Może współczesna sztuka jest sztuką schizofreników?

"Niżyński" - reż. M. Siegoczyński - Dwór Artusa w Toruniu

Wacław Niżyński był jednym z najwybitniejszych tancerzy XX wieku, zaskakującym pomysłowością choreografem, a także po prostu skandalistą tamtego czasu. Lecz kim był naprawdę? Bogiem tańca? Zagubionym i samotnym człowiekiem? Czy może po prostu schizofrenikiem, który miał piękny, lecz nierzeczywisty sen? Marek Kossakowski w spektaklu Michała Siegoczyńskiego pt. "Niżyński" przedstawia tę niezwykłą osobowość w sposób absolutnie widowiskowy.

Chociaż prawdopodobnie nie istnieją żadne nagrania ukazujące Niżyńskiego na scenie, jego sława i kunszt są wiecznie żywe. Prace takie jak "Popołudnie Fauna" czy chyba najbardziej znane "Święto wiosny" były niejednokrotnie wystawiane, interpretowane na nowo i wciąż nie przestają inspirować twórców. Choreografie Niżyńskiego były swego rodzaju rewolucją początków XX wieku, które zdecydowanie zmieniły patrzenie na taniec i jego wypracowaną, piękną formę. Ruch proponowany przez Niżyńskiego nie był już tak doskonały, estetyczny, nie był pokazem wirtuozerii tancerza, jednak widz postawiony przed jego sztuką nie pozostawał obojętny i chyba tak pozostało do dziś.

W "Dzienniku", który zaczął pisać po zapadnięciu na schizofrenię, Niżyński nazywa siebie Bogiem tańca. Opisuje swoje życie z punktu widzenia człowieka absolutnie samotnego, niezrozumiałego, wręcz skrzywdzonego. Ukazuje swoją niezwykłą wrażliwość, ale także przekonanie o wielkości. To właśnie na podstawie tego tekstu powstał spektakl o geniuszu tańca. Marek Kossakowski wchodzi w rolę w niezwykle realistyczny sposób. Jego monologi kipią od emocji przeżywanych na scenie.

Należy wspomnieć także o wykorzystanych w spektaklu projekcjach video. Są one realizowane na żywo. Widzimy więc bohatera jakby podwójnie. Jako rzeczywistego aktora na scenie oraz na ekranie. To zapośredniczenie pogłębia pewnego rodzaju obcość bohatera. Można by powiedzieć, że nagrania wprowadzają wręcz w poetykę oniryczną, a czasami nawet odwołują się do współczesnego teledysku, co w pewien sposób odrealnia całą historię.

Choć spektakl opowiada historię artysty żyjącego niemal wiek temu, wydaje się ona niezwykle współczesna. Ukazuje człowieka - artystę uwikłanego w różne układy i skandale, manipulowanego, wykorzystywanego do osiągnięcia pewnych celów przez innych, wreszcie wyczerpanego, samotnego i nierozumianego. To dość uniwersalna historia, która może dziać się w każdym czasie. To historia geniusza. To historia człowieka, którego naznaczyła choroba.

Wykrzykiwane przez Kossakowskiego słowa Niżyńskiego, o dziwo, wcale tak bardzo nie szokują. Oczywiście są one nieco irracjonalne, prowokacyjne, świadczące o megalomanii czy samouwielbieniu, jednak można odnieść wrażenie, że gdzieś się już słyszało podobne wypowiedzi. Na myśl przychodzić może sztuka współczesna. Dziś artyście wszystko wolno, nic go nie krępuje, wszystko oczywiście w imię Sztuki. Dozwolone są skandale i prowokacje.

Warto pamiętać o tym, że bohater spektaklu cierpiał na schizofrenię. To odrobinę zmienia perspektywę. Warto także postawić sobie pytanie: czy przypadkiem współcześni twórcy, a także odbiorcy sztuki, akceptujący ją w takiej formie, także nie cierpią na pewnego rodzaju schizofrenię? Może współczesna sztuka jest sztuką schizofreników? Szkoda tylko, że nie ma w niej tyle kunsztu i pomysłu, co w pracach Niżyńskiego, a artystów nie cechuje już talent, wyobraźnia czy umiejętności, które bez wątpienia określały Boga tańca XX wieku. Chociaż nie można uogólniać. Za wyjątek można tu uznać przykład Kossakowskiego i Siegoczyńskiego.

Magdalena Ogieniewska
Teatr dla Was
26 listopada 2013

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...