Misterium nocy

"Król Roger" - reż. Michał Znaniecki - Opera Krakowska w Krakowie

Karol Szymanowski, zainspirowany przez sufickiego poetę mistycznego Dżelaladdina Rumiego, skomponował do jego wierszy hymn ku nocy - III Symfonię. Wiele cech dla niej charakterystycznych - jak ekstatyczne crescenda czy sposób orkiestracji - odnaleźć można także w "Królu Rogerze", drugiej operze tego kompozytora, podejmującej podobne wątki, tyle że tym razem połączone z doświadczeniem dionizyjskim, pod wpływem którego zreinterpretowana została głoszona przez Jezusa ewangelia miłości.

Na skutek tego odwróceniu ulega reakcja otoczenia wobec wystąpienia Pasterza jako nowego proroka: od agresji tłumu, rzucającego w niego kamieniami, do uwielbienia i podążenia za nim. Poza tym w krakowskim przedstawieniu w scenie bachanaliów uczestniczą także Diakonisa i Archirejos, na początku oskarżający tajemniczego przybysza o herezję i bluźnierstwo.

Przede wszystkim jednak uderzające są zbieżności fabularne z prawie o pół wieku późniejszą naprzód powieścią, a potem autorską ekranizacją Pier Paolo Pasoliniego "Teoremat". Można by domniemywać, że włoski artysta zetknął się z operą Szymanowskiego, wystawioną w 1949 roku w Palermo, z drugiej jednak strony nic mi nie wiadomo, aby zapuszczał się tak daleko na Południe ze swego rodzinnego Friuli. Warto też wspomnieć, że w Polsce na jego podstawie Henryk Tomaszewski zrealizował pantomimiczne widowisko "Przyjeżdżam jutro".

W "Królu Rogerze" Pasterz, a w "Teoremacie" Gość przybywają nie wiadomo skąd i uwodząc swym zmysłowym oddziaływaniem, nie tylko bohaterów, ale i ich otoczenie, sprawiają, że po równie nagłym ich zniknięciu nic już nie pozostanie takie samo.

Wydaje się, że Michał Znaniecki, autor najnowszej inscenizacji dzieła Karola Szymanowskiego w Operze Krakowskiej, podążył właśnie tym tropem. Akcja pierwszego aktu przeniesiona została z katedry w Monreale pod Palermo w XII wieku do współczesnego salonu w bogatym domu burżuazyjnym, zamieszkanym przez Rogera i Roksanę oraz wprowadzonego przez reżysera ich synka, którego jako pierwszego zdaje się oczarowywać Pasterz. Można też jednak odnieść wrażenie, że czechowowska strzelba wypaliła przedwcześnie, skoro niedługo po zetknięciu się ze sobą Pasterz i Roger składają na swych ustach gorący pocałunek, będący przepustką do ich ponownego spotkania w następnym akcie. Odmienia on na tyle tytułowego bohatera, że staje się lustrzanym odbiciem swego gościa (ubrani w bonżurki wdają się w perwersyjną grę powtarzania swych gestów i ruchów niczym Ksiądz i jego sobowtór w Kantorowskim "Wielopolu, Wielopolu"). Doprowadzi to w finale tego aktu do wyzwolenia się destrukcyjnych mocy: tancerze, wyłaniający się z kostiumów rozmnożonej postaci Roksany, dokonają zagłady tego domu, tłukąc głowy greckich filozofów stanowiących jego dekorację. Trzeci akt rozgrywa się nie tyle na ruinach dotychczasowego świata, co na śmietniku, a postarzali Roger i jego doradca Edrisi, cierpiący na dodatek na chorobę Parkinsona, oraz Roksana w hipisowskim stroju, niczym w Beckettowskiej "Końcówce", dożywają swych dni. Roger wręcz przemienia się w Pasterza, przywdziewając czarny beret, emblematyczne nakrycie głowy tamtego. Ostatecznie zadaje mu cios jeden z przybocznych, lecz umiera on po to tylko, by móc się odrodzić. Wobec wyeksponowania wątku homoerotycznego Roksana jakby schodzi na dalszy plan. Swoją słynną wokalizę z drugiego aktu śpiewa wręcz z kanału orkiestrowego.

Zwieńczeniem opery jest "Hymn do słońca", co dla autorów - Iwaszkiewicza i Szymanowskiego - stanowiło nawiązanie do duchowego olśnienia misteriami eleuzyjskimi, będącymi jednym ze źródeł antycznego teatru greckiego. Czy w tym konkretnym przypadku oznacza to ostateczne pogodzenie się bohatera z własną orientacją seksualną?

Aliści, o ile partytura "Miłości do trzech pomarańczy" Prokofiewa, błyskotliwie wystawionej poprzednio przez Znanieckiego w Operze Krakowskiej, lepiej znosi reżyserskie pomysły oraz inscenizatorskie "atrakcje", to muzyka Szymanowskiego wymaga większej dyscypliny i konsekwencji. Zwłaszcza w drugiej połowie przedstawienia odczuwa się, że wszystkiego jest za wiele. Wolałbym zatem skupić się na stronie muzycznej.

Początkowo w grze orkiestry brakowało mi większej drapieżności brzmieniowej. Oczekiwałem raczej gradacji dynamicznej, a także rytmicznej kapryśności i kolorystycznej migotliwości, zwłaszcza na początku drugiego aktu, kiedy to chodziło o oddanie atmosfery śródziemnomorskiej nocy. Motywy muzyczne we wstępie do tego aktu zostały jednak skutecznie zagłuszone przez grupę zamaskowanych postaci, oddających się zawziętemu sprzątaniu proscenium, które reżyser wprowadził chyba tylko po to, by pochwalić się, że widział ostatnią inscenizację Patrice'a Chereau - "Elektrę" Straussa.

Pod względem muzycznym najkorzystniejsze wrażenie wywarł na mnie akt trzeci, powstały właściwie tylko dlatego, żeby w ogóle mogło dojść do premiery...

Mariusz Kwiecień śpiewa tytułową partię mocnym głosem, ale, kiedy trzeba, w celach ekspresyjnych stosuje falset, by w ten sposób ukazać wewnętrzne rozdarcie bohatera i targające nim rozterki. Przejmująco brzmi w jego wykonaniu melorecytowane zdanie Pątnikiem stał się król, dramatycznie kończące drugi akt, kiedy rozpada się dotychczasowy świat Rogera. Duże wrażenie wywiera też w jego interpretacji "Hymn do słońca", z dynamiką narastającą do fortissimo. Z kolei Mariusz Godlewski górował nad swym bardziej utytułowanym imiennikiem gęstym tembrem głosu, którego siłę różnicuje w zależności od dramatycznej wymowy wokalnego ustępu. W większym stopniu operuje też barwą, by przydać postaci więcej cech ludzkich, sprawiających, że przestaje być wyłącznie personifikacją idei, a oddaje uczucia.

Pawło Tołstoj pogłębił interpretacyjnie swoje ujęcie partii Pasterza, w której wystąpił wcześniej we wrocławskiej inscenizacji Mariusza Trelińskiego.

Adam Zdunikowski prawdziwie czarował swoim lirycznym z natury głosem, a jego uroda czyniła wiarygodnym fragment, w którym śpiewał, że jego Bóg jest piękny jako on. Partia Roksany wydaje się wręcz stworzona dla głosu Katarzyny Oleś-Blachy, który bez problemu przebija się przez orkiestrowe tutti, jednakże większą precyzją intonacyjną odznaczał się śpiew Iwony Sochy, bardziej sugestywnie oddającej dramat zaniedbywanej żony i potwierdzającej swoją niezwykłą muzykalność.

Noc to czas mistycznego objawienia (w III Symfonii przybiera ono formę wyznania Ja i Bóg jesteśmy sami nocy tej), które wraz z nadejściem dnia skłania do przewartościowania swoich dotychczasowych postaw i określenia na nowo swego człowieczeństwa. Skrzydła rosną! Obejmą cały świat - to znamienne słowa zamykające "Króla Rogera".

Lesław Czapliński
Odra
16 marca 2016

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia