Morderstwo bez expressu

"Lewiatan" - reż. Bartosz Konopka - Teatr Telewizji

Czy aktorzy powinni tłumaczyć się z grania w produkcjach telewizji nazywanej rządową? - pytano niedawno w dyskusjach o nie najbardziej udanym, ale z pewnością najgłośniejszym polskim serialu ostatnich lat - "Osieckiej". Choć trudno udawać, że TVP nie jest reklamą partii rządzącej, nie sposób nie dostrzec, że tylko ona zainteresowała się losami legendarnej poetki i tylko ona inwestuje w Teatr Telewizji. Ale poziom jednego i drugiego nie daje wcale Jackowi Kurskiemu okazji do dumy, lecz powód wstydu dla konkurencji.

Nominowany do Oscara Bartosz Konopka ("Królik po berlińsku", "Lęk wysokości", "Nieobecni") - bardzo dobry reżyser i scenarzysta - przy wsparciu autora adaptacji Cezarego Harasimowicza sfilmował znaną i lubianą, nie tylko w Rosji, detektywistyczną powieść Borisa Akunina.

Na tym dużych nazwisk w "Lewiatanie" nie koniec. Wystarczy rzut oka na obsadę nowej produkcji Teatru Telewizji - z Karoliną Gruszką, Piotrem Żurawskim, Piotrem Głowackim i Marią Dębską na czele - by spodziewać się historii z dreszczykiem na co najmniej porządnym poziomie. Nic z tego. Porównania z najlepszymi inscenizacjami (przywoływanej zresztą w zapowiedziach) Agaty Christie są dużo na wyrost.

"Lewiatan" w Teatrze Telewizji TVP: kto zabił?
Przedstawienie, zapowiadane jako "najbardziej spektakularna premiera sezonu", przenosi nas do XIX w.. Na luksusowym statku rozpoczyna się śledztwo w sprawie zbrodni dokonanej w dzielnicy Paryża. Tropem jest złota przywieszka pasażera pierwszej klasy rejsu tytułowym Lewiatanem. Czyja, nie wiadomo - niemal każdy swoją zgubił albo się pozbył, bo godziła w jego dobre imię. Komisarz policji Gustaw Gauche (Piotr Głowacki) nie ma więc łatwego zadania. Zwłaszcza, że w elitarnym, multikulturowym towarzystwie nikt nie mówi wszystkiego. Klasyczne suknie i fraki w większości skrywają mało szlachetne wnętrza. Nietrudno się domyślić, że przelana wcześniej krew nie była ostatnią.

Konopka z Harasimowiczem, którzy musieli zmieścić wielowątkową powieść Akunina w jednym salonie, a w dodatku na jej nakręcenie mięli ledwie tydzień, postawili na klasyczną adaptację. I nie byłoby w tym niczego złego, gdyby w tej mocno schematycznej i ogranej historii znaleźli więcej autentycznych emocji zamiast kolejnych klisz. A jeśli świadomie po te klisze sięgnęli, przydałby się im humor i dystans.

Lekkości brakuje właśnie "Lewiatanowi" najbardziej. Szczytem dowcipu okazuje się reagująca na wszystko głośnym "whaaat" Anna Smołowik albo powtarzane do znudzenia "wśród nas jest morderca". A przecież choćby niedawny "Na noże" Riana Johnsona pokazał, jak ożywczo na kryminalną intrygę działa odkrycie jej komediowego potencjału. Tu jako jedyne zdają się momentami wyczuwać go puszczające oko do widzów Gruszka i Dębska.

"Lewiatan": wciąż pechowy Teatr Telewizji
"Lewiatan" nie kłuje w oczy, jak pokazywana w tej samej stacji "Korona królów", ani nie powoduje estetycznej traumy w stylu tutejszej "Zemsty" Redbada Klynstry-Komarnickiego. Dzięki dobrym kostiumom Doroty Roqueplo i scenografii Katarzyny Sobańskiej i Marcela Sławińskiego kiczowaty pozostaje głównie pędzący na oślep obrazek falującego morza. Jednak ani kwestie wizualne, ani radzący sobie raz lepiej, raz gorzej, grający w różnych konwencjach, jakby nie dość wyreżyserowani aktorzy, nie chronią całości przed ostateczną porażką.

Toporna - mocno anachroniczna i przydługa, nawet mimo dynamicznych animacji - forma składa się na nużącą, zrealizowaną bez pomysłu całość. Szkoda bardzo zdolnych aktorów, szkoda zmarnowanej szansy na błyskotliwą rozrywkę lub, jak najwyraźniej planował Cezary Harasimowicz, krwisty realizm z nieoczywistymi postaciami. Szkoda wciąż pechowego Teatru Telewizji.

Dawid Dudko
Onet.Kultura
10 marca 2021
Portrety
Bartek Konopka

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia