Mogę walczyć dalej

Rozmowa z Krystyną Jandą

Publiczność przede wszystkim. Mija 45 lat mojej pracy, wiele, setki wieczorów spędziłam na scenie, często grając monodramy, czyli sam na sam z publicznością. To scena, teatr, tematy, kobiety, które gram, widzowie, uczą mnie, i siły, i wrażliwości, i człowieczeństwa. Także literatura, może przede wszystkim literatura, ta największa. Teraz często do niej wracam.

Po raz kolejny Stowarzyszenie ZASP przyznało „Gustawa", swoją najważniejszą nagrodę, której nazwa upamiętnia wybitną postać świata sztuki: Gustawa Holoubka – aktora, reżysera, pedagoga, społecznika i komentatora polskiej sceny publicznej.

ZASP: - ZASP przyznał Pani „Gustawa", swoją najwyższą nagrodę za zasługi dla środowiska teatralnego i promocję polskiej kultury. Czy to dla Pani ważne wyróżnienie?

Krystyna Janda: - Bardzo, bardzo ważne. Stworzenie Fundacji Na Rzecz Kultury, której głównym celem statutowym jest propagowanie kultury, otworzenie dwóch teatrów, prowadzenie ich, to najszerzej pojęta współpraca ze środowiskiem, kolegami, oparcie się na nim. W tej chwili w naszych przedstawieniach gra około 400 aktorów z całej Polski. Przez 12 lat istnienia fundacji współpracowaliśmy z wieloma, wieloma reżyserami, muzykami, scenografami, kostiumologami, choreografami, dramaturgami, charakteryzatorami, wszelkimi twórcami związanymi z teatrem. Dumna jestem też z tego, że w naszej fundacji daliśmy możliwość debiutu wielu młodym ludziom ze wszystkich tych dziedzin. Nagrodę Gustawa traktuję jako wyraz uznania dla całej tej współpracy ze środowiskiem.

- Krystyna Janda to dziś marka sama w sobie – uwielbiana przez widzów aktorka, szefowa dwóch teatrów, założycielka Fundacji Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury, ważny głos w debacie publicznej, opowiadający się za wolnością, demokracją i prawami kobiet. Jednym słowem, człowiek-instytucja. Jak się Pani czuje w tej niełatwej roli pomiędzy sztuką a zarządzaniem?

O tym, jak się czuję, nie myślę, mam tyle obowiązków i zobowiązań wobec fundacji, ludzi, widzów, że nad moim samopoczuciem nie bardzo się zastanawiam. Zarządzania wciąż się uczę, a sztuka jest mi najbliższa, po prostu. O sobie nauczyłam się myśleć mniej, odkąd założyłam fundację. Myślę dużo więcej o innych. To naturalne, to także konieczność.

- Jakie wyzwania w nadchodzącym roku czekają Pani Fundację?

Przede wszystkim martwię się o fundację, o nasze sprawy artystyczne i egzystencjalne. Sytuacja się zmieniła przez te ostatnie dwa lata, uczymy się funkcjonować i zastanawiamy się nad przyszłością. Dotąd w pewnym stopniu jednak zawsze mogłam liczyć na pomoc Ministerstwa Kultury i zarządzających kulturą. Teraz nic nie wiem. W tym roku planujemy 7 premier. Trudnych inscenizacji. Dwa spektakle będą poświęcone 50. rocznicy Marca '68, dwa teksty współczesne, społeczne ponadto, jeden amerykański, opowiadający o wolności osobistej człowieka, drugi to spektakl o Grzegorzu Przemyku. Jeszcze „Bal manekinów" Bruno Jasieńskiego i spektakl muzyczny „Przybora". Do tego dwa mniejsze spektakle, na małe sceny, w obu teatrach. Mam nadzieję, że uda nam się wszystko zrealizować, także satysfakcjonująco artystycznie. Od początku działania fundacji na błąd, pomyłkę artystyczną, raczej sobie nie możemy pozwolić, z powodów finansowych.

- Czytam Pani „Dziennik", którego dwa opasłe tomy ukazały się niedawno w wersji papierowej. Pasjonująca lektura! Wyłania się z niej portret kobiety dowcipnej, inteligentnej, wnikliwej obserwatorki – żony, matki, artystki, obywatelki. Ten „Dziennik" to Pani wierny towarzysz od 17 lat. A może w przyszłości materiał na monodram?

Dziękuję Pani bardzo. Nie wiem czy to mógłby być jakikolwiek materiał teatralny. Raczej nie. Siła zebranego, codziennego zapisywania szczegółów nie ma chyba mocy podsumowania jakiej wymaga teatr. Troszkę te dzienniki „stały się" mimo wszystko inne, obok wielu innych zajęć zawodowych. Sama jestem zdziwiona ilością i różnorodnością tych zapisków. Nawet byłam niechętna początkowo ich wydaniu. Teraz mam wdzięczność do Wydawcy, za tę propozycję.

- Kiedyś twierdziła Pani, że bez sceny i grania trudno byłoby się Pani obejść. Czy z pisaniem również łatwiej iść przez życie?

Dla mnie tak, choć ostatnio piszę dużo mniej, a były okresy w moim życiu kiedy nie mogłam pisać, „rozmawiać" z ludźmi w ten sposób. Dziennik Internetowy to bardzo specjalny, dość bliski, związek z czytelnikami. Bywało, że nie mogłam się zmusić do „dzielenia się". Ale Internet jest medium tak silnym, bardzo szybko zorientowałam się, że tego rodzaju, inne, porozumienie z Widzami jest niezwykłą szansą.

- Jednym z zadań, jakie stawia przed sobą Pani Fundacja, jest także współpraca z domami spokojnej starości. Cieszymy się, że Dom Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie ma w Pani życzliwego sojusznika. Jakie refleksje i emocje wywołuje w Pani temat „starości" i „artystów weteranów"?

To chyba czułość, wzruszenie i wdzięczność. Właśnie obchodzę 65. urodziny, mam wrażenie, że jestem w pełni sił zawodowych, ale często myślę o przyszłości. Pracowałam, grałam, przyjaźniłam się, siedziałam w garderobach z wieloma „wielkimi" świata teatru i filmu. Wielu z nich już dziś nie ma. Tęsknię. Zachowałam i pielęgnuję szacunek.

- Patronem Nagrody jest Gustaw Holoubek – znakomity aktor, reżyser, pedagog, społecznik i komentator polskiej sceny publicznej. Kim dla Pani był Gustaw Holoubek? Jak go Pani zapamiętała?

Jak kogoś naprawdę bardzo niezwykłego. Ostatnio wchodziłam na wystawę w Muzeum Sztuki Współczesnej pt. „Późna polskość", wystawę otwierała Wielka Improwizacja w wykonaniu pana Gustawa. Stałam zatrzymana w „biegu" jak skamieniała. Magnetyczna osobowość.

- „Gustaw" to również wyraz uznania za Pani zaangażowanie w sprawy obywatelskie i społeczne. Powiedziała Pani całkiem niedawno: „Gdy się budzę, myślę sobie „Co mi jest? A, to Polska mi jest". Co z tą Polską, Pani Krystyno? Boli, uwiera, wkurza?

Wszystko. Jeśli Pani chce, także w tej chwili, budzi rozpacz. Przepraszam, że używam wielkich słów, ale sprawa i moment jest absolutnie wyjątkowy. Mam uczucie, że wszystko się zawaliło. Dorobek tych ostatnich lat i nadzieje. Nie jestem optymistką. To kulturowy i każdy inny wielki krok w tył.

- Dzięki swojej postawie obywatelskiej zasłużyła już sobie Pani na wiele tytułów - Kobieta z Żelaza, Kobieta z Marmuru, Człowiek Wolności. Często podkreśla Pani, że to Andrzej Wajda stworzył Panią jako aktorkę i osobę wrażliwą na sprawy społeczne i polityczne. Kto jeszcze uczył Panią tej wrażliwości?

Wszyscy. Publiczność przede wszystkim. Mija 45 lat mojej pracy, wiele, setki wieczorów spędziłam na scenie, często grając monodramy, czyli sam na sam z publicznością. To scena, teatr, tematy, kobiety, które gram, widzowie, uczą mnie, i siły, i wrażliwości, i człowieczeństwa. Także literatura, może przede wszystkim literatura, ta największa. Teraz często do niej wracam.

- Tak się złożyło, że informacja dotycząca laureata „Gustawa" podawana jest zawsze do wiadomości publicznej 21 grudnia, czyli w „okolicach" Pani urodzin. Wiem, że gwiazd się o wiek nie pyta, ale Pani nigdy swojej metryki nie ukrywała. Czy, parafrazując Shirley Valentine, ma Pani ochotę zawołać: „Krystyno, masz dopiero 65 lat, jak to cudownie!"?

Nie czuję się źle w swojej skórze. Mam wrażenie że dorosłam do wieku, który mam i nie udaję nikogo innego niż jestem. Ale..., chciałabym wrócić do 28. roku życia albo chociaż do 40. Niestety, to nie możliwe.

- Jakie refleksje pojawiły się w tym roku nad urodzinowym tortem?

Że będzie ciężko, ale fizycznie czuje się dobrze. Mogę walczyć dalej, tylko muszę troszeczkę o siebie dbać.

___

Krystyna Janda - aktorka, reżyserka, twórczyni i współorganizatorka - wraz z nieżyjącym już, wybitnym operatorem filmowym, Edwardem Kłosińskim – Teatru Polonia, a także kreatorka kolejnej sceny - Och-Teatru. Prezes „Fundacji na rzecz Kultury", która to Fundacja ma pod opieką oba wymienione teatry. Inicjatorka przedstawień plenerowych wpisanych w stołeczną tkankę miejską, ( m.in. „Lament na Placu Konstytucji" i „Starość jest piękna"), otwartych dla szerokiej publiczności.

(-)
ZASP
21 grudnia 2017
Portrety
Krystyna Janda

Książka tygodnia

Macbeth
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jo Nesbø

Trailer tygodnia