Na deskach... Teatru Współczesnego - sen w dwóch aktach

"Saszka. Sen w dwóch aktach" - reż. Wojciech Urbański - Teatr Współczesny w Warszawie

- Najważniejsze pytanie, jakie zadaje zmarłemu ojcu Saszka - "Tato, czy Ty mnie kochałeś?" - pozostaje bez odpowiedzi. Ale czy na pewno?

W tym spektaklu nic nie jest "na pewno". Gdy wychodziłam po "Saszce", ostatniej premierze Teatru Współczesnego, dochodziły do mnie słowa: "To taki prawdziwy teatr". Zdałam sobie sprawę, że myślę podobnie. Tyle że musiałam uporządkować swoje odczucia. Bo co to jest prawdziwy teatr? I dlaczego "Saszka - sen w dwóch aktach" na takie miano zasługuje? Skromna historia, prości ludzie, rodzina rozdzielona drobnymi konfliktami, zawał ojca, który nie pogodził się z odejściem żony i nie bardzo widział sens dalszego życia. Wszystko zwyczajne. Niby tak. A jednak jest w tym spektaklu tajemnica, a teatr bez tajemnicy nie jest, jak myślę, prawdziwym teatrem. Dlaczego co noc odwiedza bohatera zmarły ojciec?

Tytułowy bohater, Saszka, świetny w tej roli, ciepły i bezpretensjonalny Borys Szyc (druga tak znakomita po Hamlecie rola) przenosi się po śmierci ojca do domu swojego dzieciństwa, jakby tu szukał odpowiedzi na pytanie, kim jest i czy to jego życie jest komukolwiek potrzebne. Ojciec wydaje mu w czasie nocnych wizyt polecenia: napraw studnię, dbaj o wodę... Ale Saszka pyta go tylko o jedno: "Tato, czy ty mnie kochałeś?". Ojciec uchyla się od odpowiedzi, a przecież z rozmów z sąsiadem przed śmiercią dowiadujemy się, że właśnie Saszkę, trochę nieudacznika, kochał najbardziej. Jest więc ten spektakl zawieszony nie tylko między snem a jawą, ale też między życiem a śmiercią. Ojciec wie, że w końcu Borys Szyc w tytułowej roli zadziwia wrażliwością i dojrzałością swego bohatera po Saszkę przyjdzie, ale na razie Sasik, jak czule w dzieciństwie nazywała go jedna z sióstr, ma jeszcze coś ważnego do zrobienia. Musi walczyć o dom, w którym zamknięte są najlepsze wspomnienia. O dom, który siostry żyjące gdzieś daleko swoim własnym życiem chcą sprzedać.

Reżyser Wojciech Urbański, studiując w Akademii Teatralnej w Petersburgu, zetknął się bliżej z metodą Stanisławskiego i nie ukrywa, że w teatrze interesują go przede wszystkim ludzie. Dlatego zainteresowała go sztuka białoruskiego dramaturga Dmitrija Bogosławskiego. Więc może to jest prawdziwy teatr? Teatr, który rodzi się z tajemnicy, ale dociera do wnętrza człowieka? Bo czy nie jest tajemnicą każdy człowiek? Dociekanie, choć nie poznanie nigdy do końca tej tajemnicy, jest najbardziej intrygujące.

Hanna Karolak
Gość Niedzielny
22 lutego 2014

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia