Mistrzyni obierania

"Shirley Valentine" - reż: Maciej Wojtyszko

Krystyna Janda zaprezentuje się w poniedziałek na scenie Teatru Jaracza w granym od dwudziestu lat monodramie "Shirley Valentine". Wcieli się w rolę zdesperowanej pani domu, która ma wrażenie, że w jej życiu nic się już nie wydarzy.

Shirley Valentine, która kiedyś miała marzenia, chciała zostać stewardessą, od lat wiedzie życie kury domowej. Wspomina, przygotowując obiad i popijając wino. Nie ma jednak dość odwagi, by zacząć realizować swoje dawne marzenia. Aż pewnego dnia... 

W poniedziałek o godz. 19 na scenie Teatru Jaracza zagości Krystyna Janda w monodramie "Shirley Valentine" warszawskiego Teatru Polonia. Krystyna Janda jako kura domowa?! To całkiem możliwe... ale nie do końca. Znudzona i zahukana żona przy mężu otwarcie wyznaje: "Wiesz, co ja sobie całe życie mówiłam? Dzieci dorosną to ja se stąd pójdę. Dzieci dorosły, a ja, co? Nie ma gdzie iść! A poza tym to wiesz, co ludzie mówią? Po czterdziestce to tak jakby już wszystko było i nic człowieka nie rajcuje. Tylko, że u mnie to szybciej poszło! Ja to się tak czułam jak miałam dwadzieścia pięć!".

Shirley pewnego dnia decyduje się na szaleństwo. Mając powyżej uszu małżeńskich powinności, wszystko postanawia zacząć od nowa. Pragnie się jeszcze cieszyć życiem i, mimo że lat jej nie ubędzie, zamiast mówić: "Boże, mam czterdzieści dwa lata, woli wykrzyknąć: Shirley, masz dopiero czterdzieści dwa lata, jak to cudownie!"

Valentine przez 20 lat

Spektakl Willy`ego Russell`a w przekładzie Małgorzaty Semil, reżyserii Macieja Wojtyszko miał premierę w listopadzie 1990 roku w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Janda zżyła się z kreowaną postacią do tego stopnia, że po otworzeniu własnego teatru, zawarła umowę z Powszechnym, dzięki której od 2005 roku wystawia spektakl u siebie w Teatrze Polonia.
 
Początkowo nikt nie wróży  temu przedsięwzięciu sukcesu. Mówiono, że to przeciętny tekst, sztuka jakich wiele, próbowano odwodzić aktorkę od grania kury domowej. Janda nie dała się zniechęcić. Reżyser Maciej Wojtyszko zmienił zakończenie na bardziej optymistyczne. Spektakl stał się fenomenem, o którym powstała praca na wydziale socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, a psychologowie wysyłają na przedstawienie grupy terapeutyczne.

Są widzowie, którzy znają sztukę niemal na pamięć.

- Zdarza się, że ktoś z sali mówi głośno przede mną pointę. Albo całe grupy śmieją się wcześniej niż padnie to zdanie czy słowo, o które chodzi - mówiła Krystyna Janda w jednym z wywiadów.
Impuls do zmiany

Są kobiety, które przychodzą podziękować aktorce za impuls do życiowej zmiany, jakim był wieczór z "Shirley Valentine". Sztuka stała się bodźcem do poważnej decyzji, rozmowy zmężczyzną, początkiem innego myślenia o sobie i swoim życiu. Są też tacy, którzy przychodzą obejrzeć Shirley, kiedy chcą poprawić sobie nastrój.

Krystyna Janda, jako Shirley, podczas przygotowywania posiłków (na scenie obiera i gotuje ziemniaki, robi jajecznicę) podsumowuje swoje życie. Rozmawiając ze ścianą, snuje refleksje o mężu, który od żony oczekuje jedynie podanego na czas posiłku, dzieciach, które już dawno wyprowadziły się z domu i odkrywa, że nie potrafi już marzyć. - Sama się z siebie śmieję, że po tylu spektaklach zdarza mi się w trakcie spektaklu zastanawiać, czy odpowiednio dosoliłam ziemniaki, czy nie będą za mało słone.  Zdarza mi się denerwować, że jajecznica jest niedostatecznie ścięta, a mąż, czyli teatralny inspicjent, już dzwoni do drzwi - mówi Janda i przyznaje, że stała się mistrzynią w obieraniu ziemniaków. 

Bilety w cenie 100 i 120 zł w kasie Teatru Jaracza, przy ul. Jaracza 27.

Anna Pawłowska
Dziennik Łódzki
5 czerwca 2010

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...