Placu Objawienia, blisko studzienki, gdzie niegdyś ukazała się Matka Boska. Zaczyna się sceną z pałacu Kajfasza. Wśród najwyższych kapłanów powstaje plan pojmania Chrystusa, do którego wciągają Judasza. Potem przenosimy się do wieczernika. Mistrz z apostołami zasiadają do ostatniej wieczerzy. Jesteśmy świadkami mycia nóg i ofiary eucharystycznej. Pierwsze poruszenie nadchodzi, gdy w tłum widzów apostołowie podają kawały chleba błogosławionego przez Chrystusa. Ludzie cisną się i wyciągają ręce, popijają wodą z cudownej studzienki. Z przejęciem wysłuchują zapowiedź zdrady Judasza i trzykrotnego zaparcia się Piotra. Potem ruszamy wszyscy na Górę Oliwną. Z zapartym tchem oglądamy modlitwę w Ogrójcu i pocałunek Judasza ze słowami: - Pokój Tobie, Rabbi. Jezus zostaje pojmany i skrępowany przez straże, staje przed członkami Rady Żydowskiej - Sanhedrynu. Ze spokojem wysłuchuje oszczerstw Barucha i krzyku arcykapłana Kajfasza: - Jezus z Nazaretu winien jest śmierci! Dalsze odsłony misterium powodują u widzów coraz silniejsze napięcie. Przenosimy się do pałacu Piłata, gdzie kapłani z Rady Żydowskiej prześcigają się w oskarżeniach Jezusa i żądaniach jego śmierci. Widzimy Heroda naśmiewającego się z człowieczeństwa i Boskości Chrystusa. Wyrok na „bluźniercę” i „burzyciela” ładu zostaje przypieczętowany, gdy zgodnie z tradycją Piłat pyta, któremu ze skazanych ma okazać łaskę. Lud wskazuje Barabasza. Prokurator umywa ręce. Skazany na śmierć Jezus zostaje obnażony i okrutnie biczowany. Tą bardzo realistyczną sceną rozpoczynają się wstrząsające sceny męki. Na placu panuje zupełna cisza, wielu pielgrzymów płacze. Widzowie misterium przenoszą się w czasie, mimo woli stają się czynnymi uczestnikami wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat. - Oto człowiek - wskazuje Piłat ubiczowanego i cierniem koronowanego Chrystusa - weźcie go sami ukrzyżujcie, ja nie znajduję w Nim winy... Golgota, czyli wzgórze kaźni, znajduje się kilkaset metrów poza murami klasztornymi. Ciżba ludzka podąża za Jezusem na Drogę Krzyżową. Obarczony ciężką belką i ciągnięty przez żołdaków linami skazaniec idzie w towarzystwie dwóch łotrów przez dębowy Gaj Górecki. Ten tragiczny pochód otwierają konni legioniści, za nimi maszeruje żołnierz z tabliczką „Jezus z Nazaretu, Król Żydowski”. Gdy umęczony Chrystus pada trzykrotnie w błoto, w gaju spotyka Szymona Cyrenejczyka, który pomaga nieść krzyż. Kalwaria już blisko. Na skazanych czekają trzy słupy. Widzowie zatrzymują się przy placu cmentarnym w oczekiwaniu na ostatni akt dramatu. Płaczą niewiasty jerozolimskie. Obnażonego Zbawiciela żołnierze wciągają na krzyż. - Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego - dochodzi do ludzi zebranych pod Golgotą. - Już się wykonało... Przeżywamy na nowo boleść Matki, trzymającej na kolanach ciało Syna. Świadkami dramatu są blade, zimne niebo i nagie wiosenne pola. Choć niektórzy zapewne tak uważają, misterium góreckie nie jest atrakcją turystyczną, lecz swoistym „theatrum sacrum”. Jest wydarzeniem na wskroś religijnym, głęboko zapadającym w pamięć. Trzeba było widzieć wzruszone twarze ludzi, ich przeżywanie i duchowy udział w rozgrywających się scenach. Nieraz w historii misterium zdarzało się, że chcieli spontanicznie bronić biczowanego Jezusa, rzucali kwiaty, modlili się. Byli też i tacy, co się podśmiewali. Na tym też polega autentyczność widowiska. Przecież 2 tysiące lat temu tłum w Jerozolimie reagował podobnie. Czy przez ten czas tak bardzo się zmieniliśmy? Obecnie pieczę nad organizacją misterium trzyma ks. Andrzej Kościukiewicz MSF, który jest również jego reżyserem. Wspaniałym dopełnieniem widowiska jest specjalna muzyka, skomponowana przez Roberta Kanaana z Poznania. Misterium góreckie działa w stowarzyszeniu EUROPASSION, skupiającym ludzi odgrywających 53 misteria pasyjne w całej Europie. Słów kilka o historii Górka Klasztorna powstawała u zarania państwowości polskiej. Okolica, w której leżała Górka, nie była bezpieczna. Za pobliską granicą kapłani oddawali cześć Światowidowi w dębowej puszczy, a książęta pomorscy nierzadko robili łupieżcze wypady na sąsiadów. Dopiero gdy Bolesław Krzywousty mieczem zahamował ich agresywne zapędy, nastały spokojniejsze czasy. Tak się złożyło, że historia Górki zbiega się z innym ważnym wydarzeniem. W 1079 r. z ręki króla Bolesława Śmiałego zginął w Krakowie biskup Stanisław ze Szczepanowa. W tym samym roku pasterz pilnujący w Górce bydła ujrzał nad studzienką Matkę Bożą z Dzieciątkiem. Zbudowano drewniany kościół, cudowne właściwości wody stały się słynne na okolicę. Mimo najazdów Brandenburczyków, Krzyżaków i Szwedów, do góreckiego sanktuarium przez stulecia płynęła rzeka pielgrzymów. Ciężka próba nadeszła nań w czasach reformacji, na początku XVI w. Ówcześni właściciele dóbr - Krotowscy wydali bezwzględną wojnę katolicyzmowi i przybywającym tu pielgrzymom. Najbardziej haniebnym wyczynem wsławiła się Urszula Ostrożanka - żona Jana Krotowskiego, która kazała wypełnić wóz słomą oraz smołą i spalić kościół. Nie uszło jej to bezkarnie, bo kronikarz zanotował: Jędza Ostrożanka poniosła karę Bożą, kiedy z wyroku sądowego ukarana, dla uniknięcia kary, za swe zbrodnie, upadła z urwiska i wnet zakończyła życie podpalaczka świątyni Pańskiej. Jej syn Andrzej nie był wiele lepszy, bo kazał zawalić kamieniami studzienkę. Czasy dobre i tragiczne Sytuacja uległa radykalnej zmianie dopiero w I poł. XVII w., gdy nowy dzierżawca Zygmunt Raczyński sprowadził tu bernardynów i wystawił im murowany klasztor. Stojący do dzisiaj kościół powstał kilkadziesiąt lat później. Wielkim wydarzeniem było umieszczenie w 1654 r. w głównym ołtarzu obrazu Matki Bożej, który szybko stał się przedmiotem wielkiego kultu. W 1829 r. pruscy zaborcy zlikwidowali zakon, trwała akcja germanizacji ludności. Mimo braku kleru nabożeństwa i odpusty trwały w Górce nadal, tak samo jak nie osłabł kult Matki Bożej Góreckiej. Nieszczęście przyszło w 1907 r. W niewyjaśnionych nigdy okolicznościach wybuchł w świątyni pożar, trawiąc całe wyposażenie, w tym cudowny obraz. Po pożodze nie namalowano go od nowa, a jedynie odtworzono partie rąk, nóg oraz twarzy i nałożono srebrną sukienkę. Nowy rozdział w dziejach sanktuarium rozpoczął się w 1923 r., kiedy sprowadzono tu z Holandii księży misjonarzy św. Rodziny. Otworzyli oni Wyższe i Niższe Seminarium Duchowne, wydawano „Posłańca Świętej Rodziny”. Stąd wyjeżdżali do Brazylii, Argentyny. Te dobre czasy przerwało piekło II wojny światowej. Już na samym jej początku hitlerowcy wpadli na szatański pomysł urządzenia w sanktuarium obozu zagłady dla misjonarzy i duchowieństwa diecezjalnego. W listopadzie 1939 r. wszystkich ich (ok. 60 osób) rozstrzelali koło Nakła. To samo zrobili z więzionymi Polakami i Żydami. Niemcy więzili tu również jeńców angielskich. Potem zorganizowali obóz szkoleniowy hitlerowskich hufców pracy. Coronata corda coronat - Ukoronowana serca raduje Cudowny Obraz powrócił do Górki Klasztornej w 1945 r. Kiedy w 1951 r. przybył tu z wizytą ks. prymas Wyszyński, postanowiono namalować nowy, który godnie zastąpi kopię wykonaną po pożarze. Zadania tego podjął się prof. Jerzy Hoppen z Torunia. W 1954 r. dzieło było gotowe. Prymas zwrócił się wtedy z listem do papieża z prośbą o zgodę na koronację: Jesteśmy przekonani, że piękna korona przyznana przez najprześwietniejszą kapitułę świetej patriarchalnej bazyliki księcia apostołów obrazowi goreckiemu także może słusznie i najlepiej wynagrodzic zniewagi najpiekniejszej pani wyrządzone podczas okrutnej okupacji. Kardynał Wyszyński koronował obraz 6 czerwca 1965 r., mówiąc: Ufajmy, Coronata corda coronat.
Marta Odziomek
Dziennik Teatralny Katowice
22 marca 2008

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...