Młynarski na aktorów i orkiestrę

"Młynarski obowiązkowo!" - reż. Jacek Bończyk - Teatr 6. piętro w Warszawie

„Młynarski obowiązkowo!", czyli śpiewany autoportret na aktorów i orkiestrę to propozycja Teatru 6. Piętro dla każdego melomana, bogata w cięty dowcip, piękny wokal i świetną grę aktorską.

Na spektakl szłam z mieszanymi uczuciami. Nie jestem miłośniczką Młynarskiego - kilka jego utworów uważam za fantastyczne, ale większość tekstów zupełnie do mnie nie trafia. Być może winą trzeba obarczyć to, że jestem już z kolejnego pokolenia, a może podświadome oczekiwanie, że piosenki powinny być wyłącznie lekkie i przyjemne do słuchania. Popularne radia już dawno pożegnały „piosenki literackie". Obawiałam się, że koncert skierowany jest głównie do ludzi wychowanych na Młynarskim i znających wszystkie jego teksty. Spektakl zaskoczył mnie jednak świeżością, wdziękiem i tym, że dał szansę ignorantom – dał szansę się zakochać.

Siódemka doskonałych aktorów (w tym jeden gość specjalny, u mnie Krzysztof Tyniec) stało się w tym spektaklu najlepszym medium dla twórczości Młynarskiego. Jacek Bończyk jako reżyser, aktor i wokalista, Wiktor Zborowski jako konferansjer, Anna Sroka-Hryń, Magdalena Kumorek, Klementyna Umer i Arkadiusz Brykalski jako aktorzy-wokaliści stworzyli fantastyczny zespół o wielkiej energii, który oglądało się z dziką przyjemnością. Towarzyszyła im orkiestra w składzie Fabian Włodarek, Paweł Stankiewicz, Konrad Kubicki i Robert Siwak. Nad wszystkim czuwał sam Młynarski – autor scenariusza i pomysłodawca spektaklu, na który składa się dwadzieścia pięć piosenek oraz dopisane specjalnie kuplety konferansjerowe.

Niezaznajomiona z twórczością Młynarskiego, słuchałam wykonań wokalistów w większości nieobciążona bagażem oryginałów. Autor sam wskazał aktorów, których chciałby widzieć w swoim autoportrecie teatralnym i trzeba przyznać, że wybrał fantastyczny i doświadczony zespół, mocny zarówno pod względem aktorskim i wokalnym. Ale też niczego innego nie można było oczekiwać po tak znakomitych wykonawcach. Ciężko się zdecydować, które utwory były najmocniejszymi akcentami koncertu. „Ogrzej mnie" Kumorek jest dramatyczne, piękne wizualnie i wspaniałe aktorsko. „Kocham cię, życie" Klementyny Umer przeszywa dreszczem. Jazzowe „Moje serce to jest muzyk" Sroki-Hryń zapada w pamięć. Finał pozostawiał widownię pląsającą i podśpiewującą „Jeszcze w zielone gramy".

Spektakl pozbawiony jest niedoróbek. Jego strawna forma pozwala na bezinwazyjne wsłuchanie się w tekst piosenek i znalezienie czegoś dla siebie, niezależnie od wieku i doświadczeń. Muzyka na żywo to również wielki atut koncertu.

Widzowie żegnani byli życzeniami, aby myśleć (myśleć!). Wspaniałe to życzenia i najwyraźniej równie potrzebne teraz, jak i kilkadziesiąt lat temu.

Anna Dawid
Dziennik Teatralny Warszawa
5 maja 2016
Portrety
Jacek Bończyk

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia