Moniuszko i kabaret. Twórczy kolaż gwarantuje sukces

"3 x M, czyli Moniuszko-Miłość-Miraże" - reż. Bernarda Bielenia - Białostocki Teatr Lalek

Kabaretowa konwencja, świeże aranżacje muzyczne, spektrum różnorodnych lalek. Spektakl „3 x M, czyli Moniuszko-Miłość-Miraże" Białostocki Teatr Lalek przygotował z okazji Roku Moniuszkowskiego.

Rok 2019 jest okazją do przypomnienia sobie nie tylko dzieł ojca polskiej opery narodowej, ale i samej postaci Stanisława Moniuszki. Przypada bowiem 200. rocznica urodzin znanego kompozytora. Jak upłynęło mu życie, kogo kochał, jakie wartości możemy wciąż czerpać z jego twórczości – to pytania, które warto sobie postawić, zwłaszcza w Roku Moniuszkowskim. Stawiają sobie je ci, którzy dzieła Moniuszki próbują odczytać na nowo.

Białostocki Teatr Lalek postanowił przygotować spektakl na podstawie pieśni Stanisława Moniuszki i ciekawych wątków biograficznych kompozytora. „3 x M, czyli Moniuszko-Miłość-Miraże" to wielce udana realizacja, nawiązująca do najlepszych tradycji polskiego kabaretu.

Klasyka zderza się z nowoczesnością

Reżyserka Bernarda Bielenia wybrała 12 pieśni ze Śpiewnika domowego, które na nowo muzycznie odczytał Marcin Nagnajewicz. Ponadto na scenie, a dokładnie na wizualizacjach stworzonych przez Krzysztofa Kiziewicza, ukazuje się sam Moniuszko, który namówi aktorów do odegrania historii miłosnych zawartych w jego pieśniach. „Miłość dała mi wielką radość. Śpiewajcie moje pieśni. To daje szczęście i pomaga kochać" – wyjaśnia. Moniuszko kochał muzykę i ludzi, ale nie miał w życiu szczęścia. Wiele osób go opuściło albo wykorzystało.

Konwencja kabaretowa spektaklu pozwala na formę kolażu. Jest on obecny zarówno w muzyce – zestawienie pieśni, jak i w plastyce. W przedstawieniu wykorzystane zostały bowiem lalki z Piwnicy Lalek. To przestrzeń, w której zgromadzone są lalki, kostiumy, a nawet cale dekoracje z różnych archiwalnych przedstawień Białostockiego Teatru Lalek. Przepastne archiwum, z którego można korzystać. Zajrzał do niego Andrzej Dworakowski i dokonał właściwego wyboru. On także odpowiada za scenografię spektaklu. Kostiumy stworzyła Martyna Stěpán-Dworakowska. W inteligentny sposób nawiązują one do polskiej tradycji (barwne spódnice i kamizelki, kwiaty we włosach i warkocze u pań), ale mają też współczesne wstawki, np. w postaci trampek.

Takie zderzenie klasycznej formy z nowoczesną stylistyką może się podobać. I białostockim widzom przypadło do gustu – premierowy spektakl w wielu momentach przerywali bowiem brawami.

Moniuszko jak Zenon Martyniuk

Aktorzy siadają za stołem, chwytają się za ręce i zaczynają seans spirytystyczny. Chcą wywołać ducha Moniuszki. Mistrz pojawia się, a i owszem. „Bo to jest bardzo dobry teatr, może nawet najlepszy w spełnianiu marzeń" – mówi jako Moniuszko Krzysztof Dzierma.
Jakie Moniuszko może mieć marzenie? By jego pieśni trafiły pod strzechy. Twórcy spektaklu idą dalej. Ojciec polskiej opery narodowej chciałby być tak popularny jak... pewien wokalista wykonujący utwór disco polo o dziewczynie, co ma oczy zielone. Nazwisko Zenona Martyniuka wprawdzie nie pada, ale nie trudno się domyślić, że właśnie o niego chodzi. Zaśpiew Krzysztofa Dziermy przypomina też postać księdza Antoniego, w którego wcielał się w filmowej serii „U Pana Boga...".

Postać Moniuszki, która za sprawą wizualizacji pojawia się a to na stole, a to na partyturze, a
to na lustrze, a to na telewizorze jest swoistym przewodnikiem w spektaklu. Nie tylko wprowadza w kolejne pieśni, ale zdradza pikantne szczegóły ze swojej biografii. Wprawdzie kochał tylko żonę, ale pamięta Hankę śpiewającą pięknym głosem i tancerkę Irenkę, która chciała się z nim całować. Drugim mistrzem ceremonii jest Michał Jarmoszuk, który pełni tu rolę Chochlika. Tańczy, służy mikrofonem innym aktorom, wykonuje muzyczne przerywniki.

Pieśni w rytmach reggae i disco

Atutem przedstawienia są różnorodne aranżacje muzyczne pieśni Moniuszki. Piosenki Chochlik nuci w jazzujących aranżach, jednak „Dalibógże" ma już mocny, dyskotekowy rytm.

Prawdziwym hitem jest „Prząśniczka". Krzysztof Pilat, Paweł S. Szymański i Zbigniew Litwińczuk w damskich perukach (wiadomo, kabaret) niekoniecznie trafiają w dźwięki. Nie ułatwia im zadania trzymający mikrofon Jarmoszuk. Z kolei Łucja Grzeszczyk z odpowiednimi emocjami wykonuje „Dumkę". Uniesiona się do góry, przyodziana w płachtę białego materiału niczym suknię, z latającymi nad jej głową bocianami. Uroczy, romantyczny obrazek.

Duet Pilat-Szymański w pieśni „Grajek" uroczo fałszuje i tworzy z kompozycji Moniuszki coś na kształt ulicznej przyśpiewki. Dodatkową ozdobą tego fragmentu muzycznego jest teatr cieni zestawiony z formą i żywym planem. Wspaniałe zagranie. Jest też czas na chwilę refleksji z powodu nieszczęśliwej miłości. „Powiedzcie mi" to popis wokalnych umiejętności Sylwii Janowicz-Dobrowolskiej.

Utwór „Święty Piotr" to okazja, by przekonać się, jakie zasoby gromadzi Piwnica Lalek. Lalki wprost „wysypują się" na scenę. To artystyczne zamieszanie próbuje okiełznać Zbigniew Litwińczuk, krzycząc, że „lalki to skarb kultury narodowej" i takie ich ogrywanie jest „profanacją sztuki lalkarskiej". Wręczone publice w pierwszych rzędach do potrzymania lalki skrzętnie zbiera.

Popis nie tylko wokalnych, ale też gimnastycznych zdolności prezentuje Izabela Maria Wilczewska. Wykonując pod sufitem skomplikowane akrobacje na szarfach (łącznie ze szpagatem) śpiewa „Groźną dziewczynę". Oglądający ją aktorzy usadzeni za stołem wystawiają oceny za pomocą kart, w które wcześniej grali (na wzór telewizyjnych programów typu „talent show"). Zaskakuje „Złota rybka" ostatnio przypomniana przez Barbarę Wrońską. Tutaj zyskała aranż w rytmach reggae. Z kolei w pieśni „Matysek" prym wiedzie lalka z teatru Dudy Paivy (wydobywana z malowanej skrzyni), którą aktorzy rozbierają na części.

W finale spektaklu Moniuszko na ogromnym portrecie... ożywa i zaczyna mrugać oczami. Widzom ukazuje się natomiast Krzysztof Dzierma we własnej postaci.

„3 x M, czyli Moniuszko-Miłość-Miraże" to spektakl pełen dystansu do postaci Moniuszki, daleki od sztampowego pokazywania sławnych osób. Jego pomysłodawcy nie bali się pokazać twórczości wielkiego kompozytora w kabaretowej odsłonie. Taka forma przedstawienia rzuca nowe światło na moniuszkowskie pieśni. Pokazuje ich potencjał i możliwość współczesnego odczytania.

Jest tu humor, rozrywka na najwyższym poziomie i refleksja nie tylko nad nieszczęśliwą miłością.

Anna Katarzyna Dycha
Dziennik Teatralny Białystok
19 listopada 2019

Książka tygodnia

Opowieści
Wydawnictwo MG
Fiodor Dostojewski

Trailer tygodnia

(F) Paralele
Marek Zimakiewicz
„Paralele”, to inicjatywa Fundacji An...