Muszę trochę przystopować

Rozmowa z Iwoną Bielską

Skupiam się na tym, co teraz, bo przyszłości niewiele mi już zostało. Jestem szczęśliwa, że kilka dni mogę być w domu. W poniedziałek wyjeżdżam do Warszawy, gdzie będę podkładać głos pod Oprah Winfrey w disneyowskiej produkcji. Nigdy nie pracowałam w dubbingu, więc jestem bardzo ciekawa, jak mi pójdzie.

Z Iwoną Bielską, aktorką teatralną, filmową, radiową, telewizyjną i... dubbingową, rozmawia Bohdan Gadomski.

Bohdan Gadomski: Całe życie przemieszcza się pani z miejsca na miejsce. Zdążyła się pani przyzwyczaić?

Iwona Bielska: - Tak, ale nie wiem, jak to się robi; po prostu człowiek powoli do wszystkiego się przyzwyczaja. Ponadto lubię ruch i jak się dużo dzieje.

Ale najlepiej czuje się pani na podkrakowskiej wsi. Co panią w niej urzekło?

- Ale to nie jest jeszcze moje ostatnie miejsce na ziemi. Tu, gdzie obecnie mieszkamy, to strony rodzinne mojego męża. Kiedyś pojechaliśmy z naszym malutkim synem pokazać mu ruiny zamku. Tak zakochałam się w tej okolicy, że zaczęliśmy szukać działki z domkiem letniskowym. Skończyło się na tym, że wybudowaliśmy domek całoroczny. Już 20 lat mieszkamy na tej podkrakowskiej wsi; z jednej strony okien widzimy ruiny zamku, z drugiej staw.

Jaki to jest dom?

- Nasz dom jest piękny, dla mnie najpiękniejszy na świecie. Znajduje się blisko pasa ochronnego zamku. Projektując go, trzeba było nawiązać do architektury zabytkowej tego regionu. Z charakterystycznymi ściętymi bokami dachu, bo o to głównie chodziło.

Macie też ziemię. Co na niej uprawiacie?

- Mój mąż uprawia na niej golfa. Nie mamy żadnej roślinności, tylko trawę i parę drzewek. I kreta, który rujnuje naszą trawę. Chyba z nim nie wygramy.

Ma pani sentyment do rodzinnej Łodzi?

- Mam wielki sentyment. Zawsze mówię, że jestem krakowianką z Łodzi. Mam tam groby dziadków, które odwiedzam przy każdym pobycie w tym mieście.

Jak często bywa pani w Łodzi?

- Tak często, jak często dyrektor Teatru Nowego wstawi do repertuaru spektakl, w którym gram.

Uważam, że zdecydowanie za mało gra pani w tym teatrze.

- Pan wie, że nie zależy to ode mnie, lecz od dyrekcji teatru.

Rola Zofii Komedowej w sztuce "Komeda" satysfakcjonuje panią jako materiał aktorski?

- Wizja reżyserki była trochę inna od mojej, ale jako aktorka chcę być lojalna i musiałam się poddać wizji, którą ona nakreśliła.

Spektakl "Komeda" nie miał dobrych recenzji...

- Nie czytam recenzji. Ale ponieważ dostałam Złotą Maskę za rolę Komedowej, myślę, że nie było aż tak źle.

Znała pani osobiście Zofię Komedową?

- Nie, ale mam znajomych, którzy ją znali. Na premierze warszawskiej poznałam syna Zofii Komedowej, który nie pogniewał się na moją wersję jego matki. A wręcz przeciwnie.

Ja znałem panią Zofię, byłem u niej trzy godziny, przeprowadziłem rozmowę dla "Angory"...

- Czytałam ten wywiad w czasie prób. To jeden z nielicznych wywiadów z panią Zofią.

Jeszcze gracie "Komedę"?

- Graliśmy w piątek, sobotę, niedzielę...

Słyszałem, że ma pani zagrać w Łodzi w sztuce "Kto się boi Virginii Woolf"?

- Nic takiego nie słyszałam.

Ale grała pani w tej sztuce przed laty w reżyserii Mikołaja Grabowskiego?

- Graliśmy tę sztukę kilka razy w różnych obsadach. Pierwsza realizacja była rodzinna, grał brat Mikołaja Andrzej Grabowski ze swoją żoną i ja z Mikołajem. Za ten spektakl zgarnęliśmy wszystkie możliwe nagrody teatralne na wszystkich festiwalach. Potem zrobiliśmy "Virginię Woolf", kiedy Mikołaj był dyrektorem teatru w Łodzi, Nika grał Tomasz Karolak, żonę Martyna Kliszewska na zmianę z Martą Konarską. Trzeci raz w obsadzie był Tomasz Karolak, Magdalena Boczarska i ja z mężem. Virginia Woolf to moja ukochana rola.

Widziała pani Ewę Kasprzyk w nowej wersji "Kto się boi Virginii Woolf"?

- Nie widziałam.

A Elizabeth Taylor w filmowej wersji?

- Tak, i uważam, że nasza wersja teatralna była bardziej dynamiczna, miała większego pazura niż ta filmowa. Rola Elizabeth Taylor nie pozostawiła na mnie jakiegoś wyraźnego śladu, a kiedy oglądałam film, miałam swoją wizję i ona trochę różniła się od tamtej. Momentami irytowałam się, że akcja nie kondensuje się, lecz rozwleka.

Jakie role chce pani grać teraz jako aktorka po sześćdziesiątce?

- Ja już w ogóle nie chcę grać. Mam strasznie dużo propozycji, że już nie wiem, z czego rezygnować, ale czuję, że muszę trochę przystopować.

Ról dla aktorek w pani wieku jest mniej w teatrze, filmie czy serialach?

- Na pewno mniej jest w filmie i telewizji, więcej w teatrze, który zawsze był moją pasją. Zawsze przedkładałam pracę w nim nad inne formy i na pewno daje on więcej możliwości, więcej ciekawych ról dla aktorek w moim wieku. W teatrze starszy aktor może grać młodego i odwrotnie. W teatrze można więcej poszaleć.

Gdzie pani teraz gra?

- W Teatrze IMKA w Warszawie gram "Opis obyczajów trzy" i "Dzienniki Gombrowicza", w Teatrze Nowym w Łodzi "Komedę" i w sztuce "Wiele demonów", w Teatrze Soho w Warszawie "Ości", w Teatrze VARIETE' w Krakowie gram w "Dziewczynie z plakatu", w Teatrze IMKA w "Słowniku ptaszków polskich" i jeszcze gram w "Ślubie" w Teatrze w Lesznie.

W głowie musi pani mieć co najmniej osiem tekstów. Podziwiam panią!

- Na szczęście zawsze miałam bardzo dobrą pamięć.

Pamięć aktorów jest wyćwiczona poprzez uczenie się kolejnych ról. Dzisiaj opanowanie roli nie jest dla pani problemem?

- Czy ja wiem? Właśnie się uczę roli na Przegląd Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, gdzie mam recytować razem z Robertem Więckiewiczem poezję Jacka Podsiadły.

Co to za spektakl "Ości" Ignacego Karpowicza?

- Adaptacja książki pod tym tytułem, która dwa lata temu była w finale książek zgłoszonych do nagrody Nike. Gram tam postać, która jest celebrytką, gadającą głową w telewizji. Bohaterowie "Ości" mają swoje problemy, rozdmuchiwane do rozmiarów cierpienia, nieszczęścia itd. Moja postać w sposób kompletny i nierzeczywisty przyjmuje nowe wyzwania i jest na nie gotowa.

Jaki charakter ma Teatr Soho?

- Jest to teatr offowy, z bardzo dobrą renomą, z wyrobioną publicznością. Mieści się na Pradze, jest tam cała infrastruktura kulturalno-gastronomiczna.

Czytała pani ostatni numer tygodnika "Na Żywo"?

-Nie.

Piszą o pani: "Iwona Bielska zasłabła na scenie. Zaczęła zapominać tekstu, mylić słowa, plątać się, po czym całkowicie straciła świadomość. Przedstawienie przerwano, na miejsce przyjechała karetka". Tak było?

- To wszystko nieprawda. Nie zasłabłam, nic takiego się nie stało. Rzeczywiście stwierdzono, że mam nadzwyczaj wysokie ciśnienie. Lekarz powiedział, że to wynik przemęczenia, bo mieliśmy po osiemnaście godzin prób dziennie. Następnego dnia grałam spektakl.

Z jakimi reżyserami pani pracuje?

- Z takimi, którzy mnie chcą i z którymi ja chcę pracować. Najbardziej lubię pracować z Mikołajem Grabowskim i Pawłem Miśkiewiczem. Bardzo miło wspominam próby z Krystianem Lupą.

Po drodze był jeszcze jeden spektakl, który zagrała pani ze swoją siostrą. Nie wiedziałem, że ma pani siostrę aktorkę.

- Ela jest młodsza ode mnie. Ukończyła PWST w Krakowie i razem zrobiłyśmy spektakl "Dług Kruczkowskiej". Był okazjonalny, z przeznaczeniem na Festiwal Sztuki Faktu w Toruniu. To przepiękna historia o Polce, która w Niemczech przeprowadzała Niemki przez śmierć. Mądra i wzruszająca sztuka.

Namówiła pani siostrę, by zamieszkała w sąsiedztwie...

- To było jakiś czas temu, a nazywam to akcją łączenia rodzin. Ela ma swój domek 300 metrów ode mnie.

Czy zakończyła już pani zdjęcia do głównej roli w filmie dyplomowym?

- Jeszcze nie zaczęłam, bo wystąpiły problemy z funduszami.

Lubi pani pracować z młodzieżą?

- Z inteligentną młodzieżą tak. Ja w środku jestem bardzo młoda, więc nie mam trudności w nawiązywaniu kontaktów z młodymi ludźmi.

Jest pani po zdjęciach do filmu Wojciecha Smarzowskiego "3". Jaką rolę pani tam zagrała?

- Scenariusz, jak zwykle u Wojtka, jest bardzo odważny. Gram jedyną pozytywną osobę, ponieważ ten świat jest pozbawiony pozytywnych bohaterów.

A w telewizyjnej wersji "Botoksu"?

- Gram z Janem Fryczem rodziców dziewczyny, która czuje się chłopcem, a nam bardzo trudno jest pogodzić się z tym faktem.

Zagrała pani także w amerykańskiej produkcji "My Name is Sara". Jaką rolę?

- To jest film o tematyce wojennej, opowiada historię rodziny powieszonej za ukrywanie Żydów. Bardzo ciekawe były zdjęcia, kiedy wieszano nas na wielkim drzewie. Na wysokości trzech metrów, na cienkich linkach, w przepięknych okolicznościach przyrody. Osobliwe wrażenie.

Kto steruje pani zawodowymi sprawami?

- Ja sama.

Byłoby łatwiej, gdyby miała pani agenta?

- Teraz? Na starość? Jak mnie potrzebują, to jakoś znajdują.

Patrzy pani w przyszłość czy skupia się na tym, co teraz?

- Skupiam się na tym, co teraz, bo przyszłości niewiele mi już zostało. Jestem szczęśliwa, że kilka dni mogę być w domu. W poniedziałek wyjeżdżam do Warszawy, gdzie będę podkładać głos pod Oprah Winfrey w disneyowskiej produkcji. Nigdy nie pracowałam w dubbingu, więc jestem bardzo ciekawa, jak mi pójdzie.

Dlaczego pani syn Michał nie został aktorem, chociaż podobno miał stosowne uzdolnienia?

- Miał, jako 8-11 -latek zagrał Małego Lorda, potem w "Dzieciach z Bullerbyn". Stwierdził jednak, że nie będzie nas dublował i pójdzie swoją drogą. Ukończył Akademię Filmową w Berlinie i jest tam operatorem.

Chyba rzadko przyjeżdża do was na wieś?

- Często się widujemy, bo Michał zawsze robi światła do spektakli Mikołaja. Zajmuje się teraz korekcją barwną filmu. Jak tęsknimy, to wsiadamy w auto i jedziemy do niego.

Ciągle pani podróżuje. Jak wytrzymuje pani takie tempo życia?

- Uwielbiam takie tempo życia, chociaż z rozkoszą potem napawam się spokojem przez kilka dni, które zakłócają mi nieprzewidziane wydarzenia - jak na przykład ta rozmowa z panem. Lubię ruch i pracę, dlatego nic mi nie jest straszne.

___

Iwona Bielska - urodziła się 7 września 1952 w Łodzi, na Bałutach, w rodzinie fotografików. Uprawiała siatkówkę, była nawet w reprezentacji Polski. Studiowała polonistykę na Uniwersytecie Łódzkim, ukończyła krakowską PWST. Na koncie ma znakomite role w Teatrze im. J. Słowackiego, Teatrze Stu, Starym Teatrze w Krakowie, Teatrze Rozmaitości, IMKA i Soho w Warszawie i Teatrze Nowym w Łodzi. To w tym ostatnim zagrała królową Elżbietę w sztuce "Królowa i Szekspir" nagrodzoną Złotą Maską. Za rolę w filmie "Wesele" otrzymała Polską Nagrodę Filmową, czyli Orła. Laureatka wielu prestiżowych nagród dalej kręci filmy i gra w ośmiu sztukach teatralnych.

Bohdan Gadomski
Tygodnik Angora
8 lutego 2018
Portrety
Iwona Bielska

Książka tygodnia

Kryptonim Dziady: Teatr Narodowy 1967-1968
Wydawnictwo Bellona
Janusz Majcherek, Tomasz Mościcki

Trailer tygodnia

2. Teatroteka Fest - 2018
„Sprawa Rity G." Jolanty Janiczak w r...