Mur miasta Uruk

Krakowski Salon Poezji - Jan Kott

Jeszcze raz powtórzę: esejem jest pisanie eseju", wyznał Jan Kott. 22 grudnia zeszłego roku minęło piętnaście lat od jego śmierci. Dodawał, iż chętnie ukradłby Gertrudzie Stein jej frazę: "róża jest różą, jest różą, jest różą" i zmienił na: "esej jest esejem, jest esejem, jest esejem".

I jeszcze przywoływał zamierzchły gród: "Uruk, najsłynniejsze miasto Babilonii, otoczony był murem z wypalonych cegieł z wyrytym w nich pismem klinowym. Na każdej z tych cegieł odciskały się dzieje muru". Tak, mur, który był murem i zarazem historią narodzin muru. Coś jak zamknięte koło.

Potwierdzeń, weryfikacji prawdy, sprawdzianów rzetelności - nie ma sensu szukać na zewnątrz. Potwierdzenia, weryfikacje, sprawdziany tkwią w samym murze. Esejem jest pisanie eseju. Na ostatnim Salonie Poezji ta fundamentalna pewność Kotta nieustannie brzęczała w powietrzu. I jeszcze falowało stare retoryczne pytanie Wystana Audena: "Niby skąd mam wiedzieć, co myślę, zanim nie przeczytam tego, co napiszę?".

Anna Dymna, Anna Polony, Krzysztof Orzechowski, Grzegorz Mielczarek. Czytali akapity Kotta. O żydowskiej modlitwie za zmarłych, o Kantorze, o erotyce, o zabawie z wnuczką w wilka i Czerwonego Kapturka, o Szekspirze i Sofoklesie, o Borgesie mruczącym tekst "Tajemnica Szekspira", o seansie Wielkiego Mima. I czytali kawałki literatury. Fragmenty dzieł Szekspira i Sofoklesa, wiersz Zagajewskiego o starym klaunie, sonet Szekspira, wreszcie dojmujący Borgesa portret Szekspira.

W przerwach Adam Kawończyk grał na trąbce, fletni Pana, kalimbie i kilku fletach. Tak, grał, tyle że raczej - nie z nut. Myślę, iż nie było wcześniej skonstruowanej partytury, najwyżej ogólny zarys muzycznego smaku. Myślę, że to, co wybrzmiewało, rodziło się "tu i teraz". Nie było powtórzeniem, kalką, lustrzanym odbiciem. Było przygodą, co sama siebie stwarzała, rozsnuwała od nuty do nuty, kiedy Kawończyk grał. I tak też Dymna, Polony, Orzechowski i Mielczarek czytali Kotta. Pięknie, gdyż tak, jak w teatrze recytuje się monologi. "Tu i teraz". Jakby nie było wcześniej słów właśnie mówionych. Jakby nie było pamięci.

Esejem jest pisanie eseju. Znaczy to tyle, że nie ma mowy o pasywnym na kartce, przy użyciu grzecznych zdań, kalkowaniu Idei, Sądów, Przesłań, Mądrości, wcześniej precyzyjnie skonstruowanych w głowie. "Usiądź i przelej na papier myśli" - o takiej fatalnej rezygnacji mowy nie ma. Grubo, z brawurowym ryzykiem mówiąc - Kott nie przelewał gotowych myśli. Nie dlatego, że ich nie posiadał. Dlatego, że samo tylko pokorne przelewanie jest śmiercią opowieści, a opowieść była dlań najistotniejsza. Jego pisanie jest formą namysłu.

To przygoda finezyjnie się konstruująca od słowa, do słowa. Tu dzieją się przede wszystkim zdania i akapity, fantastyczny romans językowy rozwija się tu i teraz. Trwa na stronach opowieść, która, niczym mur miasta Uruk, nie potrzebuje żadnych zewnętrznych sprawdzianów, weryfikacji, potwierdzeń. Po raz setny powtórzę. Cóż z tego, że Macondo nie istnieje naprawdę, cóż z tego, skoro masz szczęście czytać "Sto lat samotności" Marqueza? A z drugiej strony - dla "Znaku wodnego" Brodskiego jak wielkie znaczenie ma fakt, że Wenecja istnieje naprawdę? Oczywiście - nieusuwalnie zerowe.

Dymna, Polony, Mielczarek, Orzechowski - oni akapity Kotta czytali tak, jak Kott je pisał. Tak, jak czytali Szekspira, Sofoklesa lub Borgesa. Nie w tym rzecz, że Kott był jak oni. Rzecz w tym, że literatura jest literaturą. Esejem jest Kott. To wszystko.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
23 stycznia 2017
Portrety
Anna Dymna

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia