Misterium przed weselem

"Stabat mater. Harnasie" - Opera Nova w Bydgoszczy

Polska choreografia wciąż szuka klucza do najważniejszego naszego baletu, jakim są "Harnasie" [na zdjęciu]. To, co zaproponował Robert Bondara, twórca obecnej premiery w Operze Nova, wydaje się otwierać nowe możliwości i pokazuje inny sposób podejścia do muzyki tego kompozytora.

Wielkości "Harnasi" nikt nie kwestionuje, niemniej nie bardzo wiadomo, co dzisiaj z nimi robić. Zadania tego zresztą nie ułatwił sam Szymanowski, który - pracując nad nimi - miał w głowie dwa obrazy: Na hali oraz W karczmie. I one mu wystarczyły. Ten balet ma jedynie zrąb akcji, a muzyka silnie zakorzeniona w podhalańskim folklorze sprawia, że Harnasie na scenie stają się często jedynie ruchomą, ludową malowanką. Z wątłości fabularnej swego dzieła kompozytor zdawał sobie sprawę, bo gdy pojawiła się szansa na zaistnienie baletu w Operze Paryskiej, poprosił Leona Schillera o pomoc w rozbudowaniu akcji. Sugestie wybitnego reżysera nie przypadły mu jednak do gustu.

Nie byłby zapewne Szymanowski kontent i z tego, co zaproponował Robert Bondara. Jest pierwszym polskim choreografem, który pod względem fabularnym i choreograficznym stworzył własne "Harnasie". Wcześniejsze próby innych twórców starających się uwolnić od ciężaru góralszczyzny, na przykład Emila Wesołowskiego w 2008 roku w Operze Narodowej, były nieśmiałą zapowiedzią tego, dokąd współczesny choreograf może dojść w Harnasiach. W jednym Robert Bondara dochował wierności Szymanowskiemu. Stworzył rodzajową opowieść, ale z wyrazistą akcją. Balety fabularne realizował już wcześniej ("Cudowny mandaryn" czy "Ognisty ptak"), w "Harnasiach" jednak po raz pierwszy swój nowoczesny język choreograficzny połączył z pantomimą i scenkami aktorskimi, także o charakterze komediowym.

Oglądamy zatem współczesną opowieść o dziewczynie przymuszonej do małżeństwa z pewnym młodzieńcem - prawdopodobnie dobrze sytuowanym. Ją tymczasem zauroczył inny chłopak, taki współczesny Harnaś nie z gór wszakże pochodzący. To typ raczej wielkomiejski, żyjący na luzie, nieliczący się z żadnymi konwenansami i normami społecznymi. Nie ma tu tradycyjnego obrzędu weselnego, góralski folklor pojawia się przez chwilę jako cytat, pretekst do zabawy roztańczonego tłumu. Jest to wesele nie z Podhala, a bardziej z filmu Wojciecha Smarzowskiego - z ostro pijącymi gośćmi, z wyłączonym nagle światłem, by ostudzić krewkich weselników oraz z ponętną Wdową, mającą chęć na pana młodego (atrakcyjna Olessia Denissowa). Choreografia jest dynamiczna, oparta głównie na żywiołowych i dobrze tańczonych scenach zbiorowych, których powtarzalność w pewnym momencie zaczyna nawet przytłaczać muzykę. Niemniej spektakl może spodobać się publiczności, zwłaszcza młodej, a Bondara, znając reguły rządzące atrakcyjnym widowiskiem, popisy zespołu łączy z partiami solowymi rozpisanymi na trójkę ładnie prezentujących się wykonawców - Tomasza Wojciechowskiego (Harnaś), Marty Kurkowskiej (Młoda) i Tomasza Gruszeckiego (Młody).

"Harnasie" zostały poprzedzone w Bydgoszczy "Stabat Mater". Ta misteryjna muzyka Karola Szymanowskiego wydaje się niesłychanie odległa od baletu, a jednak Ewa Wycichowska zrobiła do niej przed laty misterium na pograniczu tańca i teatru: ascetyczne i widowiskowe, surowe, ale przepełnione emocjami. Bondara poszedł jeszcze dalej i bardziej ryzykownie, wykreował własny obrzęd składania ofiary, unikając przy tym dosłowności i jednoznacznych odniesień do męczeńskiej śmierci Chrystusa. Spiewacy-soliści zostali umiejętnie włączeni do scenicznej akcji, stając się członkami tajemniczej zbiorowości wykreowanej przez choreografa. Zupełnie inne w charakterze niż w Harnasiach, ale także efektownie zakomponowane są tu sceny zbiorowe. Nowoczesny styl tańca zaproponowany przez Bondarę - dynamiczny, o ostrych często ruchach, ale też bardzo skupiony - zadziwiająco dobrze oddaje klimat Stabat Mater Szymanowskiego, ale też choreograf nie stara się umieścić siebie na pierwszym planie. Najważniejsza jest dla niego muzyka.

Dodać do tych stwierdzeń trzeba uznanie dla orkiestry, chóru i solistów Opery Nova pod dyrekcją Macieja Figasa, którzy wnikliwie zinterpretowali oba utwory Szymanowskiego. Ważną współtwórczynią tej premiery stała się też scenografka Julia Skrzynecka, która prostymi, wręcz ascetycznymi pomysłami zbudowała niepowtarzalny klimat obu baletów.

Jacek Marczyński
Ruch Muzyczny
22 grudnia 2016

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...