Mit i ból

"Trojanki" - reż. Jan Klata - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

8 września 2018 roku spektakl „Trojanki" w reżyserii Jana Klaty zaingerował sezon 2018/2019 w Teatrze Wybrzeże oraz 10. edycję Wybrzeża Sztuki. Inscenizacja ta oparta została na „Trojankach" i „Hekabe" Eurypidesa, które rozbudowane zostały jeszcze o wątek z „Heleny" tego samego autora, kończący całe przedstawienie.

Jak przyznaje Olga Śmiechowicz, która odpowiadała za współpracę dramaturgiczną przy „Trojankach": „W całym spektaklu dopisane zostało tylko jedno zdanie, które wyszło spontanicznie od aktorki". Chodzi konkretnie o słowa: „Daj mu deskę", które wypowiada Helena (Katarzyna Figura) do Menelaosa (Grzegorz Gzyl) w jednej z ostatnich scen.

Inscenizacja przedstawiona w Gdańsku jest wierna oryginałowi nie tylko, jeśli chodzi o warstwę tekstową. Miejsce i czas nie zostały przeniesione we współczesne realia. Dla twórców pierwotny kontekst powstania dzieła Eurypidesa zdaje się być bardzo istotny. „Zrobiliśmy dużą pracę historyczno-źródłową" deklaruje Olga Śmiechowicz. W folderze poświęconym „Trojankom" Klaty możemy przeczytać:

„Jest 416 rok p.n.e., od piętnastu lat trwa bratobójcza wojna peloponeska. By zademonstrować swoją siłę Ateńczycy pacyfikują Melos, niewielką wyspę na Morzu Egejskim, której mieszkańcy naiwnie myśleli, że zachowają niezależność wobec hegemona Hellady. Wszystkich mężczyzn zabito, a kobiety i dzieci zostały sprzedane w niewolę. Nikt nie potępił działań Ateńczyków, którzy na fali imperialnych ambicji zaczęli planować wielką wyprawę na Sycylię. Okaże się ona największą katastrofą w całej historii wojny peloponeskiej...

Wiosną następnego roku Eurypides zgłosił do konkursu tragediowego trylogię zawierającą dramat „Trojanki". Jest to jeden z najbardziej drastycznych utworów, bezkompromisowe wystąpienie przeciwko wojnie, dziś zaliczane do arcydzieł światowej dramaturgii. I przegrał".
Wierność oryginałowi przyniosła świetne rezultaty. Tekst Eurypidesa posiada bowiem niesamowitą wręcz aktualność (pomimo tego, że napisany został prawie 2500 lat temu), którą wystarczyło z niego umiejętnie wydobyć.

Całą brutalność tragedii pokazano w tej inscenizacji bezkompromisowo. Ciemna, surowa scenografia, ciężka muzyka, kostiumy-łachmany Greków (tak, Eurypides, a z nim Klata, zdziera z bohaterów spiż i ubiera w łachmany, które zdają się być zdecydowanie bliższe prawdzie). W ogóle scenografia i kostiumy (Mirek Kaczmarek) godne są pochwały, zrealizowane z prostotą, w przemyślany i impresywny sposób, zwłaszcza kostium łączący Hekabe (w tej roli doskonała Dorota Kolak) z pozostałymi brankami trojańskimi.

Świetna scena, gdy przy zamkach z piasku, które przedstawiają Troję zostają zniszczone przez psikus Ateny. Bogowie antyczni okazują się nie lepsi od dzieci w piaskownicy. Tylko ich zabawkami są po prostu ludzie i Historia, którą układają wzajem sobie na złość. „Trojanki" to spektakl mówiący też o rozdzierającej boleści. O cierpieniu tak dużym, że już niewyrażalnym poprzez słowa. Poruszające sceny, gdy Hekabe wraz z brankami wręcz przygniecione swym bólem do ziemi próbują go wyrazić w jakiś sposób, bo wyrazić ból, to w jakimś stopniu go opanować. Twórcy spektaklu napisali:
„Pracując nad tym spektaklem staraliśmy się zachować grecką metaforykę oraz chropowatości oryginalnego stylu. Do naszych czasów w tekstach antycznych tragedii zachowały się istny katalog eksklamacji bólu, m.in.: feu feu, ottotototototoi, oimoi, popoi. Wszystkie służyły wyrażeniu cierpienia, dla którego nie ma już słów, a nie może pozostać w ciszy, bo to oznacza zgodę na to, co się wydarzyło".

Cały spektakl został zbudowany tak, aby nie dawać prostych odpowiedzi. Ofiary nie pozostają czyste i bezbronne, ale dojrzewają stopniowo do krwawej zemsty. Wojsko greckie nie ma w sobie nic z heroicznych obrazów, jakie rysuje przed nami Homer w „Iliadzie". Niewątpliwie reżyser wydobył wiele znaczeniowych poziomów z tragedii Eurypidesa, które widz musi rozważyć na własną rękę, bo nie dostaje prostych ocen i czarno-białych schematów. To teatr niejednoznaczny, ale jednocześnie zdecydowany, wręcz brutalny. Jedno jest właściwe w „Trojankach" bezdyskusyjne: Eurypides, a razem z nim Klata, przypatrują się podejrzliwie mitom założycielskim. Wojna jawi się jako spirala przemocy, która zatacza coraz szersze kręgi, niszcząc wszystko, co człowiekowi bliskie. Przykładem takiego druzgoczącego, absurdalnego działania może być śmierć synka Andromachy (Katarzyna Dałek) Anastynaksa (Antoni Łaciński / Marcel Pawłowski), który zostaje zrzucony z murów Troi, żeby zapobiec jego ewentualnej zemście na Grekach.

Cały spektakl, który zdaje się opowiadać o zdarzeniach i cierpieniach tak odległych, nabiera zupełnie zaskakującej aktualności, gdy odnosi się go do toczonej współcześnie debaty o sposobach mówienia o naszej historii, narodowych mitach i bohaterach.

Premierowy pokaz „Trojanek" w Teatrze Wybrzeże został przyjęty przez publiczność bardzo dobrze. Nic dziwnego, to naprawdę porządne przedstawienie, które warto zobaczyć.

Michał Cierzniak
Dziennik Teatralny Trójmiasto
11 września 2018
Portrety
Jan Klata

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia