Młody, lepszy świat

„Pif! Paf! Jesteś trup!", „Pijacy" - reż. Paweł Budziński - Teatr Bakałarz w Krakowie

Czasami trafiamy w miejsca, o których nigdy byśmy nie pomyśleli, że istnieją. Gdzieś pod powierzchnią gwarnych, kolorowych miast. Schodzimy do chłodnych piwnic, a tam znajdujemy kluby. W klubach sceny, a na tych scenach nagle objawia się nam teatr. Inny, zaskakujący, studencki, młody, energetyczny – wyrosły ze świeżej wyobraźni. Taki właśnie jest Teatr Bakałarz, działający od kilku lat przy krakowskim Uniwersytecie Pedagogicznym. Pierwszy raz trafiłam na ich spektakl – jakkolwiek – przypadkiem, kilka miesięcy temu: bo ja miałam wolny wieczór, a oni wolny wstęp. Okazało się, że mają też w sobie wolność.

Pierwszym spektaklem, którym Bakałarz mnie zachwycił był „Pif! Paf! Jesteś trup!" w reż. Pawła Budzińskiego. Dramatyczna, oparta na faktach historia amerykańskiego nastolatka, który wpada do szkoły z bronią i na oślep zabija nauczycieli, swoich kolegów i koleżanki. Spektakl dosyć prosty w formie, oszczędny w środkach – scenografię tworzy jedynie biały materac, który staje się na przemian łóżkiem, ringiem czy niemal symbolem psychicznego więzienia, do jakiego zostaje wtrącony (przez samego siebie lub nie) główny bohater. Stroje postaci są czarno-białe, tak jak pełen skrajności świat Josha.

Młodzi aktorzy grają równo, dynamicznie. Akcja toczy się szybko, a całość opiera się głównie na zbiorowych scenach. Głównego bohatera nękają duchy zabitych, wciąż zadając mu pytanie – „Dlaczego ja?". Pojawiają się też zrozpaczeni i bezradni wobec charakteru syna rodzice. Nie ma tu nudy, nie ma tu żadnego niepotrzebnego gestu. Natomiast całość ma formę teatru plastycznego: pantomimicznych scen z elementami tańca, ruchu i bardzo dobrego panowania nad swoim ciałem, a także świetnej współpracy w grupie.

Te same postaci stają w szeregu z przestraszonymi twarzami, wykrzywionymi bólem. Zadają te same pytania, potem padają od kuli. Młody zabójca może pozbawić życia ludzi, ale nie unicestwi wspomnień. Jego historia ma formę retrospekcji, według której silny, charyzmatyczny chłopak ma problem ze współżyciem z innymi, w grupie. Duchy go otaczają, rzucają na materac, z rodzicami nie może nawiązać dialogu, ciężko mu też utrzymać relację z dziewczyną. Można jednak odnieść wrażenie, że obraz, który widzimy to indywidualny, wewnętrzny „Portret Doriana Graya". Fascynujący i pozostawiający margines własnej oceny spektakl.

Kolejna realizacja Teatru Bakałarz zainteresowała mnie już świadomie. „Pijacy" Franciszka Bohomolca widziałam w świetnej adaptacji na Scenie Kameralnej Narodowego Starego Teatru w reż. Barbary Wysockiej. Byłam na nim dwukrotnie, ponieważ Wysocka zrobiła spektakl nie tylko śmieszny, ale też inteligentny. Teatr Bakałarz odczytał „Pijaków" po swojemu – stworzyli historię lekką i bardzo bliską młodemu (choć nie tylko) człowiekowi.

Warto wspomnieć, że zarówno w pierwszym, jak i w drugim spektaklu Bakałarza bardzo ważną rolę odgrywa muzyka. Ona tworzy specyficzny klimat, tworzy też pewien dystans. Szczególnie widać to właśnie w „Pijakach", gdzie współczesne utwory (pasujące do całej, prześmiewczej oprawy spektaklu) sprawiają, że oświeceniowa komedia zamienia się w opowieść o współczesnej rodzinie. W kiczowatych dyskotekach, barach o złej sławie – przesiadują ludzie, których jedyną rozrywką integracyjną jest alkohol. Sąsiedzi razem piją, a ich rodziny albo do nich dołączają, albo starają się odciąć.

Spektakl ma wyraźną formę kabaretową, co mówi nam już początek. Słyszymy muzykę z „Króla Lwa" ze studia Walta Disneya, cała sala zostaje rozświetlona, a aktorzy roznoszą na tacach... prawdziwą wódkę w plastikowych kieliszkach. Potem na scenie zaczyna się szaleństwo, zabawa, pijaństwo, a z czerwonych skrzynek po butelkach aktorzy ustawiają „Lwią Skałę", na której w finale utworu pojawia się jeden z nich, z butelką alkoholu. W ogóle cała historia jest przerywana piosenkami. Po scenie dialogowej następuje widowiskowy fragment muzyczny, który zaskakuje i wywołuje uśmiech na twarzy. W „Pijakach" mamy też dwa utwory grane na żywo: jeden na fortepianie, drugi na gitarze. Wachlarz talentów młodych ludzi rośnie na naszych oczach.

Widowisko nie zwolni do samego końca. O tym, że mamy do czynienia z XVIII-wiecznym tekstem dowiemy się tylko z języka. Na scenie zobaczymy zarówno imprezę disco polo, rodem z remizy, obrzęd picia z wielkiej beczki czy młodego człowieka z gitarą, który niemal upije się na naszych oczach. Nie zabraknie też dystyngowanego dżentelmena Roztropskiego, który będzie stronił od alkoholu, jak i dobrze wychowanego, rozbrajającego Sobreckiego. Każdy z nich nie tylko rozbawi nas do łez, ale też każe zastanowić się nad sensem upijania się i nad tym, czy bawić się i być szczęśliwym można naprawdę tylko po alkoholu.

W „Pijakach" zniesiona zostaje granica między sceną a widownią, ponieważ są momenty, w których widz może uczestniczyć aktywnie: tańczyć z aktorami czy nawet wypić kieliszek. Takie sceny chwilami zaczynają żyć swoim własnym życiem. Druga rzecz – tutaj mamy już regularną scenografię i przemyślane, indywidualne stroje. Na scenie są firanki, dyskotekowe światła, wysokie stołki przy barze, stolik „kawiarniany", fortepian oraz dobre zaopatrzona półka z alkoholem. Aktorzy świetnie radzą sobie z wszelkimi rekwizytami i czują się w tej „umeblowanej" przestrzeni bardzo naturalnie.

Spektakle Teatru Bakałarz ogląda się tak dobrze, że ich koniec przyjmuje się z pewnym zdziwieniem i smutkiem, że się kończą. Zarówno aktorstwo, jak i oprawa świetlno-dźwiękowa zasługują na najwyższą ocenę. Nie można nie docenić też reżysera, którego pomysłowość i humor sprawiają, że finalny efekt jest naprawdę dobry. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że obejrzenie wyreżyserowanej przez Pawła Budzińskiego plastycznej realizacji „Pif! Paf! Jesteś trup!" czy komediowo-muzycznych „Pijaków" może być ostatnimi czasy bardziej wartościowe niż niektóre spektakle współczesnych twórców na dużych scenach teatrów miejskich. Pod powierzchnią dziwnych nierzadko realizacji czai się niespożyta, twórcza energia młodości, która będzie miała jeszcze wiele do powiedzenia.

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
22 lutego 2017

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...