Moje spotkania

Okiem Jerzego Stuhra

Urocze spotkania odbyłem niedawno z Czytelnikami na Wybrzeżu: Gdynia, Sopot, Reda, Rumia... Spotykałem się w bibliotekach, w klubach. Byłem zaskoczony, jak wiele o mnie wiedzieli, jak bardzo chcieli rozmawiać. Bardzo lubię takie szybkie spotkania, zmienne, różnorodne, bo to stwarza ustawiczny ruch, życie -

Częściej rozmawiamy o Pańskich wędrówkach po świecie, niż o tych spotkaniach, w kraju lub poza jego granicami, które świadczą o Pańskiej artystycznej ruchliwości. Te szybkie kontakty także potrafią być zaskakujące! Czy Pan o nich pamięta?

- Oczywiście, zawsze! I bardzo je lubię. Urocze spotkania odbyłem niedawno z Czytelnikami na Wybrzeżu: Gdynia, Sopot, Reda, Rumia... Spotykałem się w bibliotekach, w klubach. Byłem zaskoczony, jak wiele o mnie wiedzieli, jak bardzo chcieli rozmawiać. Pomyślałem: jak to dobrze, że czytelnicy tak garną się do rozmowy! Coraz częściej myślę, że bezpośrednia rozmowa człowieka z człowiekiem jest czymś najważniejszym w życiu. I przynoszącym szanse na porozumienie. Wszelkie porozumienie.

Promowałem na Wybrzeżu książkę, tę ostatnią, choć publiczność i organizatorzy przynosili z sobą lub wystawiali na stole do podpisu wszystkie wcześniejsze. I "Sercową chorobę", i "Stuhrowie", a także nasze wywiady, czyli "Ucieczkę do przodu".

Powiedzieli mi, że na mój dziennik z choroby trzeba się specjalnie zapisywać. Przyznaję, że jestem zaskoczony powodzeniem tego tytułu. Tyle komplementów mnie spotyka, nawet lekarze - onkolodzy na jednym ze zjazdów, na który mnie zaprosili, powiedzieli mi, że nikt od dawna nie zrobił dla nich tyle, ile ja zrobiłem tą książką.

Ale myślę, że powód zasadniczy tego powodzenia jest jeden: ten, że... żyję, że stanowię dowód pozytywny. Zarówno dla lekarskich możliwości, jak i dla samej mobilizacji organizmu ludzkiego walczącego z chorobą. Może taka świadomość "mocy" jest coraz bardziej ludziom potrzebna?

Na Wybrzeże wrócę 22 czerwca, na festiwal radiowych słuchowisk i teatrów telewizji "Dwa Teatry". Obiecałem, że się tam pokażę, bo tak się złożyło, że aż trzy moje prace z ostatniego sezonu biorą udział w festiwalu: "Ich czworo" Zapolskiej, które zrobiłem dla radia (nagrywane w Radio Kraków na żywo, jako spektakl z publicznością), prezentowane niedawno w telewizji trójspotkanie z jednoaktówkami Fredry, też realizowane na żywo, przez trzy ośrodki

telewizyjne równocześnie. Mnie, jako reżyserowi, przypadła jednoaktówka "Świeczka zgasła", reprezentująca Ośrodek TV w Katowicach. Trzecim moim udziałem będzie nagrywany obecnie, autorski spektakl Andrzeja Barta - "Bezdech".

Jestem w tym spektaklu jednym z aktorów towarzyszących postaci głównej, którą odtwarza Bogusław Linda. Autorem zdjęć i producentem jest Witold Adamek.

Ostatnio byłem, też tak "na szybko", w Nowym Jorku. Miałem intensywne trzy dni. Każdy inny. Pierwszy, to uroczystości związane z rocznicą śmierci papieża. Jest to oficjalna uroczystość ambasady polskiej, w której aktor polski i aktor amerykański czytają poezje papieża. Było podniośle, a najbardziej mi się podobało, gdy połączone chóry dziecięce wykonały "Gaudę Mater Polonia". Przeczytałem parę tekstów.

Przy okazji - i to był dzień drugi - byłem gościem honorowym Balu Fundacji Kościuszkowskiej. Moja córka była przed kilku laty stypendystką Fundacji Kościuszkowskiej, więc tym bardziej wypadało mi tam być.

A potem był dzień trzeci, czyli promocja mojej książki w konsulacie. Trzy dni -każdy dzień miał swój osobny program - i nie ukrywam - swoje osobne emocje.

A w poniedziałek wróciłem, aby udać się do czeskiego Cieszyna, gdzie rozpoczął się, już po raz 15. przegląd filmowy "Kino na Granicy". Organizatorzy zaprojektowali retrospektywę filmów moich i przegląd filmów z udziałem mojego Maćka. Ja znalazłem się na początku festiwalu, a Maciek na końcu. Ponieważ to jest kino na granicy, czyli jego programem jest prezentacja filmów polskich, czeskich, słowackich i węgierskich, to zawsze obok gościa polskiego jest jeszcze drugi gość, "zagraniczny" - tym razem był to zasłużony reżyser słowacki, Peter Solan. Bardzo lubię takie szybkie spotkania, zmienne, różnorodne, bo to stwarza ustawiczny ruch, życie.

Maria Malatyńska
Polska Gazeta Krakowska
13 maja 2013
Portrety
Jerzy Stuhr

Książka tygodnia

Cyrk w świecie widowisk
Warsztaty Kultury w Lublinie
redakcja Grzegorz Kondrasiuk

Trailer tygodnia