Mleczna Panna Młoda

rozmowa z Dorotą Chaniecką

Rozmowa z Dorotą Chaniecką - odtwórczynią roli Panny Młodej w "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Rudolfa Zioło w Tatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego.

M.O.: Miała już Pani okazję współpracować z Rudolfem Zioło?

D.CH.: Owszem miałam. Bardzo krótką, ale za to bardzo intensywną. Zagrałam w "Dżumie" Camusa, która wystawiana była w Teatrze Śląskim. Grałam tam taką Lolitkę - skromnie powiedziawszy. Przewijałam się przez scenę, ostatnia ze scen była dosyć "mocna". Właściwie to dołączyłam do obsady tego spektaklu dopiero tydzień przed premierą, ale owszem, miałam okazję współpracować z Rudolfem Zioło.

M. O.: Teraz spotyka się z nim pani ponownie przy realizacji "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego. Jak przebiegają próby do tego spektaklu? Jakim reżyserem jest pan Zioło? Jak radzi sobie z taką rzeszą aktorów, którzy występują w spektaklu?

D. CH.: Przede wszystkim Rudolf Zioło jest doświadczonym reżyserem, z niebagatelnym dorobkiem reżyserskim. W związku z tym, opanowanie takiej liczby aktorów nie jest dla niego trudnym zadaniem, gdyż jest to profesjonalista z tej "górnej półki". Natomiast, jeśli chodzi o współpracę to, jeśli chodzi o moje doświadczenia to współpracuje się z nim rewelacyjnie. Jest takim człowiekiem, który otwiera, który w całości podczas prób skupia się nad aktorem i to potem owocuje. I mam nadzieję, że wypłynie to również w przypadku "Wesela". Kiedy trzeba, to pan reżyser jest ciepły i miły, ale potrafi też huknąć, kiedy zajdzie taka potrzeba. Wyczuwa aktualne nastroje aktora i potrafi je wykorzystać. Kocha aktorów, o czym nie omieszkał nas zapewnić podczas jednej z ostatnich prób do "Wesela". Oby było coraz więcej takich reżyserów jak Rudolf Zioło. Współpraca z nim na długo pozostanie w mej pamięci.

M.O.: Od jak dawna pracujecie nad tą inscenizacją?

D.CH.: Próby do "Wesela" zaczęły się pod koniec maja, z tym, że nie od razu były takie intensywne. Bardziej intensywny czas prób zaczął się we wrześniu.

M.O.: Skąd wziął się pomysł, aby wystawić właśnie ten, a nie inny dramat Wyspiańskiego?

D.CH.: Ja się bardzo cieszę, że akurat pracujemy właśnie nad "Weselem". Mówi się, że w każdym teatrze musi się znajdować obsada do wystawienia "Wesela". Przecież ten dramat wszedł w kanon teatru polskiego i są tam tak wspaniałe role, że nic tylko dziękować Wyspiańskiemu, że go napisał. A dlaczego wystawiamy właśnie "Wesele" - myślę, że z okazji podwójnej, uroczystej sytuacji naszego teatru: stulecia Teatru Śląskiego i stulecia rocznicy śmierci Stanisława Wyspiańskiego. To już i tak wystarczająco silne bodźce, by wystawić ten dramat.

M.O.: Jak to się stało, że gra Pani Pannę Młodą? Musiała przejść Pani jakiś casting?

D.CH.: Nie. Żadnych castingów nie przechodziłam. Od razu dostałam tę rolę. Widocznie bardzo pasowałam do niej . Posiadam zapewne wiele cech, które mnie łączą z tą panną młodą, bo dużo jest mnie samej w tej postaci.

M.O.: Z jakich cech składa się Panna Młoda, którą Pani buduje? Jakie emocje ma wywoływać w widzu Pani postać? Mówi Pani gwarą?

D.CH.: No tak, ależ oczywiście. Muszę mówić gwarą. Aż tak daleko z innowacjami się nie posunęliśmy. Nie lubię tak wszystkiego zdradzać przed premierą, więc nie będę zbyt dużo mówić o mej postaci, ale, aby zachęcić widzów, to może scharakteryzuję ją słowami samego reżysera, który na pierwszej próbie powiedział, że moja panna młoda jest taka "mleczna". I to określenie tak uruchomiło moją wyobraźnię, że postarałam się, aby owa kobieta była niesamowicie świeża. Aczkolwiek nie znaczy to, że nie jest ona osadzona w pewnej określonej społeczności.

M.O.: Mówi się, że "Wesele" pana Zioło to "Wesele" pozbawione akcentów bronowickich, że to "Wesele" współczesne?

D.CH.: No tak, jest współczesne, oczywiście, ale, na przykład gwarą trzeba mówić. Wyspiański pozostał w tej inscenizacji Wyspiańskim. Moja Panna Młoda ma współczesną sukienkę, ale ma też i założony kubrak. Zatem symbole w tym spektaklu zaistnieją. Symbole, z których nie można zrezygnować. I ta moja Panna Młoda też jest współczesną dziewczyną, ale pochodzi spoza miasta, jest wychowana na łonie natury i, co za tym idzie, pewne jej zachowania o tym świadczą, muszą być takie, a nie inne.

M.O.: Na zdjęciach z prób zauważyłam, że wykonujecie Państwo na scenie jakieś skomplikowane układy choreograficzne...

D.CH.: No przyznaję, że na początku również było to dla mnie skomplikowane. Ale przecież... to pierwsza noc poślubna państwa młodych - więc w trakcie gry pewne rzeczy trzeba zaznaczyć i musi ten obopólny magnetyzm pomiędzy parą zaistnieć również na scenie - stąd taka choreografia.

M.O.: Jest to spektakl bardziej realistyczno-polityczny czy metafizyczno-symboliczny?

D.CH.: Ja myślę, że to jest takie wypośrodkowane, że jest w tym spektaklu trochę metafizyki, ale równocześnie jest to taki reportaż. Obie sfery są równo wyważone i dostarczane są widzowi w dobrych proporcjach.

M.O.: Premiera już w sobotę. Trema jest?

D.CH.: No pewnie! Musi być. Bez tremy ani rusz!

M.O.: Jakiej publiczności oczekujecie na "Weselu"?

D.CH.: Liczymy na każdą publiczność, ale przede wszystkim zależy nam na młodych widzach. Mam nadzieję, że to będzie taki spektakl, że wbije młodych ludzi w fotele i będą siedzieli jak zaczarowani, mam nadzieję, że ich zahipnotyzujemy tą inscenizacją. Chcę, aby dostrzegli w tym spektaklu i tę całą metafizykę i ów dokumentalizm, tą reportażowość. Mam nadzieję, że ich to w jakiś sposób zaciekawi. Na pewno nie jest to spektakl "muzealny". Być może wszyscy spodziewają się klasycznego podejścia do tego dramatu, ale ten tekst, mimo, że ma ponad sto lat, to jest tak mocny, że idealnie odzwierciedla nasze czasy. A uwspółcześniony, jak to się dzieje w przypadku naszej wersji, staje się - mówiąc językiem młodzieży - spektaklem absolutnie "na topie".

Marta Odziomek
Dziennik Teatralny Katowice
6 października 2007
Portrety
Andrzej Kopacki

Książka tygodnia

Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Maurizio de Giovanni

Trailer tygodnia