Mistrz pierwszy Kazimierz Kutz

Na dobry początek "Kodu Mistrzów" w Teatrze Groteska

Na dobry początek "Kodu Mistrzów" zaproszony został Kazimierz Kutz: jako twórca i obywatel zawsze niekonwencjonalny, niezależny, z natury i charakteru zawsze będący "kontra". Oryginalnością spotkania "kontrrewolucyjnego" było to, że cały, gigantyczny już przecież rozdział politycznych zajęć Kutza w ogóle nie zaistniał. A prawdziwym tematem spotkania były początki późniejszego twórcy. Inspiracje. Marzenia. Mistrzowie.

A tutaj szczególnie pasujący ze względu na konsekwencję swojego twórczego życia, autor najdoskonalszych filmów

o historii i współczesności Śląska, "Soli ziemi czarnej", "Perły w koronie", "Paciorków jednego różańca", "Śmierci jak kromka chleba". Pisarz, dla którego nie istnieją ograniczenia czasowe, bo zadebiutował w tym zawodzie dla uczczenia własnej osiemdziesiątki. "Piętą stronę świata", powieścią napisaną gwarą śląską. Polityk wreszcie. I chociaż od lat mieszka w Warszawie, to zawsze pamięta, że urodził się w Szopienicach, w rodzinie powstańców śląskich, biuro senatorskie ma w Katowicach i co tydzień w nim urzęduje. W ankiecie na najważniejszych Ślązaków wszechczasów Kazimierz Kutz zajął wysokie trzecie miejsce.

Oryginalnością spotkania "kontrrewolucyjnego" było to, że cały, gigantyczny już przecież rozdział politycznych zajęć Kutza w ogóle nie zaistniał. A prawdziwym tematem spotkania były początki późniejszego twórcy. Inspiracje. Marzenia. Mistrzowie.

I tu zaczęła się prawdziwa uczta, bo zgodnie z głębokim przekonaniem Kutza, "artysta składa się w połowie z miejsc, w których żył, i w połowie z książek, które przeczytał".

I okazało się, że literatura to była pierwsza pasja Kutza. Jego marzenie i jego... rozbuchanie. Czytał wszystko, jak popadnie. I oczywiście chciał zostać pisarzem. Miał takie szczęście, że na jego osiedlu w Szopienicach zamieszkała przed samą wojną pewna kobieta z synem, który był rówieśnikiem Kutza. Była to opuszczona przez męża arystokratka, miała w domu wielką bibliotekę. Kutz, który w momencie wybuchu wojny miał 10 lat, "życie" zaczął spędzać w tej bibliotece. Czytał wszystko: i wielką literaturę francuską, na którą tam natrafił, i wielką literaturę rosyjską. Czytał, jak wspomina, do zapomnienia. I chciał być takim pisarzem. Chciał podglądnąć i zrozumieć, na czym polega to pisarskie stwarzanie świata i wciąganie w niego ludzi. Dziś mówi, że to było dla niego prawdziwe gromadzenie energii artystycznej.

Bo sytuacja kulturalna na Śląsku była jednoznaczna: Śląsk nie miał swojej pisanej kultury. Śląska literatura pełniła zaledwie funkcję pomocniczą. A Kutz należał do pierwszego pokolenia, które chodziło do polskiej szkoły. W swojej rodzinie był pierwszym, który poszedł do szkoły średniej. Ale miał bardzo mądrą i otwartą na świat matkę: to są twoje wybory - mawiała. - Jak się nie sprawdzisz, wrócisz do kopalni. Dlatego całe życie robił wszystko jak najlepiej, by móc matce spojrzeć w oczy. Przede wszystkim chodziło o to, by się uczyć i nadrabiać zaległości. I chociaż pragnął zostać pisarzem, to nie odważył się podjąć wymarzonych studiów polonistycznych na UJ, wybrał "łatwiejszą" drogę dla chłopca mówiącego gwarą, czyli poszedł do szkoły filmowej.

Opowieść Kutza o pierwszych latach tej szkoły - to osobna uczta. Bo znowu nie rozpoczął od filmu, ale od literatury i jako swojego pierwszego Mistrza (Mistrzynię) wspomniał profesor Stefanię Skwarczyńską. To było wzruszające. Bo czy ktoś teraz, może poza polonistami, zna nazwisko tej niezwykłej nauczycielki od teorii literatury? W szkole filmowej pani profesor wykładała teorię dramatu. Czyli, jak wspominał Kutz, "brała arcydzieło, zdzierała z niego powierzchnię i pokazywała, dlaczego jest arcydziełem". I konkludował: "całe życie mi ta wiedza służyła".

Szkoła filmowa z tamtego czasu była zjawiskiem niepowtarzalnym. Istniała dopiero drugi rok, gromadziła ludzi różnych, po rozmaitych wojennych przeżyciach, i wykuwała z nich wspólnotę: trzymała ich całą dobę w swoich murach: tam się mieszkało, jadło, uczyło i tam się bez przerwy oglądało filmy.

0 to dbał od początku profesor Jerzy Toeplitz. Wszystkie stare filmy, od początku istnienia kinematografii, stawały się prawdziwą akademią kina. Nic dziwnego, że Kutz łatwo znalazł swoich najważniejszych Mistrzów, którzy pozostali aktualni i ważni dla niego do dziś: pierwszym był i pozostał na zawsze Charlie Chaplin: za wszystko, za humor i za... lewicowość. Powiedział, że gdy po latach zrobił "Zawróconego" z Zamachowskim w głównej roli - to miał w pamięci i w wyobraźni zasady kina chaplinowskiego. Drugim Mistrzem stał się francuski reżyser Robert Bresson: pokazał, że można zrobić film, który w 90 proc. rozgrywa się w zamkniętym pomieszczeniu i bohaterem jest jeden jedyny człowiek. Chodzi oczywiście o "Ucieczkę skazańca". A trzecim jego Mistrzem pozostał Sergiusz Eisenstein: za wysmakowaną formę każdego jego filmu i za odważną wizję jego obrazów. - Zawsze się do nich odwoływałem - wspomina dzisiaj Kazimierz Kutz.

A potem szła opowieść o tym, jak rodziła się polska szkoła filmowa. Czyli o tych wszystkich młodych ludziach, którzy byli prawdziwie kipiącą energią artystyczną, a których stara, przedwojenna ekipa, urzędująca w ówczesnym kinie - nie dopuszczała do pracy Może także i dlatego, że nie chcieli ich naśladować? Mieli własne założenia artystyczne: wzorowali się na neorealizmie włoskim i na filmie amerykańskim. A więc było i o pierwszych filmach własnych i o pierwszej prawdziwej ekipie filmowej, którą zmontował Wajda, student wyższego roku. Zmontował ze swoich kolegów i tylko jednego wziął młodszego, czyli Kutza. - Wajdzie zawdzięczam bardzo wiele - powie dzisiaj autor "Krzyża walecznych", a potem odkrywczego i bardzo nowatorskiego w języku kina filmu "Nikt nie woła". Ale czy ktoś dzisiaj wie, że dzięki temu filmowi Kutz stał się niemal prekursorem francuskiej nowej fali?

A potem były wspomnienia z innych, choć też filmowych, etapów życia: o wielkim przyjacielu Zbyszku Cybulskim i o tym, jak Kutz ukradł jego wielkie foto z korytarza w budynku przy ul. Puławskiej 61 w Warszawie, gdzie od zawsze i do dziś mieszczą się wszystkie instytucje filmowe. Ukradł tylko dlatego, że ktoś powiesił ten portret przy damskiej toalecie. I o przyjaźni z pisarzami, ze Stanisławem Dygatem, z Tadeuszem Konwickim. I o cudownych, jak powiedział, rozmowach z Choromańskim i Słonimskim.

I o rozmaitych innych ludziach filmu i literatury też. Barwny i bujny w języku Kazimierz Kutz nie zapomniał też o życiowych wskazówkach: obowiązkiem każdego człowieka jest dokonanie swojego arcydokonania. To jest ta doskonałość na swoją miarę, którą musi się po sobie zostawić.

Od kilku miesięcy w Krakowie trwa pełzająca KONTRREWOLUCJA KULTURALNA. Jej Wandea rozciąga się w okolicach ulicy Skarbowej i siedziby Teatru Groteska, który przed kilku miesiącami postawił przed sobą ambitny i dalekosiężny cel - przywrócenie tradycyjnie rozumianej KULTURZE i związanemu z nią systemowi wartości właściwej pozycji w świadomości społecznej. "Uczyniliśmy to w przekonaniu - pisał inicjator akcji, dyrektor teatru Adolf Weltschek - że kultura jest fundamentem, bez istnienia którego niemożliwe jest efektywne funkcjonowanie społeczeństwa. (...) Pragniemy przypomnieć i ocalić wartości, których nośnikiem jest KULTURA - jej walory etyczne i estetyczne. Chcemy społeczeństwu uświadomić, że KULTURA nie jest zbędnym luksusem, ale wyróżnikiem, a wręcz obowiązkiem każdego człowieka cywilizowanego. Mamy przekonanie, że kampania Teatru Groteska znajdzie wielu sojuszników, posiadających świadomość dramatycznych zaniedbań w sferze kultury i zdolnych do skutecznych działań prokulturowych".

KONTRREWOLUCJA KULTURALNA ma być realizowana poprzez liczne akcje o różnorodnym charakterze. Równie różnorodni mają być jej odbiorcy. Miesięcznik "Kraków", z zapałem kibicujący całej akcji, postanowił przybliżyć swoim Czytelnikom jeden z ważniejszych punktów "kontrrewolucyjnego" programu, spotkania z cyklu "Kod Mistrzów". Do momentu oddania tego numeru do druku odbyły się już trzy: z Kazimierzem Kutzem, Jadwigą Staniszkis i Karolem Modzelewskim. Ciąg dalszy - niewątpliwie nastąpi!

Maria Malatyńska
Gazeta Kraków
17 maja 2014
Portrety
Kazimierz Kutz

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia