Moc „Don Giovanniego", moc Ryszarda Peryta

"Don Giovanni" - reż. Ryszard Peryt - Opera Królewska

Na zakończenie festiwalu Mozart 2021 do Pomarańczarni w warszawskich Łazienkach powrócił „Don Giovanni" w wykonaniu Polskiej Opery Królewskiej.

 

Chociaż od ponad dwóch lat nie ma już z nami Ryszarda Peryta, to wypielęgnowana przez niego formuła prezentowania oper wciąż emanuje swoim przedziwnym urokiem. Gra już samo wnętrze: kameralna (patrząc z dzisiejszej perspektywy), XVIII-wieczna sala Teatru Stanisławowskiego. Zachowała się tu oryginalna, zupełnie niedzisiejsza architektura sceniczna: układ kwadratowej widowni z parterem, bocznymi lożami, kanałem i głęboką, ale maleńką jak na dzisiejsze potrzeby teatrów muzycznych sceną. Historyczne wnętrze niebywale wzmacnia Ryszarda Peryta rozumienie „przedstawiania" (jak mówił i pisał) dzieł dawnych mistrzów.

Jego postawę wobec arcydzielnej klasyki - utrwaloną także w „Don Giovannim" - w wielkim skrócie określić można jako podróżowanie do źródeł, poszukiwanie esencji kunsztownych dzieł, nieprzysłanianie muzyki nadmiarem pomysłów inscenizacyjnych. Taki też jest jeden z ostatnich spektakli dyrektora, reżysera i twórcy Polskiej Opery Królewskiej. Pod kierownictwem muzycznym Łukasza Borowicza i batutą Zbigniewa Gracy inscenizacja ta została oparta, jak mówią mądrzejsi ode mnie i potrafiący głębiej słyszeć, na pierwszej, praskiej wersji. Odsiewając balast romantycznej tradycji wykonawczej - sięga do źródła, do żywiołu mieniącej się kontrastami tempa i nastroju XVIII-wiecznej opery buffa. Pisał swego czasu najtrafniej Piotr Kamiński o życiu „Giovanniego" na dzisiejszych scenach: „Nasza epoka, z jednej strony, próbuje oczyścić utwór ze stylistycznych naleciałości wieków minionych [,..], Z drugiej strony jednak, ta zdrowa tendencja zderza się z ekscesami »Regietheater« (»teatru reżyserskiego") niemieckiego chowu, który przypisuje sobie nieograniczone prawa do ingerencji". I jeszcze: „Od 200 lat każde pokolenie wykonawców próbuje odsłonić przed nami oryginalność, wieloznaczność i ludzką prawdę tej partytury, każde ściąga ją jednak w istocie do swych własnych pojęć i przekonań". Robił to także Peryt - reżyser absolutnie zanurzony w sakralnych fascynacjach, głęboko wierzący oblat redemptorysta, który wcale nie ukrywał, że poprzez „Giovanniego" chciał wypowiedzieć własną prawdę o świecie. A jednak - choć wierzył w moralny wymiar sztuki - powstrzymał się od łatwego moralizatorstwa. Dał wersję opery inscenizacyjnie wyczyszczoną, nie szukał zgrzytliwych i często niestrawnych kontrastów pomiędzy tym, co widzimy na scenie, a tym, co słyszymy, nie kreślił ideologicznych bohomazów na tej wyrafinowanej partyturze. Wystarczyło mu oddanie głosu kompozytorowi i libreciście, odegranie fabuły do końca i na serio.

Pisząc dla Mozarta libretto tej opery, Lorenzo Da Ponte zaczerpnął od Tirso de Moliny i Moliera stary, wędrujący mit hedonisty i uwodziciela, drwiącego z zasad moralnych i przykładnie ukaranego. Giovanni to libertyn opętany seksualną obsesją, zwodzący i zdobywający (Donna Anna - Ewa Tracz, Donna Elwira - Tatiana Hempel-Gierlach, Zerlina - Marta Boberska). W tercecie z końca II aktu Giovanni ginie, zmrożony kamiennym uściskiem Komandora - wciąż nieustępliwy, do końca nie uznając porządku moralnego. Znakomicie wykonujący tą partię Wojciech Gierlach był odpowiednio patetyczny, , dobitny, był przegraną wielkością. Pozostał tajemnicą, . zagadkową postacią, symbolem człowieczeństwa „wyzwolonego". Człowieka, który dokonał wyboru, wraz ze wszystkimi jego konsekwencjami. Cała groza tego wyboru zmieściła się w muzyce, w przeszywającym, miażdżącym wręcz swoją mocą pojedynku wokalnym Giovanniego i Komandora (Robert Gierlach), przeplatanym partiami chóru i lękliwym lamentem służącego Leporella (Andrzej Klimczak). A po wszystkim następuje wzruszająco naiwny finał (sekstet z pierwszej, praskiej wersji), który, jak to w dawnym teatrze bywało, dopowiada losy postaci i zamyka wszystkie wątki. „Takiego świata, jaki reprezentował Ryszard, będzie brak. Bo ten świat jego, duchowy, katolicki, ma swoje miejsce w naszej kulturze, w naszym teatrze, w myśleniu o Polsce. Nie wiem, kto mógłby go zastąpić. Nie wiem, gdzie są ci ludzie, którzy kontynuowaliby, rozwijaliby tę myśl o teatrze jako miejscu świętym, miejscu, gdzie dokonują się bardzo tajemnicze, a ważne procesy". Kto mógł takie słowa wypowiedzieć w 2019 r., żegnając Ryszarda Peryta? Otóż - Andrzej Seweryn.

„Don Giovanni" W.A. Mozarta; inscenizacja, scenografia, reżyseria: Ryszard Peryt; kierownictwo muzyczne: Łukasz Borowicz; dyrygent: Zbigniew Graca; premiera 5-10 lipca 2018 r. na scenie Polskiej Opery Królewskiej; pokaz w ramach Festiwalu Mozart 2021

Grzegorz Kondrasiuk
Do Rzeczy
3 sierpnia 2021
Portrety
Ryszard Peryt

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia