Młodzi na ratunek

Widok z Koziej

Dawno nie obserwowałem na widowni takiego poruszenia! Podczas Międzynarodowego Festiwalu Szkół Teatralnych ITSelF mieli już status młodych gwiazd, bo kilka tygodni wcześniej wygrali w cuglach podobne, tyle że krajowe zawody. Nagród w krótkim czasie zebrali zresztą więcej, zbiorowych i indywidualnych, w kraju i za granicą. Na początku lipca nowoczesna sala Teatru Syrena dosłownie pękała w szwach, jakby cała Warszawa przyszła podziwiać studentów z Krakowa.

Do dna to spektakl muzyczny. Na scenie trzy dziewczyny i dwóch chłopców śpiewają tradycyjne polskie pieśni ludowe w nowoczesnej aranżacji Dawida Suleja Rudnickiego. To nie jedyny artysta, który sprawił, że studencki dyplom bez żadnych zmian mógłby wejść do repertuaru najlepszych polskich teatrów. Reżyserką, autorką scenariusza i duszą opiekuńczą młodych aktorów była Ewa Kaim, aktorka Starego Teatru, scenografię, kostiumy, projekcje i światło wymyślił Mirek Kaczmarek, choreografię skomponował Maćko Prusak, a śpiew z krakowskimi studentami przećwiczyła Justyna Motylska, wokalistka jazzowa i soulowa. Młodzi z Solskiego mają szczęście, bo pracują z nimi najlepsi.

Pracują nie tylko na scenie. Dramaturgię Do dna na podstawie starych śpiewników opracował Włodzimierz Szturc, uczony o wrażliwości artysty. Czytam słowa zapowiadające spektakl i zazdroszczę studentom takiej lekcji: „W pierwotnym pejzażu akustycznym odkrywamy rytuały dźwięków. Ich utrwalone ślady znajdujemy w pieśniach nocy, poranka, południa, zachodu i wieczoru. Autentyczność odnalezionych dawnych pieśni [...] przejawia się w tematach, przez które archaiczne dźwięki są przez nas przeprowadzane".

Jak się przeprowadza dźwięki przez tematy? To oczywiste: przeprowadza się je głosem, gestem, ruchem ciała, uderzeniami w bęben albo blaszaną ścianę, wreszcie zmienną i ulotną jak dźwięki emocją. Oczywiste co do zasady, bo przecież wszystko zależy od sposobu wykonania, stylu, w jakim się śpiewa, tańczy, gra i angażuje w pieśń, a ten jest w krakowskim spektaklu nadzwyczajny. O tym, że młodzi aktorzy: Dominika Guzek, Agnieszka Kościelniak, Weronika Kowalska, Jan Marczewski i Łukasz Szczepanowski, mają świetne głosy, są muzykalni, obdarzeni charakterem i sceniczną osobowością, nie będę was przekonywał. Sami zresztą sprawdźcie, a gdy już uda wam się zobaczyć Do dna, zwróćcie uwagę, jak wszystko, co robią ci zdolni studenci, jest nieoczywiste.

Nie tylko cały spektakl, ale każda pieśń ma tu swoją dramaturgię i swój scenariusz, który polega na niespodziance. Kiedy zaczyna się śpiew, nie wiecie, jak się skończy, w jakiej tonacji czy układzie choreograficznym. Niespodzianką jest tu zresztą każdy gest kończący pojedyncze zwrotki, mina, czy choćby spojrzenie puentujące refren, za każdym razem inne, zaskakujące. Wyśpiewane przez zdolnych studentów noce, poranki i wieczory brzmią tak, jakby nam wszystkim wydarzały się po raz pierwszy!

W czasach, które także w teatrze przeżywamy jak koniec świata, krakowski spektakl musi budzić entuzjazm. W naszej dorocznej ankiecie Najlepszy, najlepsza, najlepsi Do dna jest wymieniane wielokrotnie – może w przyszłym roku powinniśmy wprowadzić nową kategorię „najlepszy dyplom"? Cała nadzieja w młodych artystach.

Jacek Kopciński
Teatr Pismo
23 września 2017

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski