Młody Jonathan nie chce tylko jeść. Sztuka latania sztuką życia

"Nauka latania" - reż. Joanna Gerigk - Teatr Lalek w Białymstoku

Białostocki Teatr Lalek spektaklem "Nauka latania" rozpoczął sezon artystyczny 2017/2018. Opowieść o młodej mewie, której nie wystarczy pogoń za pokarmem, to pochwała indywidualizmu.

W iluż wierszach, piosenkach -ba! - poradnikach dobrych na wszystko jedną z najważniejszych porad jest gonienie marzeń. "Nauka latania" to poetycka opowieść o cenie, jaką trzeba czasem zapłacić, by owe marzenia doścignąć.

Kiedy jest się dzieckiem, po prostu trzeba mieć marzenia. Bez nich wszelki rozwój, nauka, nie miałyby przecież sensu. Widz poznaje Jonathana, młodą mewę żyjącą gdzieś nad wielką wodą, kiedy usiłuje samodzielnie opuścić gniazdo. Samodzielnie i niebanalnie. Bo uczy się nie tylko śmiesznie podskakiwać na piasku, ale przede wszystkim latać. I to nie byle jak.

Mateusz Smaczny animujący drewniano-pierzastym Jonathanem fantastycznie demonstruje te próby. Od krótkiego lotu, rozlicznych potknięć i upadków, po coraz dłuższe osiągi młodych skrzydeł. W tle słychać prawdziwy szum fal, ale to co pojawia się w drugim i trzecim planie może zawrócić w głowie. To gigantyczne drewniane okręgi, jakby jakieś nadnaturalne bulaje. Kiedy wyświetla się film z płynącym statkiem, a stado mew zaczyna gonić za świeżo wyłowionymi rybami, wizja scenografa Jana Polivki jest czytelna i porażająca wielkością jak niegdyś "Stefan Batory" cumujący u nabrzeża Gdyni.

A mały Jonathan trenuje beczki, korkociągi, a nawet nocne loty. I na nic zdadzą się dobre rady zatroskanych rodziców, że mógłby latać w nocy, gdyby miał oczy sowy. Młodego ptaka prześladują słowa ojca: "latasz po to, żeby jeść". Ale takie czcze gadanie nie z Jonathanem. On chce latać dla sztuki latania, wznoszenia się wyżej i wyżej, przekraczania granic, sięgania niemożliwego. Chce być szybki jak sokół. Wtedy gigantyczne bulaje zaczynają się obracać, a wrażenie wielkiego wiru powietrza, który pokonuje dzielna mewa, wzmocnione wyświetlaną wizualizacją i niemal industrialną muzyką jest porażające. Ale stado, a zwłaszcza jego przywódca, ma inne zdanie. Kto ponad poziomy wylatuje, tego trzeba ukarać.

Kiedy w bulaju pokazuje się gigantyczna, w porównaniu do pozostałych lalek, mewa, z głową przypominającą czaszkę jakiegoś bawołu porzuconą na prerii, a scenie sądu towarzyszy niemal szamańska muzyka Sebastiana Ładyżyń-skiego, wizja reżyserki - Joanny Gerigk i wspomnianego Jana Polivki - może wręcz przerazić młodsze dzieci. Podobnie jak wygnanie Jonathana na skały, skazanie na samotność.

"Nauka latania" pokazuje młodym widzom, że samotność nie musi być straszna. Może pomóc w samodoskonaleniu, sięgnięciu marzeń. W końcu zdolności banity przyciągną na skały i inne mewy. Też będą chciały czegoś więcej, jakby rozumiejąc, że życie w stadzie, życie tylko po to by jeść i trwać, to za mało, nawet dla ptaka. Błażej Piotrowski, Kamila Wróbel, czy Jacek Dojlidko ćwiczą z Jonathanem akrobacje w rytm irlandzkiej muzyki. Kiedy są gotowi, by wrócić do stada spotykają się z oporem dawnej władzy. Ale, wsparci niemal militarną, czy bliską horrorowi wizualizacją, zwyciężają, przeganiając stare. Bo to wizualizacje i scenografia są główną siłą sztuki.

Zatem warto spełniać marzenia, nawet za cenę samotności. Oby tylko chwilowej.

Jerzy Doroszkiewicz
Kurier Poranny
13 października 2017

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia