Musical jak mydlana bańka

"Polita" - reż: Janusz Józefowicz - Teatr Studio Buffo w Warszawie

"Polita" to sztuka zrealizowana z dużym rozmachem.

Przypomina jednak bańkę mydlaną - z zewnątrz piękną, w środku pustą.

To miał być przełom. Pierwsze w Polsce i jedno z pierwszych na świecie przedstawień łączących teatr z technologią 3D. Prawdziwych aktorów z komputerowymi fantomami. Rzeczywiste rekwizyty z wirtualną dekoracją. Biografia Poli Negri, jedynej Polki, która zrobiła karierę w Hollywood, świetnie się do tego nadawała. Dzięki nowym możliwościom mieliśmy się przenieść w przedwojenny świat, znaleźć się w filmowym studiu Paramount albo pod nowojorską Giełdą na Wall Street w dniu, kiedy wybucha wielki kryzys.

Uczta dla oka

W pewnym sensie to się udało. Trzeba przyznać, że trójwymiarowe efekty, przygotowane przez studio Platige Image (współtwórcę słynnej "Katedry" Bagińskiego), są naprawdę imponujące. Sceny morskiej podróży, budzące skojarzenia z "Titanikiem", albo obrazy z przelotu nad pustyniami przyprawiają o zawrót głowy.

Realizm wygenerowanej komputerowo dekoracji bywa tak silny, że widz musi chwilami wyglądać zza okularów 3D, by odróżnić świat wirtualny od prawdziwego.

Bez zarzutu jest też cała reszta wizualnej strony przedstawienia. Piękne stroje i profesjonalny taniec czynią "Politę" Janusza Jó-zefowicza spektaklem przyjemnym dla oka. Na estradzie króluje oczywiście odtwórczyni głównej roli Natasza Urbańska, która z powierzonych zadań wywiązuje się brawurowo. Wiruje po scenie albo wije się, naśladując węże, by po chwili zawisnąć w powietrzu na linie. Świetnym pomysłem okazują się wyświetlane na ekranie wstawki, w których postać popularnej aktorki i tancerki została "doklejona" do niemych filmów z Charliem Chaplinem i Haroldem Lloydem. Wreszcie pod względem wokalnym wykonawcy również stanęli na wysokości zadania. Obok Urbańskiej wyróżnić należy dziesięcioletnią Natalię Nedwidek, która z wdziękiem wcieliła się w małą Połę Negri. Wyśpiewana przez nią modlitwa do Anioła Stróża wywołała na widowni warszawskiej hali Torwar duże poruszenie.

Pola spłycona

Niestety, nie można powiedzieć tego o fabule spektaklu. Libretto autorstwa Agaty Miklaszewskiej nie może zainteresować widza biografią Poli Negri, bo postać głównej bohaterki przedstawiona została w nim niezwykle schematycznie. Z "Polity" wyciągamy jedynie wniosek, że Negri była osobą żądną sławy, uwielbiającą blichtr tego świata, pławiącą się w luksusach i zmieniającą mężczyzn jak rękawiczki. Nie ma tu miejsca na pogłębienie postaci, a przecież biografia gwiazdy daje podstawy do takiego jej przedstawienia. Chociażby zaznaczenie wątku wiary w życiu aktorki, zderzenie go z jej zamiłowaniem do rozkoszy tego świata, mogłoby nadać musicalowi nieco więcej dramatyzmu. Tymczasem za niekończącym się na scenie balem stoi jedynie pustka i rozpacz bohaterów. Nie ma w tym niczego odkrywczego. Jedynym elementem metafizycznym w całym spektaklu są sceny nawiązujące do dzieciństwa bohaterki, bo mówią o niewinności, której próżno szukać w dorosłym życiu poddanym zmysłowej ułudzie. Zakończenie, w którym mała Pola zabiera dużą do siebie, ma więc wymowę symboliczną.

Trójwymiarowe efekty, samochód wjeżdżający na scenę, wspaniała choreografia - to wszystko za mało, by mówić o arcydziele

"Polita" to sztuka zrealizowana z dużym rozmachem. Za bardzo jednak przypomina bańkę mydlaną - z zewnątrz piękną, w środku pustą. Z pewnością przejdzie do historii musicalu jako wydarzenie prekursorskie, ale trudno ją nazwać sukcesem artystycznym. Brakuje w niej nawet piosenek, które chciałoby się nucić po wyjściu z teatru, a przecież twórcy słynnego "Metra" już dawno udowodnili, że umieją je tworzyć. Tym razem najważniejsze okazały się efekty specjalne. Ale to dopiero początki gatunku i trudno od razu oczekiwać arcydzieła. Miejmy nadzieję, że gdy oswoimy się już z nową technologią, przyjdzie czas na wypełnienie jej ciekawą treścią.

Szymon Babuchowski
Gość Niedzielny
17 lutego 2012

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia